Święty Stefan - budowniczy chrześcijańskiej Europy

   W 1001 roku papież Sylwester II zgodził się na zadośćuczynienie prośbie księcia węgierskiego Stefana i wysłał mu koronę królewską. W średniowiecznej Europie był to akt wielkiej wagi, oznaczający nie tylko wprowadzenie władcy i jego państwa w rodzinę najsilniejszych państw Europy, ale przede wszystkim ścisłe związanie go z dziejami Kościoła. Jedynie koronowany władca miał w świadomości ówczesnych ludzi przyzwolenie Boga na sprawowanie swego urzędu. Nie wolno było się przeciwko niemu buntować, nie istniała żadna usprawiedliwiona religijnie przyczyna prowadzenia z nim wojny przez obce królestwo. Jednym słowem, korona stanowiła wstęp do samodzielnej władzy zabezpieczonej powagą Kościoła i nauczania Chrystusa, a taka gwarancja była na przełomie X i XI wieku największą rękojmią jej prawomocności i nienaruszalności.
   Koronacja ta otworzyła nowe tysiąclecie, stając się dobrą wróżbą dla chrześcijańskiej Europy. Oto świeżo obmyte wodą chrztu, pogańskie dotąd plemię Węgrów, o rodowodzie wspólnym z barbarzyńskimi Hunami, tymi samymi, którzy powalili w początkach V wieku cesarski Rzym, otrzymało katolickiego króla, stając się tym samym pełnoprawnym członkiem rodziny cywilizowanych krajów europejskich. Zakończył się w ten sposób pewien proces powstawania zupełnie nowej Europy, w której prawo obywatelstwa zyskuje każdy, kto jest prawowiernym synem Kościoła katolickiego, w której najważniejsze prawo stanowi Dekalog z jego naturalnym szacunkiem do bliźniego i wiernością wierze w Boga, w której wreszcie najwyższą cnotą obywatelską staje się wcielanie ideału Państwa Bożego.
   Kim był ów niezwykłej mądrości król Stefan, że zdołał przekonać Namiestnika Chrystusowego do swoich racji, mimo iż o koronę starał się już wówczas nie mniej gorliwie polski książę, Bolesław Chrobry, popierany przecież przez samego Ottona III, osobistego przyjaciela papieża, i który otrzymał ją dopiero ćwierć wieku później? Dlaczego zyskał nie tylko koronę ziemską, ale i niebieską stając się symbolem swoich czasów?
   Urodził się w rodzinie księcia węgierskiego Gejzy jako potencjalny następca tronu. Ojciec jego był spadkobiercą swych wielkich przodków, którzy ongiś wprowadzili wojujące plemię Węgrów w dolinę Panonii, gdzie osiedli uważając siebie za dziedziców tej ziemi, należącej podobno niegdyś do Hunów. Przywoływanie pamięci Attyli i jego ambicji owładnięcia cesarstwem rzymskim rozbudzało ambicję współplemieńców księcia Gejzy i skłaniało do poszukiwania swych, jak wierzyli, królewskich korzeni. Nie byli więc Węgrzy nie uformowanym dzikim do niedawna ludem koczowniczym, choć nękali nieustannymi napaściami granice państw sąsiednich, lecz narodem o silnym poczuciu własnej odrębności, świadomości historycznej, która zaprowadziła ich księcia do przełomowej decyzji chrztu swego syna. Nadając mu bowiem imię Stefana, diakona męczennika z pierwszych wieków chrześcijaństwa, jeszcze zanim sam przyjął sakrament, wprowadził swój lud w centrum wydarzeń ówczesnego świata.
   Chrzest księcia Gejzy, jego rodziny i jego ludu odbył się w obrządku rzymskokatolickim, choć bliskość patriarchatów wschodnich mogła kusić potęgą tradycji. Jednak geniusz tego protoplasty węgierskich władców, podobnie jak naszego Mieszka I, polegał na owym dalekosiężnym spojrzeniu w przyszłość ze zrozumieniem kluczowej roli, jaką przyjdzie odegrać Kościołowi katolickiemu w nadchodzącym tysiącleciu. Choć rozdzierany herezjami, choć błądzący i osłabiany od wewnątrz i z zewnątrz musiał się wydawać Węgrom jedyną bramą do cywilizacji nowego świata. Ta cywilizacja pociągała nie sporami teologicznymi gorzejącymi na Wschodzie, lecz konsekwencją wprowadzania zasad moralności chrześcijańskiej we wszystkich dziedzinach życia, pragnieniem budowy ideału społeczeństwa, skojarzonego później tylko ze średniowieczem, wreszcie kulturą dziedziczoną także poza elitami w postaci szacunku i zrozumienia dla sztuki, piastującej funkcje nauczające Ewangelii.
   Brzemienna dla Węgier w skutki polityczne i cywilizacyjne decyzja księcia Gejzy zaciążyła jednak najmocniej na życiu przyszłego króla Stefana. Dla jego wychowania wedle zasad nowej wiary sprowadzono znanego już z rozlicznych cnót pasterskich biskupa praskiego Wojciecha, zwolnionego ongiś przez papieża ze swoich obowiązków z powodu wygnania poza granice Czech. Był on najbliższym przyjacielem najważniejszych osobistości ówczesnego świata: cesarza Ottona III i papieża Sylwestra. Uczestniczył zapewne niejeden raz osobiście lub korespondencyjnie w planach budowy nowego ładu chrześcijańskiego w Europie, zapewne stanowił żywą inspirację wielu szczegółów powstania Imperium Chrystusowego, Świętego Cesarstwa, lecz wszystkich narodów na równych prawach synostwa Bożego. Tą ideą zapałał także polski książę, Bolesław Chrobry, i także on rozpoczął gorączkowe starania o koronę. W ten sposób w kręgu narodów zaangażowanych w realizację planów wyrażonych m.in. podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego znaleźli się zarówno Węgrzy, jak i Polacy. Odtąd wspólnota interesów cywilizacyjnych i religijnych będzie łączyć te dwa narody aż do czasów nam współczesnych.
   Jednak Bolesław Chrobry nie dostąpił nigdy zaszczytu wyniesienia go na ołtarze. Choć ufundował trzy biskupstwa i jedno arcybiskupstwo, wyposażając je hojną ręką, tak jak tego nie czynili nawet cesarze niemieccy. Zezwalał na zakładanie klasztorów wszędzie, gdzie pogaństwo broniło się przed opuszczeniem ludzkich sumień. Choć był konsekwentny, przywiązany do Kościoła, choć zespolił z nim wszystkie wysiłki swej polityki, nigdy nie ogłoszono go świętym, pomimo początkowych starań. Nie otrzymał też wkrótce po Zjeździe Gnieźnieńskim korony.
   Królewskie insygnium i świętość przypadła w udziale księciu węgierskiemu. I on jako młody król uporawszy się z opozycją pogańską w swoim kraju rozpoczął rządy od fundacji aż dziesięciu biskupstw. Zakładał klasztory, i to nie tylko na Węgrzech. Zanim jeszcze zrodził się pomysł krucjat, przyszły święty Stefan zadbał o pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej i zbudował dla nich kościół i klasztor w Jerozolimie. Nade wszystko jednak przejął się wizją nawrócenia Węgier na prawdziwą wiarę. Tak samo jak Bolesław Chrobry ustrzegł się posługiwania się siłą w tym dziele. Rozumiał, że tylko wiara przyjęta sercem jest trwała. Chętnie więc udzielał gościny zakonnikom i pustelnikom, bo to oni mieli szansę poznać tajniki duszy prostego ludu i przemówić do niej. Polacy mieli Wojciecha, Brunona, Braci Męczenników, Andrzeja Świerada i wielu nieznanych z imienia. Węgrzy słuchali nauk opata Astryka, a także zapewne wielu innych pustelników polskich: Jędrzeja Zorawka i Benedykta.
   Św. Stefan zachował się w tradycji węgierskiej przede wszystkim jako dobry król, dbały o sprawy swych poddanych. Wiadomo o nim, że był bardzo pokorny i chętnie sam opiekował się ubogimi i potrzebującymi. To rys zupełnie nieznany z biografii Chrobrego. A to właśnie on stanowił zapewne największy dowód świętości węgierskiego władcy. Dla ówczesnego chrześcijanina bowiem osobista pobożność była pewniejszym biletem do nieba aniżeli nawet najsłuszniejsza polityka, tak jak to było w przypadku kontrowersyjnego pod względem posunięć międzynarodowych, lecz bardzo religijnego cesarza Henryka II. O św. Stefanie zachował się szczegół hagiograficzny, wedle którego „Nocy jednej nabrawszy wór pieniędzy, szedł sam między ubogie, i rozdając, gdy się łakomie ubodzy do pieniędzy cisnęli, brodę mu oberwali i bardzo zelżyli” (Żywot św. Stefana Węgierskiego, w: Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu, t. II, Warszawa 1997). W czasach, gdy władza królewska potrzebowała autorytetu siły, bo dziedziczyła spadek po wiekach barbarzyńskiej walki o przetrwanie plemienia, taka postawa nie królewska świadczyła dobitnie o pełnym zrozumieniu nauk Chrystusowych przez św. Stefana, stał się on wzorem dla późniejszych pokoleń władców XIII-wiecznych, dla których szlachectwo urodzenia było przede wszystkim nakazem pokory i miłości bliźniego.
   Najmocniejszym jednak rysem religijności króla węgierskiego wydaje się jego nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. „Był bardzo uprzejmy sługa Chrystusowy, a z nabożeństwa ku Przeczystej Matce Bożej, która nam powiła Zbawiciela i Boga naszego, sam siebie i wszystko królestwo swoje w Jej opiekę oddał”. (Żywot św. Stefana króla węgierskiego). Wzniósł on ku czci Bogarodzicy potężny kościół w Białogrodzie, który uposażył hojną ręką. Jeszcze w XVI wieku powiadano sobie o jego złotych ołtarzach, ornatach, kielichach, krzyżach, o chórze i pawimencie z marmuru. Powierzył Węgrów opiece Najświętszej Maryi Panny, nadając im tym samym swego rodzaju testament tożsamości narodowej. W czasie wojny z Konradem, cesarzem niemieckim, modlił się upraszając łaski obranej Królowej dla Jej dziedzictwa, w którem się nowo szczepiła chwała Jej Syna, a Ona w sposób cudowny wysłuchała go osłaniając przed klęską.
   Pobożność Maryjna jest do dziś cechą szczególną narodu węgierskiego, stanowi nieprzemijalne dziedzictwo religijności jego pierwszego króla. To Maryja od wieków strzegła jego katolickiego oblicza pomimo zawieruch dziejowych i pozornych zwycięstw protestantyzmu. Nie zawiódł się więc św. Stefan na Jej wierności. Przeczuwał, że tam, gdzie włada Maryja, tam nie umiera wiara, tam żyje wolny duch narodu, zawsze zdolny odzyskać swą siłę w Kościele.
   Prawdziwie nawrócony, głęboko przekonany o prawdzie nauki Chrystusowej, traktował ją jak nakaz określonego trybu życia, życia w zgodzie z sumieniem i w miłości bliźniego. Stąd jego wspaniałomyślne traktowanie ubogich i cierpiących, unikanie posługiwania się władzą. „Królowanie rozumiał jako służbę ku czci króla koroną cierniową koronowanego (...) nie był w tem leniwy, ale gorącem sercem szczep on nowy wiary świętej, mocą i dostatkiem królewskim, prawami a ustawami pospolitemi wkorzeniał i umacniał”. (Żywot św. Stefana).
   Święci poważnie traktują swe obowiązki świętości. Pogłębiona wiara zaś łatwiej znosi cierpienie. A Bóg nie oszczędził bólu nawet królowi. Jakby dla podkreślenia, że tak jak śmierć i narodziny, przynosi tyle samo radości, smutku i wysiłku duchowego małym i wielkim tego świata. Dlatego żywoty tak chętnie podkreślają tragedię św. Stefana po stracie jedynego z synów, który dożył wieku dorosłego. Cieszył on starzejącego się króla wielką nadzieją na dobre rządy, będące kontynuacją życia ojca. Królewicz Emeryk był bowiem bardzo zdolnym młodym człowiekiem i jak ojciec pobożnym, hojnym dla Kościoła. Miał też podobno dar jasnowidzenia, co mogłoby świadczyć, że lubił spędzać czas na modlitwie, miał może usposobienie kontemplacyjne. Perspektywa sprawowania rządów królewskich mogła mu więc nieco ciążyć. W tajemniczych okolicznościach zginął jednak podczas polowania nie ukończywszy jeszcze dwudziestu lat. Zgasła nadzieja na przedłużenie rodu, a w czasach przedchrześcijańskich zdarzenie takie traktowano jako hańbę i znak nieprzychylności niebios. Św. Stefan dostrzegając jednak aurę świętości wokół swego syna nic od prostoty swej i chęci ku większej służbie Bożej nie odpadł, ani szemrał, ale raczej dziedzicem swym czynił kościoły i szpitale, a w nich pociechę i potomstwo swoje pokładał. (Żywot św. Stefana).
   Pod koniec życia dotknięty chorobą, uprosił sobie podobno czas śmierci. A była to łaska świadcząca w średniowieczu najdobitniej o szczególnej zażyłości świętego z Bogiem, Panem życia i śmierci. Św. Stefan umarł w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1034 roku. A dzień ten Węgrzy swym językiem dniem Pani swej zowią. Są narodem, który łatwo zrozumieć, jeśli pojmuje się wartość honoru, wierności, poświęcenia, tych wszystkich cech, które pozostają w duszy spadkobierców najodważniejszej religii na świecie. Może dlatego powiada się: "Polak i Węgier, dwa bratanki...".
   W krąg owej kultury chrześcijańskiej wprowadził potomków starożytnych Hunów św. Stefan. Która z jego zasług jest ważniejsza: czy owa decyzja wkroczenia w dzieje cywilizacji chrześcijańskiej, czy wzór świętości, tę tajemnicę zna tylko Bóg. Lecz czy jedną można oddzielić od drugiej bez uszczerbku dla prawdy o życiu króla Stefana?

■ Anna Sutowicz, Nowe Życie, nr 7-8/2001

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl