Świętość w przydomku

[image]   Henryk Pobożny na ołtarze? Co ma do zaoferowania dzisiejszemu chrześcijaninowi książę sprzed ośmiuset lat? Czy chodzi jedynie o obronę przed islamem, czy o coś jeszcze?
   Episkopat Polski ogłosił już „nihil obstat”, czyli zgodę na podjęcie kolejnych kroków zmierzających do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego Henryka Pobożnego. Teraz prośba zostanie skierowana do Stolicy Apostolskiej. Niewątpliwie proces ten, będący owocem wieloletnich starań legnickiego Duszpasterstwa Ludzi Pracy ’90, będzie trudniejszy niż w przypadku współczesnych kandydatów na ołtarze. Bp Stefan Cichy, który wystąpił przed dwoma laty z wnioskiem do episkopatu o wszczęcie takiego procesu, uprzedzał, że „droga jest daleka i trudna”. Wiedza o Henryku Pobożnym, księciu z okresu rozbicia dzielnicowego Polski, nie jest bowiem zbyt rozległa. Wiele informacji opiera się na domysłach i hipotezach. W Legnicy jednak bardzo na tę beatyfikację liczą. Powstało tam nawet Bractwo Henryka Pobożnego i Księżnej Anny, którego członkowie za wzór duchowy przyjęli postawy i wartości reprezentowane przez średniowieczne małżeństwo.

U boku ojca
   Tymczasem w mrokach niewiedzy tonie nawet data urodzin księcia. Historycy sytuują ją między 1196 a 1204 r. Syn Henryka Brodatego i św. Jadwigi Śląskiej urodził się jako młodszy brat Bolesława i Konrada i początkowo nic nie wskazywało na to, że to on będzie w przyszłości rządzić. Zdecydował o tym ciąg nieszczęśliwych wypadków. Najpierw, zaraz po osiągnięciu dojrzałości, zmarł Bolesław, następnie podczas polowania zginął Konrad. Odtąd to właśnie Henryk uważany był za przyszłego następcę tronu. Wprawdzie „Kronika książąt polskich” podaje, że Henryk już wcześniej został przez ojca namaszczony do rządzenia całą Polską, zaś Konradowi miały przypaść w udziale jedynie ziemia lubuska i Łużyce, jednak żadne inne źródła nie potwierdzają tych informacji.
   Milczą też na temat stoczonej rzekomo przez braci krwawej bitwy pod Studnicą, w której Henryka wesprzeć mieli przebywający na śląskim dworze goście z Niemiec. Historyk Przemysław Wiszewski zwraca uwagę, że "Kronika polska", powstała na Śląsku w końcu XIII wieku, w ogóle milczy o jakichś sporach między braćmi. Być może opowieść ta powstała jako wyraz późniejszych konfliktów między osadnikami niemieckimi a rycerstwem skupionym wokół książąt.
   Pewne jest natomiast małżeństwo Henryka Pobożnego z Anną, córką króla czeskiego Przemysła Ottokara I i wnuczką króla Węgier Beli III, zawarte między 1214 a 1218 r. Ta koligacja wzmocniła przede wszystkim międzynarodową pozycję Brodatego, ale i dla jego syna mogła być polityczną inwestycją na przyszłość. Trzeba tu dodać, że Henryk Pobożny cieszył się dużym zaufaniem ojca, który pod swoją nieobecność przekazywał synowi pełnię władzy, gdy dwukrotnie wyprawiał się do Prus z wyprawą krzyżową. W 1228r. ojciec i syn wspólnie walczyli przeciwko Konradowi Mazowieckiemu w Małopolsce. Kiedy ten porwał i uwięził Brodatego, Pobożny mógł przejąć pełnię władzy w księstwie, a jednak postanowił zbrojnie upomnieć się o los ojca. Tymczasem sprzymierzeni z Konradem Rusini zaatakowali Śląsk. Henryk Pobożny wygrał wprawdzie bitwę, ale z jakiegoś powodu do wyprawy na Mazowsze nie doszło. Brodatego uwolniono ostatecznie w wyniku rokowań jego żony Jadwigi.
   Henryk Brodaty niewątpliwie był synowi wdzięczny za lojalność, skoro przekazał mu w 1234 r. lewobrzeżną część Wielkopolski. O te ziemie walczyli zresztą wspólnie jako o spadek po zmarłym Władysławie Laskonogim. Ojciec uzyskał też u papieża Grzegorza IX bullę, oddającą Pobożnego w opiekę Stolicy Apostolskiej. Część badaczy widzi w tym staranie o koronę królewską dla syna, ale – jak dowodzi Przemysław Wiszewski – bardziej prawdopodobne jest, że chodziło o zabezpieczenie zdobytych ziem przed zakusami innych książąt piastowskich.

GORZE SIĘ NAM STAŁO!
   Mimo tych wszystkich działań, tuż po śmierci Henryka Brodatego w 1238r. papież wystosował list, w którym oskarżył zmarłego o uciskanie duchownych oraz "godne potępienia i niezmierne ekscesy", a nowemu księciu nakazywał m.in. wypłacenie odszkodowań arcybiskupowi Wrocławia. Pobożny jednak nie wykonał tego polecenia. Zadeklarował za to poparcie papieskiego kandydata na tron króla Niemiec. Ostatecznie do elekcji nie doszło, ale Henryk umocnił tą decyzją swoją pozycję w Polsce.
   Niestety, typowe dla okresu rozbicia dzielnicowego konflikty powodowały, że Henryk Pobożny stopniowo tracił uzyskane wcześniej ziemie. Jednocześnie musiał odpierać nadciągające z Zachodu ataki brandenburskich margrabiów. Udało mu się jednak rozwiązać
odziedziczone po ojcu problemy, zażegnał też konflikt z Kościołem, który dotąd mocno osłabiał pozycję śląskich książąt.
   Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Na początku 1241 r. na Wschodzie pojawili się Mongołowie pod wodzą Batu-chana, zadając klęski rycerstwu polskiemu. Henryk Pobożny wycofał się aż pod Legnicę, być może licząc na pomoc z Zachodu. Tu doszło do decydującej bitwy. Oczekiwana pomoc nie nadeszła – wyjątek stanowili templariusze i joannici. Co więcej, niespodziewanie z pola walki uciekł hufiec sprzymierzonego z Henrykiem księcia Mieszka Otyłego. To właśnie ta sytuacja zmusiła Henryka do wypowiedzenia jednego z dwóch najstarszych zdań, jakie zapisano w języku polskim, a które później przekazał Długosz w swoich "Rocznikach". "Gorze się nam stało!" znaczy tyle co: spotkało nas wielkie nieszczęście. Książę poległ, jego ciało pozbawiono głowy i odarto z ubrań. Żona zidentyfikowała je ponoć po nietypowym szczególe anatomicznym: otóż Henryk Pobożny miał sześć palców u lewej stopy! Potwierdziło się to zresztą podczas otwarcia jego grobowca w 1832r.
   Armia Henryka Pobożnego została rozbita, ale ofiara nie poszła na marne, bo Mongołowie wycofali się ze Śląska i ruszyli przez Morawy na Węgry. O tej ofierze mówił Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Legnicy w 1997r.: "Trudno określić, jakie motywy przeważały w sercu Henryka – chęć obrony ojczystej ziemi i udręczonego ludu czy też wola powstrzymania wojsk mahometańskich zagrażających chrześcijaństwu. Wydaje się, że te motywy były nierozłączne. Henryk, oddając życie za powierzony jego władzy lud, równocześnie oddawał je za wiarę Chrystusową. I to był znamienny rys jego pobożności, którą ówczesne pokolenia dostrzegały i zachowały, jako przydomek".

■ Szymon Babuchowski – Gość Niedzielny nr 43 z 25.10.2015 r.

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl