Polska na geopolitycznej i geocywilizacyjnej mapie świata

I. Świat po zakończeniu zimnej wojny

   Po zakończeniu zimnej wojny nikt nie miał wątpliwości, że zwycięstwo przypadło w udziale Stanom Zjednoczonym. Nie potrafiły one jednak w pełni wykorzystać i swego tryumfu i prestiżu, jaki zyskały występując w roli obrońcy wolności jednostki, demokracji politycznej i zasad cywilizacji zachodniej. Coraz wyraźniej uwidacznia się, że USA będąc ciągle najpotężniejszym mocarstwem świata przechodzą do defensywy geopolitycznej.
   "Zimna wojna" w istocie oznaczała komfort geopolityczny dla Amerykanów. Największy megakontynent na kuli ziemskiej, Eurazja, którego kontrola – według zgodnej opinii klasyków geopolityki – jest podstawą do kontroli nad światem został przedzielony "żelazną kurtyną", według zasady ideologicznej, na część komunistyczną i kapitalistyczną. Dało to Stanom Zjednoczonym możność wystąpienia w roli obrońcy i niekwestionowanego przywódcy wolnego świata. Upadek "żelaznej kurtyny" i dekomunizacja bloku wschodniego podważył ich pozycję i pozbawił legitymacji do odgrywania poprzedniej roli.
   Niewątpliwie próbą wyjścia z patowej sytuacji było zastąpienie logiki podziału ideologicznego logiką podziału cywilizacyjnego w myśl ogłoszonego przez Samuela Huntingtona "zderzenia cywilizacji". W swojej głośnej książce w kontury Eurazji wpisał on aż siedem antagonistycznych wobec siebie cywilizacji. Kontestatorzy, tak jego idei, jak i polityki Stanów Zjednoczonych posłużyli się jednak równie nośnym co "zderzenie cywilizacji", choć niewątpliwie mniej znanym sloganem "dialog cywilizacji".
   Nośnikami potęgi amerykańskiej są: potencjał wojskowy, dolar jako waluta światowa,
kontrola nad większością regionów zasobnych w ropę naftową.
   Do podważenia hegemonii USA w postzimnowojennym świecie zmierzają 3 wielkie projekty geopolityczne rysujące się wyraźnie w rozważaniach programowych i w mniej lub bardziej oficjalnych enuncjacjach także dyplomatycznych.

[image]

I. l. Nowy blok kontynentalny

   Jest nim ambitny plan geopolityczny realizowany równolegle i zapewne w ścisłej koordynacji przez naszych sąsiadów: Niemcy i Rosję. Plan ten w charakterze balonu próbnego zaanonsował światu doradca Kremla Siergiej Karaganow, wzywając do utworzenia "Związku Europy i Rosji". Po tym wstępnym "rozpoznaniu bojem" głos zabrał premier Władimir Putin apelując o utworzenie "wspólnej przestrzeni ekonomicznej od Władywostoku do Lizbony". Jego artykuł pod tym tytułem ukazał się 25 listopada 2010 roku na łamach "Sueddeutsche Zeitung" wzmacniając wymowę wizyty rosyjskiego, wówczas premiera w Niemczech. Trudno w tym miejscu oprzeć się historycznej reminiscencji. Projekt Putina ujrzał światło dzienne w równą, siedemdziesiątą rocznicę ukazania się broszury, kojarzonego z nazistami geopolityka niemieckiego Karla Haushofera zatytułowanej "Blok kontynentalny". Tak pamiętny w naszej historii pakt Ribbentrop-Mołotow był wstępem do jego realizacji. Według Haushofera blok miały tworzyć: III Rzesza dominująca wówczas nad Europą zachodnią i środkową; a więc zachodnią częścią eurazjatyckiego megakontynentu i Związek Sowiecki, władający północno-wschodnią częścią Eurazji. Przewidziano także udział Japonia w tym projekcie.
   Blok kontynentalny wymierzony był w Wielką Brytanię, największe mocarstwo ówczesnego świata. By zachwiać jej pozycją zaatakowano w 1939 roku Polskę traktowaną jako naturalnego sojusznika brytyjskiej potęgi morskiej i stanowiącą zasadniczą część "kordonu sanitarnego" oddzielającego Niemcy od Rosji.
   To co się dzieje obecnie na eurazjatyckim masywie kontynentalnym nosi znamiona powtórki bloku kontynentalnego. Zmienił się podmiot polityczny, w który projekt ten jest wymierzony. Obecnie są nim Stany Zjednoczone traktowane, nota bene, jako geopolityczny sukcesor Imperium Brytyjskiego. Na wschód od nas następuje reintegracja przestrzeni postsowieckiej w postaci tzw. Związku Eurazjatyckiego. Na zachód od nas Niemcy usiłują uzyskać pozycję, jaką miała III Rzesza w latach 1939~1940. Polska i inne kraje międzymorza bałtycko-czarnomorsko-adriatyckiego traktowane są ponownie jako znienawidzony "kordon sanitarny" stanowiący zawalidrogę w tworzeniu "wspólnej przestrzeni od Władywostoku do Lizbony", a ponadto jako potencjalny sojusznik Ameryki.

I. 2. Nowy wielki kalifat

   Idea państwa narodowego nie zadomowiła się na dobre w umysłach muzułmanów. Tęsknota za dawną jednością świata islamu jest powszechna. Badania opinii publicznej krajów islamskich wskazują, że większość ankietowanych wypowiada się za powrotem kalifatu. Wiceprezydent USA Dick Cheney we wrześniu 2004 roku powiedział o zwolennikach Osamy bin Ladena: "mówią oni o swoim zamiarze odnowienia czegoś co można by porównać do VII-wiecznego kalifatu rządzonego przez prawo Szariatu, najbardziej rygorystyczną interpretację Koranu". W grudniu 2005 roku głos w tej sprawie zabrał prezydent George W. Bush, który oświadczył, że celem muzułmańskich terrorystów jest ustanowienie "totalitarnego imperium islamskiego, które będzie się rozciągało od Indonezji po Hiszpanię". Takie imperium objęłoby regiony niezwykle zasobne w bogactwa naturalne, zwłaszcza w surowce energetyczne, kontrolowałoby najważniejsze szlaki żeglowne na kuli ziemskiej i posiadałoby prawie miliardową populację.
   W polityce amerykańskiej ważną rolę odgrywa zatem Izrael oddzielający północnoafrykański segment islamu od blisko- i środkowo-wschodniego (jak wyraził się jeden z ekspertów amerykańskich: "gdyby nie było Izraela, trzeba byłoby go wymyślić") oraz Indie, oddzielające środkowo-wschodni segment islamu od daleko-wschodniego. Amerykańska próba wyjścia naprzeciw islamskiemu zagrożeniu poprzez demokratyzację i modernizację krajów islamskich w ramach GMEI (Greater Middle East Initiative) przyniosła, co prawda "arabską wiosnę", ale jej rezultaty są dalekie od zamierzonych. Problem zagrożenia islamskiego dotyka Polski pośrednio jako, że graniczy ona z obszarami, gdzie następuje intensywna infiltracja islamska. Są to Europa Zachodnia i Rosja. Fakt ten nakłada na Polskę obowiązek obrony i propagowania wypływających z chrześcijaństwa wartości stanowiących podstawę cywilizacji łacińskiej, zachodniej.

I. 3. Grupa BRICS

   Nazwa stanowi skrót od Brazylia, Rosja, Indie, Chiny oraz Południowa Afryka (South Africa). Według przewidywań w połowie XXI wieku kraje BRICS będą obejmować 40 % ludności świata i 26 % powierzchni Ziemi a ich łączny PKB wyniesie ponad 14 trylionów dolarów. Już w chwili obecnej kraje te wykazują wysokie tempo wzrostu gospodarczego. Ten wzrost w 2011 roku wynosił: w Chinach - 9,2 %, w Indiach - 7,4 %, a w Rosji - 4,1 %. Średni światowy wzrost gospodarczy wynosił natomiast 3,8 %.
   Pisząc o krajach BRICS często posługiwano się kalamburem bricks (po angielsku: cegły). Jednak chińska nazwa tego bloku brzmi: .jinzhuan guojia" - co oznacza: "kraje zbudowane ze stopów złota". Istotnie, Chiny, RPA i Rosja znajdują się w pierwszej piątce na świecie jeśli chodzi o wydobycie złota. Ten fakt może okazać się niebagatelnym atutem w ich ręku w realizacji planów przebudowy obecnego ładu finansowego świata. Kiedy bowiem kraje BRICS silniej zaznaczyły swoją obecność na arenie międzynarodowej pojawiło się, niemal automatycznie, określenie: sojusz przeciwko dolarowi (i przeciwko amerykańskiemu imperium).
   Krassimir Petrov w błyskotliwej analizie sytuacji finansowej na, świecie pisał: "państwo narodowe opodatkowuje swoich obywateli, podczas gdy imperia opodatkowują inne państwa narodowe. Historia imperiów od Greków i Rzymian aż do imperiów otomańskiego i brytyjskiego uczy, że ekonomiczną podstawą każdego z nich było opodatkowanie innych narodów". Dawnymi czasy opodatkowanie to miało charakter bezpośredni. Ściągano daniny w złocie, srebrze, płodach rolnych, ale także w ludziach (niewolnicy, bądź rekruci). "Po raz pierwszy w historii, w XX wieku, Ameryka potrafiła opodatkować świat w sposób pośredni" - stwierdza Petrov. Uczyniła tak za pomocą dolara, a nastąpiło to w chwili, kiedy dolar amerykański przestał mieć pokrycie w złocie. Stało się to w 1971 roku podczas prezydentury Richarda Nixona. Decyzja prezydenta nie zachwiała jednak międzynarodową pozycją amerykańskiego pieniądza albowiem na mocy porozumienia z Arabią Saudyjską dolar stał się walutą rozliczeniową w handlu ropą naftową. Jako taki odgrywał wielką rolę w handlu międzynarodowym i był chętnie używany jako waluta rezerwowa w bankach centralnych innych państw. Wskutek tego ok. 70 % banknotów dolarowych krążyło poza terytorium Stanów Zjednoczonych. Dawało to im niesłychane korzyści. Umożliwiało kontrolowanie inflacji u siebie, a właściwie przerzucanie tej inflacji na barki innych oraz - niestety - stwarzało zachętę do nadmiernego drukowania pieniędzy. Niepostrzeżenie jednak nad Stanami Zjednoczonymi zawisła, niczym miecz Damoklesa, groźba: co będzie jeśli świat utraci zaufanie do dolara i ta gigantyczna masa banknotów powróci na terytorium Ameryki? Wtedy bowiem papierowy dolar, pełniący funkcję – według Krassimira Petrova – "podatku imperialnego", zapewniającego niesłychane korzyści Ameryce, diametralnie zmieni swoją rolę, stanie się źródłem hiperinflacji, wyniszczającej amerykańską gospodarkę i, w konsekwencji, powodem upadku politycznego.
   Przez dziesięciolecia Stanom Zjednoczonym, dzięki ich przewadze ekonomicznej militarnej udawało się uniknąć takiego scenariusza. Jednakże sytuacja uległa zmianie wskutek
pobudzenia gospodarczego w uśpionych pod tym względem do tej pory regionach. Reprezentująca je grupa BRICS zakwestionowała dotychczasową pozycję i funkcję dolara. Już w 2011 roku podjęła decyzję, żeby transakcje wzajemne rozliczać •,w narodowych walutach. Coraz częściej i coraz donośniej domaga się wprowadzenia nowej waluty światowej opartej o złoto. Chiński analityk Song Hongbing, autor interesującego studium "Wojna o pieniądz", obwieścił już w nim "koniec dolara". BRICS pogłębia wzajemną współpracę, tworząc instytucje finansowe konkurencyjne wobec tych kontrolowanych przez Zachód, jak i rozszerza obszar swego oddziaływania: jest mowa o dołączeniu do tego ugrupowania Turcji i Indonezji.
   Czy jednak krajom tak zróżnicowanym pod każdym niemal względem uda się stworzyć nowy ład finansowy na świecie i obalić supremację dolara. Szczególną rolę miałyby tutaj do odegrania Chiny ze względu na swoje nagromadzone rezerwy dolarowe. Jednak eksperci amerykańscy promotora akcji wymierzonej w obalenie dolara jako waluty światowej widzą w Putinie.

II. Wyzwania geopolityczne stojące przed Polską

   W swoich dziejach Polska miała trzy wielkie szanse geopolityczne: pierwszą wykorzystała, drugą próbowała wykorzystać, trzecia właśnie przemija. Każda z nich wiązała się z upadkiem wielkiego imperium eurazjatyckiego.
   W XIV wieku upadło wielkie imperium stworzone przez Dżyngis-chana. Na jego zachodnich krańcach Polska zawiera unię z Litwą i przez 400 lat organizuje politycznie znaczną część Międzymorza bałtycko-czarnomorsko-adriatyckiego.
   Po I wojnie światowej upada imperium rosyjskie Romanowów, traktowane nawet przez Rosjan, jako geopolityczny sukcesor imperium mongolskiego. Polska usiłuje wcielić w życie ideę federacyjną Józefa Piłsudskiego zogniskowaną wokół osi Warszawa-Kijów, prawo obywatelstwa w polskiej myśli geopolitycznej zdobywa sobie koncepcja Międzymorza (Intermarium). Brak wsparcia ze strony Wielkiej Brytanii i Francji powoduje fiasko tych zabiegów podejmowanych w okresie międzywojennym, w okresie II wojny światowej i po wojnie.
   Trzecia szansa pojawia się w latach 90-tych XX wieku wraz z upadkiem Związku Sowieckiego. Jakkolwiek brak jest wyraźniejszych oznak prób geopolitycznej aktywacji Międzymorza, poza polityką śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ewentualność taka budzi żywą niechęć w Moskwie i Berlinie.
   Przeszkodę w realizacji wielkiego eurazjatyckiego imperium od Atlantyku do Pacyfiku stanowią, podobnie jak w okresie międzywojennym, kraje Europy Środkowo-Wschodniej określane w kategoriach geopolitycznych jako Międzymorze, a w kategoriach utylitarno-politycznych, z punktu widzenia Zachodu, jako kordon sanitarny. Aleksander Dugin stwierdza: "atlantyccy geopolitycy świetnie rozpoznają strategiczne niebezpieczeństwo sojuszu Rosji z Europą (szczególnie z Niemcami)". Stąd ich usiłowania oddzielenia tych dwóch organizmów swoistą, geopolityczną przegrodą w postaci pasa niezależnych państw niezwiązanych ani z Rosją, ani z Niemcami. W jego skład wchodzą: nieodmiennie Polska, kraje bałtyckie, Czechy i Słowacja, Węgry, Rumunia, Ukraina i Białoruś. Według Dugina "zadaniem Eurazji jest, aby taki kordon nie istniał. Jest to w interesach i Europy i Rosji". Stawia zresztą hasło: zniszczyć kordon sanitarny w sposób równie zasadniczy, co: zniszczyć Kartaginę (tj. Stany Zjednoczone). Dopiero po likwidacji kordonu sanitarnego można będzie "przekształcić przestrzeń od Dublina do Władywostoku w strefę kooperacji, współpracy i strategicznego partnerstwa".
   Jak widział realizację tego postulatu o tym świadczą jego uwagi na temat Ukrainy. Znajdziemy wśród, nich tezę, że Ukraina jako niepodległe państwo "nie ma najmniejszego geopolitycznego sensu". Dlatego też stwierdza kategorycznie: "dalsze istnienie unitarnej Ukrainy jest niedopuszczalne. To terytorium powinno być podzielona na kilka okręgów, odpowiadających geopolitycznym i etnokulturowym realiom". Podobny, rozbiorowy scenariusz dla Polski przewiduje Aleksiej Mitrofanow. Głosi on, że Polska powinna być zredukowana do ok. 40 % swojego obecnego terytorium, które zostanie podzielone między tych samych, co w 1939 roku kontrahentów. Ten postulat Mitrofanowa, niemiecki komentator jego pomysłów Wolfgang Strauss określił jako ceterum censeo mitrofanowskiej wizji geopolitycznej przebudowy Europy Środkowo-Wschodniej.

II. 1. Niszczenie Międzymorza (kordonu sanitarnego)

   Ostatnie ćwierćwiecze dziejów naszej części Europy stoi pod znakiem dynamicznego procesu, który można określić jako "niszczenie kordonu sanitarnego". Na pierwszy ogień poszła Jugosławia. Gen. Pierre-Marie Gallois, swego czasu doradca prezydenta Francji gen. de Gaulle'a, uważany za ojca francuskiej doktryny nuklearnej, konsekwentnie reprezentował tezę, że za krwawymi wojnami domowymi w Jugosławii stały niemieckie służby specjalne, niemieckie pieniądze, niemieckie dostawy broni oraz niemiecka dyplomacja. Gen. Duhacek, szef służb specjalnych titowskiej jeszcze Jugosławii, wyjawił, że minister spraw zagranicznych RFN Hans Dietrich Genscher przekazał 800 mln marek na wojnę domową w Jugosławii (zob. Jurgen Elsässer, 800 Millionen Mark fur einen Bürgerkrieg. Titos Geheimdienstchef Antun Duhacek erzählt, wie der BND Jugoslawien zerstört hat, 14. 08.2003).
   "Ideowe" podstawy rozbioru Jugosławii, przy wykorzystaniu zasady "prawa narodów do samostanowienia", zostały opracowane przez grupę niemieckich ekspertów występujących jako "Arbeitsgemeinschaft Alpen-Adria". Prace te rozpoczęły się już w dekadzie lat 70-tych XX wieku i posiadały wsparcie rządów Bawarii.
   Nie bez inspiracji niemieckiej dokonał się także podział Czechosłowacji. Berlin i Moskwa mają wspólny punkt widzenia w kwestii federalizacji, czyli mówiąc wprost rozczłonkowania Ukrainy. Proces "niszczenia kordonu sanitarnego" dotyka także Polski. W jej przypadku mamy do odnotowania zjawisko "odprzemysłowienia", najwyższe spośród wszystkich krajów przechodzących transformację ustrojową, przy czym – jak się podaje – 30 % zakładów przemysłowych zlikwidowano bez ekonomicznego uzasadnienia. Scenariusz rozbiorowy także nie został zdjęty z porządku dnia. Czeski dyplomata Miroslav Polreich wyraził swego czasu opinię, że "ostateczny rozbiór" Polski dokona się w imię realizacji idei regionalizmu. Zwróćmy też uwagę na to, że masowa emigracja, jaka dotyka nasz kraj wpisuje się jednoznacznie w rubrykę straty demograficzne poniesione w ramach procesu transformacji.

II. 2. Obudzić geopolityczny potencjał Międzymorza

   Jakiś czas temu pewien internauta rosyjski sformułował taką oto opinię: .Polska prowadziła najgłupszą z możliwych politykę. Zamiast wypełnić czarną geopolityczną dziurę, która powstała _po rozpadzie Związku Sowieckiego i stanąć na czele państw postsocjalistycznych i postsowieckich postanowiła antyszambrować u drzwi Europy Zachodniej". Faktycznie, w tym być może w decydującym historycznie momencie, jakim były lata 90-te w polskiej elicie politycznej zabrakło chłodnej, geopolitycznej kalkulacji a zwyciężył snobizm wyrażający się w haśle "powrotu do Europy".
   Program integracji Międzymorza, bo o to faktycznie tu chodzi byłby trudny do realizacji, ale otwierał wielkie możliwości. Nie można bowiem zapominać o wielkim potencjale tkwiącym w tym regionie. Kraje położone między Niemcami a Rosją: a więc Polska, Ukraina, Białoruś, Czechy i Słowacja, republiki bałtyckie, Rumunia, Mołdawia, Węgry, Bułgaria, kraje powstały z rozpadu dawnej Jugosławii i Albania liczyły w 1997 roku prawie 200 mln mieszkańców. Dla porównania Rosja liczyła 147,7 mln mieszkańców, Unia Europejska – 371,5 mln mieszkańców. Międzymorze zajmowało łącznie 2 229 tys. km kwadratowych powierzchni; Rosja – 17 075 tys. km kw., Unia Europejska – 3 235 tys. km kw. Posiadało także znaczny, większy od rosyjskiego, potencjał gospodarczy. Dla podkreślenia ciężaru gatunkowego Międzymorza w polityce światowej dodajmy jeszcze, że dwa jego człony: Ukraina i Białoruś dysponowały resztówkami poradzieckiego arsenału nuklearnego.
   Zintegrowany obszar Międzymorza byłby graczem geopolitycznym na globalną skalę. Jego integracja nie jest bynajmniej sprawą beznadziejną. Do realizacji tego programu płyną słowa zachęty zza oceanu (George Friedman). Podejmując się takiego zadania można byłoby liczyć na wsparcie ze strony USA.

II. 3. Niemcy

a) zagrożenie dla polskiego stanu posiadania na Ziemiach Odzyskanych
   Dowodem tego były wypowiedzi pani premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher skierowane do kanclerza Helmuta Kohla. W swoich pamiętnikach stwierdza on, że pani premier "nigdy nie robiła tajemnicy ze swej wrogości wobec perspektywy zjednoczenia Niemiec". Kiedy zaś w grudniu 1989 roku przyszło jej podpisywać rezolucję popierającą zjednoczenie Niemiec nie potrafiła powstrzymać się od sarkastycznej uwagi: "dwukrotnie pobiliśmy Niemców. I oto teraz są z powrotem". Jednym z powodów krytycznej postawy brytyjskiej pani premier wobec zjednoczenia Niemiec było jej przekonanie, że Niemcy wystąpią na drogę roszczeń terytorialnych wobec swoich sąsiadów na wschodzie. Przy innej okazji, w trakcie spotkania z Kohlem, sięgnęła do swojej "słynnej torebki", wyjęła z niej mapę z zaznaczonymi polskimi Ziemiami Odzyskanymi i powiedziała: "Niemcy będą chcieli to wszystko zabrać, podobnie jak Czechosłowację". Musimy być wdzięczni ,brytyjskiej pani premier za troskę o nasze interesy, tym bardziej, że na próżno szukalibyśmy adekwatnych wypowiedzi, które pochodziłyby z ust polskich polityków.
   W kwestii polskich Ziem Odzyskanych strona niemiecka okopała się na wygodnej dla siebie pozycji. Głosi zatem, że uznaje granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej, ale nie uznaje polskiej własności na Ziemiach Odzyskanych. Równie często zresztą padają ze strony niemieckiej oświadczenia, że w zjednoczonej Europie granice tracą swój sens.
   Reakcja strony polskiej jest miałka, tak miałka, że budzą się podejrzenia o wszechmocnej roli V kolumny w kształtowaniu polskiego stanowiska wobec roszczeń niemieckich. I tak próba jednoznacznego uregulowania stosunków własnościowych na Ziemiach Odzyskanych podjęta za rządów AWS (chodzi o zamianę prawa użytkowania wieczystego na własność hipoteczną) została zastopowana przez Trybunał Konstytucyjny orzekający pod przewodnictwem Marka Safjana. Z kolei Sąd Najwyższy w czasach gdy jego I prezesem był Stanisław Dąbrowski przyjął uchwałę otwierającą drogę dla roszczeń majątkowych wobec Polski ze strony potomków tzw. "późnych przesiedleńców", a więc tych którzy wyjechali do Niemiec w dekadzie lat 70-tych. Przedsmak tego, co czeka polskich mieszkańców Ziem Odzyskanych są orzeczone przez sądy polskie eksmisje na bruk polskich rodzin we wsi Narty (na Warmii), których dom został przekazany obywatelce RFN. Indagowany w tej sprawie luminarz prawa III Rzeczypospolitej oświadczył w wypowiedzi telewizyjnej, że sądy nie są od tego, żeby orzekać zgodnie z polską racją stanu ale zgodnie z literą prawa (sic!).

b) neoimperialne tendencje Niemiec
   Niepokój musi budzić także kurs polityczny przyjmowany przez ponownie zjednoczone Niemcy. Bez skrupułów dążą one do hegemonii wewnątrz UE i do czerpani a korzyści ekonomicznych z tej pozycji. Fakt, że nie wszyscy dostrzegają to zagrożenie jest zasługą pracowitości i sprawności niemieckiej agentury wpływu.
   W październiku 2013 roku opublikowano wyniki rok trwającego projektu zatytułowanego: "Nowe mocarstwo – nowa odpowiedzialność", którego głównym sponsorem była fundacja SWP (Stiftung Wissenschaft und Politik), ale firmowany był on także przez sztab planowania niemieckiego MSZ. Główna wymowa tej ekspertyzy była następująca: wobec słabnącej pozycji USA Niemcy muszą się przekształcić w mocarstwo przywódcze (Fuehrungsmacht) o globalnym zasięgu, które powinno być gotowe także do posługiwania się siłą militarną. Zaproszona do udziału w tym projekcie amerykańska German Marshall Fund uznała za stosowne ogłosić, iż "zawarte w opracowaniu analizy i rekomendacje niekoniecznie podzielane są przez wszystkich uczestników projektu".
   W Niemczech pojawiają się opinie, że dolar jako waluta światowa jest skończony. Amerykanie powinni przyjąć do wiadomości, że jednobiegunowy świat, w którym dominował
dolar musi przekształcić się w świat wielobiegunowy, a to oznacza uznanie faktu, że obok dolara jest silne euro i chiński juan, który coraz bardziej z waluty regionalnej przekształca się w światową. W kołach niemieckich lansowany jest pogląd, że przyszły ład globalny będzie tworzył tercet: a więc zdominowana przez Niemcy Europa, USA oraz Chiny.

c) niemiecka idea "parcelacji etnicznej Europy"
   Nawet historycy niemieccy przyznają, że istotą polityki europejskiej Niemiec, i to od czasów Bismarcka, jest "parcelacja etniczna Europy". Na porządku dnia stawiana jest kwestia "restrukturyzacji" państw europejskich. Niemieccy eksperci stawiają tezę, że nawet Francja jest "sztuczną konstrukcją jakobińską" i też powinna poddać się restrukturyzacji. Mowa jest o podzieleniu jej na kilka państewek i pozbawieniu dostępu do Morza Śródziemnego. Nic zatem
dziwnego, że niemieckie zabiegi są przedmiotem wnikliwych studiów politologów i geopolityków francuskich. Jeden z nich Pierre Hillard opublikował w 2004 roku studium zatytułowane: "Mniejszości i regionalizmy w federalnej Europie regionów" ze znamiennym podtytułem: "Plan niemiecki, który wywróci Europę". Inny, Edouard Husson, wyrażał wszelako nadzieję, że Niemców uda się przekonać do tezy, iż silna Europa może się opierać jedynie na współpracy państw narodowych. Wariant określany jako Europa Regionów, przyniesie jedynie ogólnoeuropejski chaos i niekończące się konflikty .
   Ostrze niemieckich projektów kieruje się zarówno przeciwko państwom Europy Zachodniej (Francja, Hiszpania, Wielka Brytania, Włochy), jak i przeciwko państwom naszej części kontynentu, w tym także przeciwko Polsce. Już w 1991 roku poseł do Bundestagu Hartmut Koschyk ogłosił złowieszczo rozpoczęcie dyskusji nad "regionalizacją Polski według niemieckiego wzoru".
   W polskim pejzażu politycznym pojawił się "naród śląski", "naród kaszubski", a zapewne w tej materii nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. Zrekonstruowana została i to
w oparciu o kryteria niesławnej "volkslisty" mniejszość niemiecka. Są to oczywiście konstrukcje sztuczne, tak jak sztucznym tworem był organizowany w czasie wojny, pod egidą szefa SS Heinricha Himmlera tzw. "naród góralski" (Goralenvolk). Niemniej w warunkach krytycznych mogą one wyrządzić wiele zła polskiej racji stanu.
   Możemy także spodziewać się podsycania sztucznego separatyzmu regionalnego. Czerwcowy numer (z 2011 roku) wydawanego przez Axel Springer Verlag miesięcznika „Forbes” zamieścił na okładce portrety prezydentów 3 najbardziej zadłużonych miast polskich: Krakowa, Wrocławia i Poznania wraz z ich politycznym manifestem: "albo rząd da nam niezależność, albo weźmiemy ją sobie siłą". Z tekstu wewnątrz numeru dowiadujemy się, że niezależność od władzy centralnej jest prezydentom potrzebna po to aby dalej, już w nie skrępowany sposób, zaciągać długi.

d) wojna Niemiec z Europą, wojna z Polską
   Komentator ekonomiczny londyńskiego "Times'a", Anatole Kaletsky, poczynił w listopadzie 2011 roku sarkastyczną uwagę: ,,jeśli Clausewitz ma rację, że wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami to Niemcy są znowu w stanie wojny z Europą – w tym sensie, że Niemcy próbują osiągnąć charakterystyczne cele wojenne: rewizję granic i podporządkowanie sobie innych narodów". Ale w wojnie tej zamiast oręża posługują się pieniądzem, posługują się euro. Czynniki niemieckie nie zaprzeczają tym faktom, wręcz przeciwnie, domagają się akceptacji takiego stanu rzeczy. Dziennikarz Bernd Ulrich na łamach "Die Zeit", nawiązał do spotkania, jakie z portugalskimi czytelnikami w Porto miał niemiecki pisarz Ingo Schulze. Spytano go wówczas: czy nie wydaje mu się, że obecnie Niemcy, przy pomocy euro, chcą osiągnąć te same cele, których w czasie wojny nie udało im się osiągnąć przy pomocy czołgów. Dziennikarz "Die Zeit" oświadcza: nie możemy dać się zastraszyć porównaniami do nazistów: "możecie nas nazywać nazistami, jeśli tak wam się podoba". Jego zdaniem pojawiły się one dlatego, że po raz pierwszy od 1945 roku Niemcy są ponownie potęgą, a kryzys zadłużeniowy wykazał, że są ekonomicznie najsilniejszym i politycznie najpotężniejszym krajem w Europie. "Niemieckie interesy – stwierdza – sięgają głęboko w sprawy wewnętrzne innych państw. Stopniowo Niemcy przyjmują w Europie rolę podobną do tej, jaką Stany Zjednoczone odgrywały na całym świecie: jako potęga, która używa siły i czasami jej nadużywa".
   Wracając do Clausewitza należy przypomnieć jego stwierdzenie na temat tego, co jest
celem wojny. Otóż celem wojny jest "poddanie przeciwnika naszej woli". W klasycznej wojnie środkiem zmuszającym przeciwnika do poddania się naszej woli jest siła militarna. Ale przecież ten cel może być osiągnięty także w inny sposób. Czyż nie ma bowiem stopnia zależności większego od zależności dłużnika od wierzyciela?
   Dominującym rysem sytuacji współczesnej Polski jest jej zadłużenie, zarówno na szczeblu centralnym (rządowym), jak i regionalnym (samorządowym). W wielu wypadkach możemy dojść do wniosku, że to zadłużenie powodowane jest sztucznie. Jego źródłem, o ironio, zdają się być nawet osławione dotacje europejskie!
   Problem zadłużenia Polski, może się stać powodem naszych największych problemów, o nie tylko politycznym charakterze. Jaka jest geneza tego zjawiska? Czy jest ono konsekwencją realizacji przez Niemcy długofalowego programu obmyślonego jeszcze w latach 60-tych XX wieku przez Ludwiga Erharda, zmierzającego do maksymalnego osłabienia Polski w dziedzinie gospodarczej i finansowego ubezwłasnowolnienia?
   W obliczu zagrożenia niemieckiego Polska powinna zacieśniać stosunki sojusznicze z USA. Mimo likwidacji "żelaznej kurtyny" Amerykanie nadal utrzymują na terenie RFN 287 baz i instalacji wojskowych. "Afera podsłuchowa" wykazała pod jak czujnym nadzorem amerykańskim znajdują się Niemcy. Tajemniczy "akt kanclerski" zapewnia jakoby Amerykanom kontrolę nad Niemcami aż do 2099 roku. Dla Polski nie ma więc alternatywy wobec sojuszu z Ameryką.
   Solidne relacje sojusznicze z możliwie największą liczbą, uczestników koalicji antyhitlerowskiej z czasów II wojny światowej pomogą także Polsce w rozwiązaniu palącej kwestii, jaką jest wyegzekwowanie od Niemiec wypłaty odszkodowań wojennych. Jak wiadomo łączne straty wojenne Polski zostały obliczone w 1947 roku na kwotę 49,2 mld dolarów według wartości dolara z 1938 roku. Uwzględniając spadek wartości dolara od tego roku suma strat wojennych w dzisiejszej walucie amerykańskiej przekracza 850 mld dolarów, bez wliczania odsetek bankowych. Sprawa odszkodowań wojennych powinna być absolutnym priorytetem polityki polskiej w kwestii niemieckiej.

II. 4. Rosja

   W sensie geopolitycznym Rosja odgrywa podwójną rolę. Po pierwsze, jest ciągle pretendentem do hegemonii – jeśli nie w wymiarze globalnym, to przynajmniej w obszarze Eurazji – w myśl putinowskiego projektu "wspólnej przestrzeni od Władywostoku do Lizbony". Po drugie, stanowi w sposób coraz bardziej oczywisty strefę buforową między Europą a Chinami i światem islamu.
   Polska powinna przeciwstawiać się stanowczo jakimkolwiek próbom rosyjskiej hegemonii, choćby z tego względu, że mogą one być realizowane w ścisłym porozumieniu Moskwy z Berlinem, co musi prowadzić do nowego paktu Ribbentrop-Mołotow.
   Z drugiej strony w interesie naszym nie leży jakakolwiek dekompozycja państwa rosyjskiego. W interesie Polski jest aby obszar między Smoleńskiem a Władywostokiem ulegał nie dezintegracji a demokratyzacji. Upadek Rosji postawi bowiem na porządku dnia niepokojącą kwestię: kto wypełni powstałą w jego wyniku próżnię: czy będzie to imperium chińskie, czy nowy wielki kalifat, zwłaszcza, że demograficznie Rosja jest już penetrowana zarówno przez Chiny, jak i świat islamu.
   Jakakolwiek jednak próba zbliżenia z Rosją w tej chwili jest blokowana przez jej agresywną politykę wobec Ukrainy. Ta zaś polityka jest efektem błędnej kalkulacji Kremla i wybrania niewłaściwego kierunku działania. Rosja bowiem może świetnie prosperować bez Krymu i Sewastopola, nie może jednak egzystować bez Syberii i Władywostoku.
   Z punktu widzenia Polski rozwiązanie problemu rosyjskiego leży na płaszczyźnie geocywilizacyjnej przy przyjęciu jako zasady wspólnoty wypływających z chrześcijaństwa wartości w przestrzeni od Vancouver do Władywostoku. Konstrukcja taka w sposób naturalny składa się z 4 członów: l. Ameryka Północna, 2.Europa Zachodnia, 3.Międzymorze, 4. Rosja.

II. 5. Unia Europejska

a) superpaństwo czy wolny rynek?
   Dylemat powyższy jest podstawowym dylematem dotyczącym istoty i charakteru integracji europejskiej. Zwolennikami superpaństwa są Niemcy, wspierane przez Francję. Za wolnorynkowym charakterem zintegrowanej Europy opowiada się Wielka Brytania z którą z drugiej strony Atlantyku sympatyzują Amerykanie. Krytyka biurokratycznego superpaństwa jest przekonywująca. Jej orędownicy podnoszą argument, że UE biurokratycznie przeregulowana jest na drodze prowadzącej do zastoju cywilizacyjnego, który kiedyś dotknął
cywilizację chińską. W interesie Polski leży Unia Europejska jako przestrzeń wolnego rynku i wspólnota suwerennych państw narodowych. Wiele wskazuje, że taki model popierany jest także przez USA.

b) dylemat geopolityczny: Eurazja czy Eurameryka?
   Jaką formułę geopolityczną przyjmie Unia Europejska pozostaje kwestią nadal otwartą. Silne są tendencję do przekształcenia jej w Eurazję poprzez dołączenie do niej Rosji i zerwanie związków z Ameryką. Występują one nie tylko w kołach rosyjskich, gdzie silne są wpływy geopolitycznej eurazjatyzmu, ale także w Europie Zachodniej, gdzie są koła dla których Władimir Putin to mąż opatrznościowy Eurazji, który doprowadzi do jej definitywnego zjednoczenia. Tendencja ta jest groźna i niebezpieczna. Prowadzi bowiem do rozłamu w łonie cywilizacji zachodniej.
   W opozycji do niej plasuje się formuła geopolityczna określana jako Eurameryka lub wspólnota atlantycka. Zakłada ona silne związki między Ameryką Północną i Unią Europejską, ale z wyłączeniem Rosji.
   Obydwie powyższe formuły zakładają podział w cywilizacji zachodniej wyrosłej na gruncie chrześcijaństwa – bezsprzecznie chrześcijańska Rosja też do niej należy. Ani Eurazja, ani Eurameryka nie mają też szans w "zderzeniu cywilizacji", w konkurencji z blokiem islamskim, bądź blokiem chińskim. Szanse takie ma natomiast wspólna przestrzeń od Vancouver do Władywostoku, którą możemy także określić jako "Europa Maxima". Konstrukcja taka, oparta o zasadę wewnętrznej równowagi między tworzącymi ją 4 członami: Ameryką Północną, Europą Zachodnią, Międzymorzem i Rosją (przy współpracy z Ameryką Łacińską) będzie w stanie stawić czoła wyzwaniu ze strony tak Chin, jak i islamu pod warunkiem rewitalizacji podstawowych wartości składających się na cywilizację zachodnią.

II. 6. NATO

   Pierwszy sekretarz generalny NATO lord Ismay filozofię bezpieczeństwa, która legła u podstaw paktu wyraził w słynnej frazie: to keep Germany down, Russia out, America in. Filozofia ta sprawdzała się w okresie zimnej wojny. Likwidacja żelaznej kurtyny i zjednoczenie Niemiec podważyły jednak jej sens. Aleksander Dugin, nieugięty krytyk Gorbaczowa i jego polityki, w jednym punkcie czyni wszelako wyjątek i pisze: "Gorbaczow miał piękną ideę wspólnego europejskiego domu. Jej istota polegała na zbliżeniu z Europą na zasadzie wzajemnych korzyści, pomoc ZSRR dla utworzenia zjednoczonej Europy w kwestiach energetyki oraz ustanowienia wspólnego systemu bezpieczeństwa strategicznego". Koncepcja Europejskiego wspólnego domu nakładała się na inną strukturę geopolityczną, a mianowicie wspólnotę atlantyckq. Według łatwo czytelnych nadziei kremlowskich strategów efektem tego miało być geopolityczne tarcie, które doprowadzi w końcu do oddalenia się Europy Zachodniej od Stanów Zjednoczonych.
   Nowa polityka Moskwy zakładała zjednoczenie Niemiec. Wywołała też znamienne komentarze. Były szef CIA Richard Helms oświadczył, że wysiłki podejmowane na rzecz ponownego zjednoczenia Niemiec oznaczają "zbrodnię absolutną wobec NATO". Natomiast Robert Livingstone (z John-Hopkins-University) stwierdził ze swej strony, że nikt na Zachodzie nie ma odwagi powiedzieć głośno i otwarcie, że kwestia niemiecka staje się największym niebezpieczeństwem zagrażającym integralności świata atlantyckiego.
   Komentarze moskiewskie potwierdzały zasadność obaw Anglosasów nie ukrywając, że taki był właśnie zamysł ukryty w manewrze Gorbaczowa. Aleksander Panarin pisał w 1997 roku: "w Europie zarysowuje się nowy geopolityczny układ sił związany ze zjednoczeniem Niemiec. Zjednoczenie to, bezspornie stanowi samo w sobie wyzwanie wobec ustanowionego
po 1945 roku systemu atlantyckiego. Nowy fenomen Mitteleuropy krystalizującej się wokół Niemiec, oznacza nie tylko demontaż poprzedniego systemu Europy Wschodniej i bloku eurazjatyckiego, niegdyś kontrolowanego przez ZSRR, ale i demontaż systemu atlantyckiego".
   W interesie Polski leży bezsprzecznie silny i zwarty pakt północno-atlantycki. Jakiekolwiek próby rozmiękczania go w postaci słynnej ESDP (European Security and Defence Policy) czy nawet tworzenia armii europejskiej są wbrew żywotnym interesom bezpieczeństwa narodowego Polski. Jedyna możliwa do przyjęcia przez Polskę ewolucja paktu północno-atlantyckiego to taka, w której dojdzie do wzmocnienia sojuszu Polski (i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej) ze Stanami Zjednoczonymi. Taki zamysł towarzyszył zresztą projektowi budowy tarczy antyrakietowej. Komentując tę decyzję amerykańska ekspert Sally McNamara stwierdzała, że krok ten scementuje sojusz transatlantycki, przyniesie zarówno Polsce jak i Czechom status specjalnego sojusznika Ameryki, podobny do tego jaki posiada Wielka Brytania oraz wpłynie hamująco na próby tworzenia konkurencyjnej wobec NATO instytucji w postaci ESDP. Podobne stanowisko zaprezentowała Helle Dale na łamach Washington Times. Stwierdziła ona, że "stosunki USA z ich sojusznikami z Europy Środkowo-Wschodniej staną się w XXI wieku jednym z kluczowych czynników w dziele budowania amerykańskiego systemu sojuszy".
   W kontekście powyższych rozważań za krzepiącą należy uznać przytoczoną przez jednego z amerykańsko-rosyjskich ekspertów a rzuconą jakoby żartem przez p. Condoleezę Rice uwagę: "America has to be (in Europe) to keep Russia out and Germany down".

[image]

■ Tadeusz Marczak – wykład wygłoszony 14 stycznia 2016 r.; powyższy tekst został opublikowany w czasopiśmie Polityka Polska nr 3-4/2015.

(c) 2006-2016 http://www.dlp90.pl