Homilia

Hbr 3,7-14; Ps 95; Mk 1,40-45

   Zwróćmy uwagę na pierwsze wydarzenia opisane przez św. Marka. Jezus ma wiele pracy, ale nie wobec uczniów. Św. Marek nie opisuje ani jednego epizodu, w którym dokonałoby się coś istotnego w ich życiu. To są ludzie, którzy jeszcze nie rozumieją, co to znaczy „być z Jezusem” (Mk 3,14 – oni rozumieją to tak, jak tłumacze Biblii Tysiąclecia: „towarzyszyć Jezusowi”).

[image]   Warto przypomnieć, że Ewangelia Marka powstaje z myślą o katechumenach, którzy na drodze inicjacji są prowadzeni do wnętrza tajemnicy o kryptonimie Jezus Chrystus. Oni mają poznać, że ten Jezus – wyszydzony, ukrzyżowany, przebity włócznią, a zarazem milczący wobec szyderstw, przebaczający do końca, godzący się na śmierć w imię miłości, że ten Jezus przyjmuje to wszystko posłusznie i dobrowolnie dla nich jako Syn Boży po to, aby przez Niego mogła objawić się wobec nich moc Ojca, aby mogli doświadczyć życiodajnej siły miłości, aby już dłużej nie zwodziło ich kłamstwo ducha śmierci. Katechumeni nie słuchali Ewangelii jak historii. Ewangelia Marka była czytana w Noc Zmartwychwstania niczym haggada (opowieść), gdy zapominano, że istnieje czas przeszły, bo wszystko, co odnosiło się do Jezusa, było „dziś”, „tu i teraz”.

   Tu i teraz Jezus wzrusza się i przywraca życie trędowatemu. Tu i teraz Jezus włącza uczniów w swoją logikę życia. W jaki sposób?

   Wracamy więc do trędowatego… Właściwym miejscem jego życia była pustynia, jakaś jaskinia, wykuty w skale grób… Po latach trędowaty mógł się nawet przyzwyczaić do zewnętrznych okoliczności, do pogardy ze strony innych ludzi, ale nie mógł się przyzwyczaić do bólu, jaki powodowały otwarte rany, przyspieszając niechybną śmierć. Dlatego potrzebował interwencji kogoś, kto mógłby je zamknąć, zasklepić, a tym samym odebrać go śmierci.

   Trędowaty staje przed Jezusem jak człowiek, który jedną nogą jest już w grobie. W obliczu tej sytuacji – jak pisze św. Marek – Jezus się wzruszył. Zastosowany tu grecki czasownik „splanknidzomai” oznacza bardzo głębokie poruszenie, charakterystyczne dla matki, która np. traci dziecko. Wzruszenie Jezusa jest więc wzruszeniem samego Boga, który nie godzi się na to, by śmierć odbierała Mu synów. Jezus, posłany przez Ojca, aby rozproszone dzieci zgromadzić w jedno (J 11,52), wchodzi w tę sytuację i dotyka śmiercionośnego jadu, który kryje się w ranach trędowatego. Następuje zamiana ról: trędowaty wchodzi do miasta, cieszy się życiem, a jego miejsce zajmuje Jezus.

   To jest zapowiedź tego, co stanie się już niedługo (to jest też widoczne w chronologii roku liturgicznego – niedługo Pascha Pana i celebracja Męki i Śmierci Chrystusa poza miastem). W tej zamianie ról objawia się sens misji Jezusa, Jego tajemnica. Wkrótce poza miastem, pośród grobów wykutych w skałach, On weźmie na siebie nasze nieprawości, nasze ropiejące rany, nasz trąd grzechu i ukryty w nim jad śmierci.

   Trędowaty staje przed Jezusem przede wszystkim ze względu na uczniów. Jest prowokacją rzuconą w ich stronę z dwóch powodów.

   Po pierwsze Jezus chce im powiedzieć, żeby nie bali się podejść do niego i pokazać Mu swój trąd, swoją kartę choroby. On chce to wszystko wziąć na siebie, by ich uleczyć, przywrócić im życie, tzn. dostęp do Ojca.

   Po drugie, Jezus odsłania przed nimi sens ich misji w przyszłości. Oni mają się stać ludem kapłańskim, a to oznacza, że mają się stać naśladowcami drogi, którą przeszedł ich Mistrz («Jesteście uczestnikami Chrystusa» – zob. List do Hebrajczyków).

   Jezus zaprasza mnie nie do wygodnego dystansu, ale do tego, bym dotykał trędowatych i zgodził się na to, że ich trąd, ich słabość (niewdzięczność, nienawiść, niechęć, interesowność, kłamstwo, itd.) przylgnie do mnie, zatruje moje życie, skróci je o kilka miesięcy czy lat.

   Bycie uczniem to wielkie wyzwanie, które zabiera nie tylko czas, ale życie. Wyrazem lęku przed stratą życia jest twarde serce i dystans. Nie możemy się zgodzić na takie chrześcijaństwo, bo to nie jest chrześcijaństwo tylko pogaństwo, i to w czystej formie.

■ ks. Piotr Kot – skrót homilii wygłoszonej 15.01.2015 r. w DLP ’90

(c) 2006-2016 http://www.dlp90.pl