Rodzina siłą Polski

Mieszkałem w okupowanym mieście (Legnica - przyp. red.) i na co dzień widziałem żołnierzy okupacyjnej armii, utwierdzało mnie to w wyznawanych zasadach i ideałach. Pamiętam zdanie Dostojewskiego: „Chociaż ciężka dola, ale własna wola”. Ta myśl stała się moim życiowym mottem i ułatwiała mi życie, stała się drogowskazem, który pomagał mi nie poddawać się, nie ulegać, nawet gdy było ciężko – w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl mówi Andrzej Potycz. – Tak bardzo jest nam potrzebny wzór przykładnego małżeństwa, dobrych rodziców, klasycznej rodziny; wzór kobiety i matki oddanej rodzinie, troszczącej się o bliźnich; wzór władców i polityków kochających Boga, Ojczyznę, swój lud, prezentujących właściwą etykę – wyjaśnia w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską. – Po latach obłudy i kłamstw, nadszedł czas, by nasze życie publiczne oczyścić z wielu zaniedbań, szkód i słabości. Polska potrzebuje przede wszystkim dobrej organizacji, prawdy, otwartości i jawności życia publicznego.

Małgorzata Kupiszewska: Jak to się stało, że osiedlił się Pan w Legnicy?
Andrzej Potycz: Nie miałem na to żadnego wpływu. Gdy miałem rok moi rodzice, mieszkający dotychczas w Łodzi (tam się urodziłem) przeprowadzili się do Legnicy.

Najmłodsi już nie pamiętają, że Legnica przez wiele lat miała wyznaczone, zamknięte strefy. Na czym one polegały?
Znaczna część Legnicy była zajęta przez Rosjan. Ich dzielnice były ogrodzone betonowym, wysokim murem i wejść do nich lub wjechać można było tylko przez bramy z posterunkami. Polacy mogli to robić po uzyskaniu przepustki. Ale Rosjanie (zresztą nie tylko Rosjanie, bo w Armii Radzieckiej służyli żołnierze z całego ZSRR) mieszkali także (szczególnie cywilni pracownicy wojska) w domach położonych w dzielnicach zamieszkałych przez Polaków, po sąsiedzku obok polskich rodzin.

Zatem niełatwo było w okupowanym mieście być wiernym wpojonym zasadom i ideałom?
Wprost przeciwnie. To, że mieszkałem w okupowanym mieście i na co dzień widziałem żołnierzy okupacyjnej armii utwierdzało mnie w wyznawanych zasadach i ideałach.

W jaki sposób Pan bronił swoich przekonań? Przeniósł je przez czasy szalejącego komunizmu?
W latach młodzieńczych zaczytywałem się w Dostojewskim, do dzisiaj pamiętam zdanie, które napisał on w jednym ze swoich utworów: „Chociaż ciężka dola, ale własna wola”. Ta myśl stała się moim życiowym mottem i ułatwiała mi życie, stała się drogowskazem, który pomagał mi nie poddawać się, nie ulegać, nawet gdy było ciężko.

Przez 25 lat, co miesiąc, organizował Pan spotkania Duszpasterstwa Ludzi Pracy ’90, zapraszał do Legnicy wybitnych historyków. Nie spotkał się Pan nigdy z restrykcjami?
Zapraszałem nie tylko historyków. Wśród zapraszanych osób były osoby duchowne i świeckie, w tym politycy, naukowcy, pisarze. Duszpasterstwo zaczęło działać w 1990 r., a zatem już po przełomie z 1989 r. i żadne restrykcje nigdy mnie nie spotkały.

Fascynacja Henrykiem Pobożnym to świadomy powrót do korzeni głębokiej wiary w obronie chrześcijaństwa, tak zagrożonego dzisiaj z zewnątrz i od wewnątrz?
Tak, dokładnie tak jest. Warto dodać, że Duszpasterstwo Ludzi Pracy ’90 w Legnicy powstało 9 kwietnia 1990 roku, w dniu kolejnej rocznicy bitwy pod Legnicą z 1241 roku. Wtedy to Henryk II Pobożny – książę Śląska, Wielkopolski i Krakowa, przeciwstawiając się hordom tatarskim ze wschodu, oddał swe życie za wiarę, ponosząc męczeńską śmierć. Jednym z zadań, które DLP ’90 sobie wtedy postawiło była modlitwa o wyniesienie na ołtarze bohaterskiego księcia, niedoszłego króla Polski, który stanął w obronie chrześcijańskiej Europy. Później taką samą modlitwą objęliśmy jego małżonkę księżną Annę Śląską, gdyż uznaliśmy, że ta zacna kobieta zasługuje na to jako wzorowa małżonka i matka, fundatorka wielu średniowiecznych obiektów sakralnych i szpitalnych, zawsze zatroskana o biednych i pokrzywdzonych.

Kim byli: Henryk Pobożny i księżna Anna? Dziś młodzież nie zna polskiej historii. Żywa jest pamięć o nich?
Pamięć o Henryku Pobożnym i księżnej Annie jest ciągle żywa, gdyż cnoty, które reprezentowali oni w swoim życiu – takie jak: umiłowanie Boga i Ojczyzny, wierność chrześcijańskim wartościom, uznanie ro¬dziny za największe dobro (wzorowi małżonkowie, przykładni rodzice wychowujący patriotycznie i religijnie swoje dzieci), właściwa etyka władcy – są nadal aktualne i godne upowszechniania. Ich życie sta¬nowi wspaniały wzór i przesłanie dla żyjących we współczesnych nam czasach zalewu relatywizmu, konsumpcjonizmu i znieczulicy społecz¬nej, czasach kryzysu rodziny (plaga rozwodów, wzrastająca akceptacja dla „małżeństw homoseksualnych”, malejący przyrost naturalny). Tak bardzo jest nam potrzebny wzór przykładnego małżeństwa, dobrych rodziców, klasycznej rodziny; wzór kobiety i matki oddanej rodzinie, troszczącej się o bliźnich; wzór władców i polityków kochających Boga, Ojczyznę, swój lud, prezentujących właściwą etykę postępowania.

Pana starania o podjęcie procesu beatyfikacyjnego skończyły się sukcesem?
Prośba Duszpasterstwa z 2010 roku o wyniesienie książęcej pary na ołtarze została podjęta przez Biskupa Legnickiego. Skierował on wniosek do Konferencji Episkopatu Polski o nihil obstat, czyli zgodę w sprawie podjęcia procesu beatyfikacyjnego wobec Henryka Pobożnego. W tych dniach (7 października br.) KEP jednogłośnie zaakceptowała ten wniosek. Ufam, że w niedługim czasie taka procedura zostanie podjęta również wobec jego małżonki.

Jak Pan, ze swoimi żelaznymi zasadami, odbiera publiczny ekshibicjonizm człowieka, pracującego w Kongregacji Nauki i Wiary. To atak na rodzinę? Poniżenie godności kapłana? Ośmieszenie Synodu?
Jest to na pewno przemyślany atak na rodzinę i próba poniżenia godności kapłana oraz ośmieszenia Synodu. Ks. Krzysztof Charamsa, promując swoją osobę, zafundował nam wyjątkowo obrzydliwy i żałosny spektakl.

Sprawy ludzi są Panu bliskie – rozstrzygał Pan ich sprawy jako sędzia, dziś w kancelarii prowadzi Pan sprawy radcowskie. To dlatego udziela Pan bezpłatnych porad? Czy wie Pan, że dobro wraca szybciej niż pomyślimy?
Udzielam takich porad w diecezjalnej poradni rodzinnej nie dlatego, żeby zaowocowało to dobrem dla mnie, ale aby pomóc ludziom. Co ciekawe do poradni przychodzą nie tylko ludzie biedni, są wśród nich także osoby dobrze sytuowane. Wszystkich przyciąga szyld Kościoła, bo spodziewają się, że od prawnika działającego pod tym szyldem uzyskają dobrą, bezinteresowną pomoc.

Jak Pan wyobraża sobie pracę w Sejmie. Będzie Pan miał czas, żeby ślęczeć nad dokumentami, by przygotowywać uchwały?
Jeżeli zostanę posłem, to będę musiał mieć na to czas. Zawsze staram się, aby zadania, których się podejmuję wykonywać jak najlepiej, w sposób uczciwy i zaangażowany. Tym bardziej, że Polska znowu jest w potrzebie. Po latach obłudy i kłamstw, nadszedł czas, by nasze życie publiczne oczyścić z wielu zaniedbań, szkód i słabości. Polska potrzebuje przede wszystkim dobrej organizacji, prawdy, otwartości i jawności życia publicznego. Pragnę, by była silna moralnie, bogata duchowo i zamożna materialnie. Dość zniszczeń, moralnych spustoszeń i degradacji niesionej przez obce naszej kulturze idee i działania. Potrzebna jest nam silna wiara i nadzieja na lepszy świat. O to właśnie będę w polskim Sejmie walczył.

Jest Pan wszechstronnie wykształcony. Nie lepiej spędzać czas, poświęcając go czytaniu bogatej literatury lub na byciu z rodziną w zaciszu domowego ogniska, z dala od zgiełku sejmowej izby?
Myślę, że nadal będę miał tyle samo czasu na takie jego spędzanie, o którym wspomniała Pani Redaktor, czyli mało. Ale, gdy działa się aktywnie, to zawsze jest go za mało. Wydaje mi się jednak, że mam go więcej niż ci, którzy poświęcają go przede wszystkim na oglądanie telewizji. Często słyszę od znajomych, że nie mają na nic czasu, ale na kilkugodzinne oglądanie TV każdego dnia mają.

Kto Pana nauczył społecznikostwa? Kto Pana zaraził pracą na rzecz ogółu? Służbą drugiemu człowiekowi?
Ta żyłka społecznikowska odezwała się we mnie w 1980 roku w trakcie wydarzeń sierpniowych. Poczułem wtedy, że moje działania mogą mieć znaczenie. Zaangażowałem się w tworzenie Solidarności w sądzie, w którym wówczas pracowałem i zostałem przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Sądów Województwa Legnickiego. Tak to się zaczęło i trwa nieprzerwanie do dziś.

Dostał Pan rekomendacje wyjątkowych osób. Wstawił się za Panem pan europoseł Marek Jurek, prof. Jan Żaryn, Romuald Szeremietiew, Tomasz Łysiak. Podkreślali Pana prawość, odwagę, zaangażowanie na rzecz wartości kultury chrześcijańskiej, cywilizacji życia i praw rodziny. Co będzie dla Pana priorytetem, kiedy wyborcy zdecydują o Pana obecności na Wiejskiej?
W Sejmie, jako prawnik, chciałbym przede wszystkim poświęcić się stanowieniu sprawiedliwego prawa, poprawie warunków życia rodzinom oraz przywracaniu godnego miejsca nauce, kulturze i oświacie. Na pewno będę dbał o to, aby ustawy były zgodne z prawem naturalnym i służyły dobru wspólnemu.

Sprawy szkoły są mi szczególnie bliskie. I powrót godności nauczyciela, społecznika, pasjonata. Dziękuję za rozmowę.

■ Małgorzata Kupiszewska – PRESSMANIA.PL, 10.10.2015 r., http://pressmania.pl/?p=20232

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl