KRYMINALNE ZAGADKI LEGNICY

   Co naprawdę stało się z ciałem Henryka Pobożnego? Szokujący los księcia to jedna z wielu zagadek, związanych z przegraną batalią z Mongołami pod Legnicą 9 kwietnia 1241 r.

   Zagadkę stanowi już sama bitwa sprzed 770 lat. W 1989 r. w „Kwartalniku Historycznym” Jerzy Mularczyk zasugerował nawet, że owiana legendami batalia była w rzeczywistości zaledwie... potyczką! Starciem kilkudziesięcioosobowego orszaku śląskiego księcia Henryka Pobożnego z mongolskim patrolem. Z czasem prawda miała zostać „wzbogacona”, czyli
przekłamana, przez kreatywnych kronikarzy, takich jak Jan Długosz. Dziś śmiała i obrazobórcza koncepcja Mularczyka trafiła na boczny tor historii. Jak mówi „Focusowi Historia” prof. Jerzy Maroń z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego (autor książki „Koczownicy i rycerze. Najazd Mongołów na Polskę w 1241 roku na tle sztuki wojennej Europy XII i XIII w.”), hipotezę Mularczyka odrzuca się ze względu na błąd w tłumaczeniu tekstu źródłowego, na które się powołał. Kliny walczących (czy też hufce) z dzieła „Historia Tatarów” mylnie przyjął za zaledwie jeden oddział, co oznaczało mniejszą liczbę rycerzy.

   Ale dlaczego podczas wykopalisk na domniemanym polu bitwy nie znaleziono resztek uzbrojenia? „Badania archeologiczne są niewdzięczne. W większości przypadków oczekiwania są spore, a rezultaty bardzo mizerne. To raczej w naszych wyobrażeniach wszystkiego jest bogato i dużo, jak się naoglądamy Discovery czy przygód Indiany Jonesa. W rzeczywistości każdy, nawet pojedynczy, fragment bełtu czy grotu znaleziony na polu bitwy niesamowicie cieszy. Pamiętajmy, że po walce trupy były łupione. Jeśli pozostawały jakieś ciała, to nagie. Dlatego znalezienie zbroi i broni na polu bitwy graniczy z cudem” – mówi w rozmowie z „Focusem Historia” Krzysztof Wolski, autor książki „Polskie pola bitew w świetle archeologii”.

   Czyli nie ma powodów, aby wątpić, że książę Henryk Pobożny faktycznie stanął ze swoją armią naprzeciw Mongołom (Tatarom). Starcie odbyło się prawdopodobnie 9 kwietnia. Mimo początkowej przewagi sprzymierzone wojska pod wodzą śląskiego księcia zostały pokonane. On sam przeszedł do legendy jako męczennik za wiarę, pechowy przegrany i niedoszły król (Henryk Brodaty wychowywał syna na przyszłego władcę rozbitej dzielnicowo Polski). A losy zaginionych szczątków Henryka Pobożnego układają się we frapującą detektywistyczną powieść z... hitlerowcami w tle.

Głowa księcia

   Afera zaczęła się od tego, jak w ogóle zginął książę. Jan Długosz dwa wieki później napisał o ostatnich chwilach Henryka Pobożnego: „Ale kiedy podniósłszy prawą rękę chciał ugodzić Tatara, który mu zagrodził drogę, drugi Tatar przebił go dzidą pod ramię. [Książę] zwiesiwszy ramię, zsunął się z konia ugodzony śmiertelnie. Tatarzy wśród głośnych okrzyków i chaotycznej, nieprawdopodobnej wrzawy ujmują go i wyciągnąwszy poza teren walki na odległość dwóch miotów z kuszy, mieczem obcinają głowę, zerwawszy odznaki, pozostawiają nagie ciało”.

   Historykom pozostawało wierzyć Długoszowi (choć wykryli w jego opowieści mnóstwo nieścisłości, byli jednak przekonani, że bazuje na jakiejś zaginionej kronice). Wierzyli, dopóki pół wieku temu nie wybuchła sensacja. W ręce amerykańskiego antykwariusza trafiła „Historia Tatarów” (Historia Tartarorum), spisana przez mnicha de Bridię. Ze sławnym Benedyktem Polakiem [franciszkanin, polski podróżnik – dop. red.] brał udział w poselstwie do mongolskiego chana, wysłanym w 1245 r. przez papieża Innocentego IV. Ta wiarygodna relacja z epoki przedstawiła nieco inny obraz śmierci Henryka Pobożnego: „Wówczas to pojmali Tatarzy księcia Henryka. Ograbiwszy go doszczętnie, kazali mu uklęknąć do egzekucji przed zwłokami księcia [wodza mongolskiego – przyp. red.] zabitego uprzednio w Sandomierzu. Głowę jego dostarczyli przez Morawy dla Batuchana, po czym rzucili na wprost innych odciętych głów”.

   Książę nie zginął więc na placu boju, ale w niewoli. Upokorzony i opuszczony. Z jego śmiercią obiecujące państwo Henryków śląskich rozpadło się, Polska na zjednoczenie musiała jeszcze poczekać. Na dodatek w kilka lat po bitwie pod Legnicą papież Innocenty IV wysłał w najlepsze posłów do mongolskiego chana (właśnie Benedykta Polaka i de Bridię), szukając w Mongołach... sojuszników w walce z muzułmanami w Ziemi Świętej. Dla papiestwa liczyły się realia geopolityczne i przyszłość chrześcijańskiej Europy.
Jednak pamięć o Henryku Pobożnym nie zaginęła. Trafił do panteonu polskich bohaterów narodowych.

Pośmiertne wędrówki

   Jak w ogóle znaleziono ciało księcia? To, że pozbawione było głowy, którą Mongołowie obnosili ponoć jako trofeum, siejąc postrach wśród mieszkańców zaatakowanych ziem, nie wystarczyło. Jak wskazuje relacja de Bridii, nie było jedynym trofeum. Poszukiwania powiodły się podobno dzięki żonie księcia Annie Czeskiej. Rozpoznała ciało małżonka po pewnej anatomicznej anomalii: Henryk miał u lewej stopy sześć palców. „Te sześć palców to raczej humbug. Żona ma różne możliwości zidentyfikowania ciała męża. Przy czym w bogobojnym średniowieczu nie można było o tym napisać” – powątpiewa prof. Maroń.

   Tak czy inaczej, ciało władcy rozpoznano i pochowano. Jednak nie w Legnicy, ale w kościele św. św. Wincentego i Jakuba we Wrocławiu, u franciszkanów. Dlaczego tam? „Bo dzięki fundacji Henryka Pobożnego pierwsi franciszkanie dotarli na te ziemie” – wyjaśnia „Focusowi Historia” Henryk Dziurla, historyk sztuki, emerytowany profesor Uniwersytetu Wrocławskiego. W ten sposób zakonnicy odwdzięczali się swemu fundatorowi.

   Ciału pechowego władcy nie było jednak dane spoczywać w spokoju. „Pod prezbiterium znajduje się krypta. Pierwotnie szczątki pewnie były właśnie w niej. Następnie, kiedy ciało się rozłożyło i zostały tylko szczątki kostne, przeniesiono je w trumience do sarkofagu przed ołtarzem głównym. To był piękny sarkofag, który w okresie barokizacji wnętrza przesunięto pod ścianę. W epoce romantyzmu sarkofag znów wrócił na sam środek. A ponieważ tumba
była już dosyć zniszczona, zrobiono nową, neogotycką. Przykryto ją pokrywą z postacią Henryka Pobożnego” – opowiada prof. Dziurla.

   Nie skończyło się tylko na wędrówce sarkofagu po wnętrzu kościoła, zależnej od mód i upodobań kolejnych epok. „W XIX w. przeprowadzono też badania szczątków, podczas których niemieccy antropolodzy stwierdzili brak czaszki” – mówi prof. Dziurla. Obecność szczątków księcia potwierdza m.in. praca historyka J.G. Kunischa „Herzog Heinrich der Zweite von Niederschlesien”, wydana we Wrocławiu w 1834 r. Relacjonuje w niej, że 24 listopada 1832 r. świadkowie widzieli „szczątki zmarłego, wciąż leżące razem w drewnianej trumnie, z wyjątkiem głowy, którą obcięli Tatarzy”.

   To ważne świadectwo, ponieważ podczas II wojny światowej sarkofag księcia znów otwarto. Ale tym razem zabrane na badania kości już tam nie wróciły.

Henrykowie i hitlerowcy

   Jak opowiada prof. Dziurla, podczas wojny w obawie przed dywanowymi nalotami na Niemcy, miejscowy konserwator postanowił rozproszyć zabytki Wrocławia. „Chciał zapobiec ich zniszczeniu. Płyta z sarkofagu Henryka Pobożnego (podobnie jak Henryka Probusa z kościoła św. Krzyża) trafiła do kościoła w Wierzbnie. Przetrwała wojnę. Teraz jest we wrocławskim Muzeum Narodowym” – relacjonuje profesor. Ale szczęśliwie ułożyły się tylko losy płyty nagrobnej. Szczątki Pobożnego przepadły! Co się z nimi stało? Pamiętający wojnę mówią, że Niemcy chcieli wykorzystać rocznicę 700-lecia bitwy pod Legnicą, aby zachęcić Polaków do wspólnej walki z bolszewikami, z „barbarzyńskim” Wschodem. W końcu mówiło się, że pod Legnicą u boku wojsk polskich walczyli też Krzyżacy (to wątpliwe, a z pewnością skłamał Długosz, pisząc, że w bitwie poległ wielki mistrz Poppo von Osterna – w rzeczywistości żył jeszcze 16 lat). Poza tym w trzebnickiej bazylice św. Jadwigi (matki Pobożnego) obok Henryka Brodatego (ojca Pobożnego) pod koniec XIII w. kazał się pochować wielki mistrz krzyżacki Konrad von Feuchtwagen. Dodajmy do tego, że Henrykowie śląscy popierali niemieckie osadnictwo.

   Piastowie ze Śląska byli więc łakomym kąskiem dla hitlerowskiej propagandy. Jak informuje prof. Maroń, nazistowscy naukowcy rozpisywali się o zasługach Henryka Pobożnego w walce z ,,żółtym niebezpieczeństwem” ze Wschodu. Nazywali księcia „w siedmiu ósmych Niemcem” i „potomkiem germańskich” założycieli państwa Polan. Według prof. Dziurli we Wrocławiu krąży informacja, że nazistowscy badacze chcieli przyjrzeć się szczątkom Henryka Pobożnego pod kątem rasowym.

   Po 1945 r. szczątków już nie odnaleziono. Jedna z teorii mówi, że wyjęte z sarkofagu kości przepadły podczas wojny w trakcie pożaru we wrocławskim Instytucie Antropologii. Prof. Dziurla podkreśla, że to informacja niepotwierdzona. Szczątki mogły więc gdzieś przetrwać. „Pytanie, czy były złożone w instytucie, czy zostały wywiezione do Berlina na »rassenkunde«, hitlerowskie badania antropologiczne, mające dowieść, że Piastowie pochodzą z rasy nordyckiej?” – zastanawia się prof. Dziurla.

W labiryncie

   Departament Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „nie dysponuje wiedzą na interesujący nas temat”. Z kolei urzędnicy z Departamentu Dziedzictwa Kulturowego sugerują, abyśmy zapytali w Narodowym Instytucie Dziedzictwa (dawnym Krajowym Ośrodku Badań i Dokumentacji Zabytków). „Grobowiec Henryka II Pobożnego był otwarty w 1832 r., oględziny potwierdziły obecność bezgłowego szkieletu. Wiemy, że grobowiec był ponownie otwarty przed lub w 1941 r.: z racji obchodów siedemsetnej rocznicy bitwy. Jednak co dalej się stało ze szkieletem, który wyjęto dla przeprowadzenia badań antropologicznych, nie jest wiadomym” – dowiadujemy się w NID. Zdaniem Instytutu najlepiej byłoby, gdybyśmy sami sprawdzili berliński wątek.

   „Byłem kiedyś w Muzeum Historii Naturalnej (Museum für Naturkunde) w Berlinie. Mówiono mi, że mają duże zbiory, ale szczegółowa kartoteka zaginęła” – podgrzewa naszą ciekawość prof. Dziurla. Niestety dr Hannelore Landsberg z Museum für Naturkunde odpowiada nam, że „nie ma tam żadnych zbiorów antropologicznych”. Odsyła nas do berlińskiego Muzeum Historii Medycyny (Medizinhistorisches Museum der Charité). Pytamy więc i tam. „Przykro mi, ale nie mamy w naszych zbiorach kości Henryka II. Niestety nie mamy pojęcia, gdzie moglibyście państwo ich szukać” – odpowiada nam muzealniczka Beate Kunst.

   Cóż, może poszukiwania we Wrocławiu przyniosą lepszy efekt? Istnieje ewentualność, że szczątki Henryka Pobożnego nigdy nie zostały wywiezione z miasta. Być może nie zniszczył ich żaden pożar, a wciąż znajdują się – zapomniane – w magazynach.

   Prof. Barbara Kwiatkowska – badaczka o wielkim autorytecie, przez lata związana z wrocławską Katedrą Antropologii – szczerze jednak w taką możliwość wątpi. „Nic takiego nigdy nie rzuciło mi się w oczy. Na pewno nie widziałam niczego, co byłoby oznaczone w sposób sugerujący, że mogą to być szczątki Henryka Pobożnego. Bardziej prawdopodobne jest, że zostały wywiezione do Berlina albo zaginęły w wojennej zawierusze” – mówi „Focusowi Historia”.

Znikające kości

   Zaginionych szczątków księcia od lat poszukują historycy, różne instytucje i organizacje (np. Fraternia Piastowska, bractwo modlitewne, które optowało za przeprowadzeniem procesu beatyfikacyjnego Henryka Pobożnego). Bez efektu. W trakcie naszego śledztwa postanowiliśmy sprawdzić jeszcze jeden trop. A może ciało Henryka Pobożnego zostało niewłaściwie zidentyfikowane? Może prawdziwe kości księcia wciąż spoczywają na Legnickim Polu? Czy w ogóle znaleziono tam szczątki wojowników i rycerzy sprzed wieków? Może na Legnickim Polu odkopano niedawno coś ciekawego?

   Jak informuje „Focusa Historia” archeolog Tomasz Stolarczyk z Muzeum Miedzi (którego oddziałem jest Muzeum Bitwy w Legnickim Polu), niewiele odkryto podczas niedawnych prac w okolicach kościoła św. Trójcy i NMP, wzniesionego w legendarnym miejscu znalezienia zwłok Henryka Pobożnego. Tylko późnośredniowieczne cmentarzysko szkieletowe i szczątki już z czasów nowożytnych. Jeśli chodzi o sam domniemany teren bitwy, to badania archeologiczne przeprowadzono tam w roku 1961 (w związku z rocznicą bitwy), a następnie w latach 70. przeczesano teren z udziałem wojska. Efekty szeroko zakrojonych działań okazały się jednak mizerne. Najciekawsze były znalezione w latach 60. kości, mogące pochodzić z XIII w., a więc czasu bitwy. Wtedy jednak naukowcy nie byli tego datowania pewni.

   A dziś powtórzenie badań jest niemożliwe. Nikt nie ma bowiem pojęcia, co stało się z tymi kośćmi! „U nas nikt na ten temat nic nie wie. W materiałach o pracach konserwatorskich na terenie województwa wrocławskiego za lata 1945–1968 nie znajdujemy na ten temat żadnej wzmianki” – mówi Joanna Korus z delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków w Legnicy. Szczątki nie znajdują się ani w Muzeum Miedzi, ani w Muzeum Narodowym, ani w Muzeum
Archeologicznym we Wrocławiu. Indagowani przez nas fachowcy załamują ręce. Optymiści mają nadzieję, że może jakimś cudem (bo w dokumentacji nic nie ma) trafiły do bogatych magazynów Katedry Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Od kierownika katedry prof. Bogusława Pawłowskiego dowiadujemy się, że planowana jest tam kompleksowa inwentaryzacja. Powinna się zakończyć w połowie roku.

   Czy przyniesie cud? A może kości z Legnickiego Pola na dobre zaginęły gdzieś na Śląsku, tak jak szczątki Henryka Pobożnego? Jak dotąd nasze śledztwo przyniosło przygnębiające i alarmistyczne wnioski. Za polskim muzealnictwem wciąż ciągną się zaniedbania z czasów PRL-u. W efekcie sami nie wiemy, czym dysponujemy. Wielu placówkom przydałyby się pieniądze na kompleksową inwentaryzację. Kto wie, jakie zapomniane odkrycia można tam powtórnie odkryć...

■ Adam Węgłowski - Focus Historia, nr 4 z 2011 r.
http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/kryminalne-zagadki-legnicy/

(c) 2006-2016 http://www.dlp90.pl