Niezwykła biografia niezwykłego człowieka

   „Cuda Jana Pawła II”, „Nasz Papież”, „Narodziny pokolenia JP2”, czy „Wujek Karol” to tylko niektóre z tytułów książek napisanych przez Pawła Zuchniewicza, publicystę, pisarza, dziennikarza relacjonującego wiele pielgrzymek Jana Pawła II po świecie. Paweł Zuchniewicz gościł w Legnicy na zaproszenie Duszpasterstwa Ludzi Pracy ’90 już po raz drugi. Wygłosił wykład pt. Jan Paweł II – magia obrazu, siła słowa. Przyjechał też ze swoją najnowszą książką: Jan Paweł II: „Będę szedł naprzód”. Jest to niezwykła biografia Papieża Polaka, trzymająca w napięciu, wzruszająca opowieść o człowieku, który odpowiedział na wezwanie Boże i zmienił życie milionów ludzi!

   Ks. Waldemar Wesołowski: – „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” to kolejna Pańska książka o Janie Pawle II. Co nowego ona zawiera, jakie jest jej przesłanie?

   Paweł Zuchniewicz: – Jest to powieść biograficzna. Próba ujęcia pontyfikatu Jana Pawła II w koncepcji beletrystycznej, w postaci pewnego ciągu zdarzeń, jakie miały miejsce pomiędzy rokiem 1978 a 1989. Chcę zaznaczyć, że jest to pierwsza część tej biografii. A więc pomiędzy datą wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową a upadkiem muru berlińskiego. Można zapytać: po co to wszystko? Po co robić jeszcze jedną książkę na ten temat? No właśnie po to, żeby spojrzeć na Jana Pawła II i na wydarzenia, jakie miały miejsce w tym okresie nieco inaczej. Pisząc tę książkę, starałem się postawić w sytuacji człowieka, który nie miał okazji tam być, nie zna tych faktów z autopsji. Nie miał okazji być przy Papieżu wtedy, ale za to ma szansę być przy nim teraz. A więc główne przesłanie tej książki: być przy nim w oparciu o różne doświadczenia, różne wspomnienia, zapiski różnych ludzi. Dzięki tej książce widzimy, jak ten człowiek reagował w sytuacjach, w jakich musiał stawać, jakie podejmował wybory, a wiemy, że wybory nie były łatwe, jak decydował się na heroiczną odwagę w rzeczach małych i wielkich. Wtedy mamy możliwość spojrzeć na Papieża nie tylko, jako na postać historyczną. My wiemy, że mieliśmy wielkiego rodaka, największego spośród Polaków, ale co to dla mnie oznacza? Czego mogę się od niego nauczyć. Przecież np. szkoła człowieczeństwa, jaką daje, jest fantastyczna. I właśnie w tych różnych sytuacjach, małych i wielkich, niezwykłych (bo zdarzają się też i cuda), widzimy Jana Pawła II w akcji. Dlatego wybrałem koncepcję powieści, gdyż ona daje możliwość stworzenia takiej przestrzeni, w której stajemy się jakby towarzyszami tego człowieka, stajemy się uczestnikami tego dramatu, jaki się rozgrywa. Dzięki temu zaglądamy również pod podszewkę różnych wydarzeń, o których coś tam wiemy, ale jak one wyglądały z bliska, często oczami innych ludzi, tego do końca nie wiemy. Wtedy możemy budować swój własny obraz tego człowieka i wyciągać z tego wnioski dla nas.

   – Czy o takiej postaci, jak Jan Paweł II, który pozostawił po sobie wiele pism, dokumentów, wspomnień, łatwo jest pisać w taki właśnie beletrystyczny sposób?

   – Mnie się wydaje, że to wielkie dziedzictwo Jana Pawła II, które jest tak często podkreślane, onieśmiela nas. To nas też tak osobiście usprawiedliwia, mówimy: „ja nigdy nie przeczytam tych tomów, tych około 80 tysięcy stron”. W związku z tym nie przeczytam niczego. Tymczasem jest bardzo ciekawa rzecz. Każde nauczanie Papieża było weryfikowane przez jego własne życie. Np. list apostolski o cierpieniu, Papież był człowiekiem cierpienia; nauczanie o rodzinie, on doskonale znał rodzinę, radził wielu rodzinom, przyjaźnił się z rodzinami. Wiele właśnie takich rzeczy sprawdzało się w jego życiu. I teraz tak możemy do tego podejść, jak on to wszystko widział w życiu i jak to odzwierciedla się w jego słowach, w jego nauczaniu. Kiedy w mojej książce opisywałem jakiś epizod, starałem się go poprzedzić małym fragmentem z nauczania papieskiego. To wszystko brzmi inaczej, kiedy widzimy, jaki był tego kontekst. Inaczej zaczynamy to rozumieć, bardziej to do nas przemawia. Mam nadzieję, że to przełamie nasze onieśmielenie, że zaczniemy czytać Papieża, słuchać Papieża i że wiele się od niego nauczymy. Ja ciągle odkrywam w jego nauczaniu rzeczy nowe.

   – Zatem wydaje się, że taki sposób pisania o Papieżu jest dobrą metodą dotarcia zwłaszcza do tych, którzy go nie znali, nie zetknęli się z nim osobiście? I że to przybliży jego nauczanie w dostępny sposób?

   – Mam taką nadzieję. Już Paweł VI powiedział, że nam bardziej są potrzebni świadkowie niż nauczyciele, a jeśli nauczyciele, to niech będą świadkami. Jan Paweł II takim właśnie był. Dla mnie jest to wielkie wyzwanie i wielki trud, jak mówić młodemu pokoleniu o Papieżu? Bo dla mnie był on osobą żywą, która przemawiała, pociągała, towarzyszyłem mu w wielu podróżach, pielgrzymkach. Ale jak to doświadczenie przekazać młodym w ich świecie wartości, priorytetów? My, starsze pokolenie, byliśmy trochę leniwi, trzeba się uderzyć w piersi. Przyzwyczailiśmy się do Papieża. Myśleliśmy, że Papież wszystko za nas załatwi. Przyjedzie i zrobi porządek. A młodzi? Oni mogą powiedzieć, no dobrze, ale przecież były inne wielkie postaci. Papież, który nas mobilizował, dla nich może być nudną postacią historyczną. A przecież on nie był nudny. On przecież miał tysiące przygód. Najciekawsze jednak były te duchowe, z Panem Bogiem. Jak to odkryć, jak to im przekazać? Jakie narzędzia dać naszemu pokoleniu, aby mogło przekazywać żywe świadectwo innym? Bo jeżeli nie będzie żywego świadectwa, to umrze śmiercią naturalną.

   – Na spotkaniu w duszpasterstwie mówił Pan o papieskiej magii obrazu i sile słowa, co to znaczy?

   – Osoby, które widziały, znały oglądały Papieża mają w pamięci wiele znaków, gestów. Np. kiedy przylatywał do jakiegoś kraju, całował ziemię. Są ogromne ilości takich gestów bez słów, które mocno przemawiały do człowieka. Objęcie Ali Agcy, Rok Jubileuszowy, kiedy otwierał Drzwi Święte, kiedy wkładał kartkę z modlitwą do Ściany Płaczu w Jerozolimie. Takich gestów są tysiące. Uderzające jest to, że Papież przemawiał do nas gestem, znakiem. Kościołowi znak jest bardzo bliski, bo np. sakrament to też jest znak, które niesie ze sobą pewną treść. Te obrazy przemawiały, ale też budziły emocje. Jednak za tym musiało pójść słowo. Papież miał silne słowo, które wypowiadał. Silne również z ludzkiego punktu wiedzenia, bo on przecież był aktorem. Choć mówił, że aktorem już nie jest, to jednak formacja w nim pozostała, umiejętność operowania słowem. Magia obrazu – zastanawiamy się nad tym, jakie to były obrazy i co one w nas budziły. Za tą magią obrazu szła siła słowa. Byliśmy zakochani w znakach Papieża, w jego gestach, ale nie możemy zapominać o jego słowie, o tym, co do nas mówił. Nie możemy poprzestać tylko na znakach i emocjach, musimy wejść głębiej, w treść. Poza tym ważne jest to, żeby tego doświadczenia tak mocnego nie zachować tylko dla siebie. W tym względzie nie możemy być egoistami. Musimy to nasze doświadczenie przekazać młodym i w taki sposób zafascynować ich tą postacią. Zatroszczmy się zatem o Papieża, zwłaszcza przez to, że więcej będziemy o nim wiedzieli.

■ Ks. Waldemar Wesołowski - Niedziela nr 51/2009

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl