Błogosławiony Jan Paweł II - wykonawcą testamentu Chrystusa

[image]   Pod pojęciem testamentu na ogół rozumie się zlecenie dane przez kogoś jeszcze za życia, aby po jego śmierci osoby, dla których przeznaczone było pismo zawierające konkretne zlecenia, je spełniły. Wiadomo też, że są różne kategorie, czy rodzaje testamentu. Często też chodzi o podziały majątkowe, o wyznaczenie spadkobiercy, aby było wiadomo co do kogo należy i nie było niedomówień między odbiorcami testamentu.
   Może te wstępne słowa są zbyteczne. Każdy z nas tu obecnych przecież w tych sprawach prawniczych jest zorientowany. Wydaje się jednak, że mówiąc o testamencie Jezusa Chrystusa trzy elementy wyżej wyszczególnione są ważne. Jeden dotyczy daty testamentu. Drugi to rodzaj testamentu, a trzeci jego adresatów.
   Mówiąc o Jezusie musimy też zaznaczyć, że za swojego życia tuż przed swoją śmiercią wydał aż trzy testamenty. Dla wszystkich, jak zauważamy, sam Jezus obrał swoisty i swój własny mianownik. Już z pierwszego testamentu Jezusa można go wyczytać. Najpierw jednak podajmy treść tego testamentu inicjalnego: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem… Po tym poznają wszyscy żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (J 13,34-35).
   Nawet wybitni znawcy Ewangelii św. Jana nie bardzo potrafią wyjaśnić co to wszystko znaczy. Co tu Jezus wnosi nowego, skoro bardzo wyraźnie w Starym Testamencie została określona treść przykazania miłości bliźniego: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.” (Kpł 19,18). Kryterium miłości bliźniego zostało jednoznacznie podane. Moja własna miłość staje się miernikiem miłości bliźniego. Nie będziemy już rozważali sprawy kto według pism Starego Testamentu był bliźnim. Otóż nowością w „Nowym Przykazaniu” jest to, że nie ja decyduję o miłości względem drugiego człowieka, lecz wzorem i miernikiem staje się sam Jezus. Trzeba tak kochać jak Jezus nas ukochał. Włączmy już w te dociekania bł. Jana Pawła II. By nie mnożyć przykładów, ograniczmy się do jednego i właściwie krańcowego.
   Gdy Żydzi rozważali jak i kiedy wreszcie pojmać Jezusa, by przerwać raz na zawsze Jego działalność Judasz przyszedł im z pomocą w samą porę. Pojmanie Jezusa św. Jan opisuje bardzo szczegółowo. Dla naszego tematu ważne są słowa Jezusa, gdy Judasz pocałował swojego Mistrza, by było wiadomo kogo należy pojmać: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26,50). Zdrajcę Jezus nazwał przyjacielem.
   Jan Paweł II podszedł do swojego płatnego mordercy i przebaczył mu. Nie wiemy wszystkiego co mu powiedział. Może Ojciec Święty powtórzył słowa Jezusa z krzyża prosząc Ojca swojego o przebaczenie. Powtórzył je dosłownie św. Szczepan, pierwszy męczennik Kościoła katolickiego. „Panie, nie licz im tego grzechu!” (Dz 7,60). Nie łatwo tak kochać jak Jezus kochał. A jednak trzeba spełnić pierwszy testament Jezusa „Nowe Przykazanie”. O tym przykazaniu mówi też św. Paweł. Stąd też jako Apostoł Chrystusowy zachęca, a nawet upomina swoich wiernych „Baczcie, abyście spełnili przykazanie Chrystusa”. Każdy wiedział jakie to było przykazanie.
   Jego nowość polega także na tym, że ma zakres powszechny i staje się znakiem ucznia Chrystusa: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. (J 13,35)
   Pełne znaczenie nowości tego przykazania można jednak dopiero zrozumieć w kontekście odpowiedzi Jezusa na pytanie uczonego w Prawie o „największe przykazanie w Prawie”. Właściwie naiwne, gdyż każdy Żyd nie tylko wiedział jak ono brzmi, lecz ono stało się modlitwą ściślej mówiąc nim rozpoczynała się modlitwa poranna i wieczorna Żyda. Jest to tzw. modlitwa „Szema – słuchaj Izraelu Jam jest Pan i Bóg Twój…”
   Po przypomnieniu pytającemu uczonemu jaka jest treść tego „największego przykazania w Prawie” i wyraźnym zaznaczeniu: „To jest największe przykazanie w Prawie” Jezus dodaje: „A drugie jest jemu równe. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Nie ma więc miłości Boga bez miłości bliźniego. Wynika to także wyraźnie z piątej prośby Modlitwy Pańskiej. Tylko ta inwokacja posiada warunek: „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Warto też wspomnieć o epizodzie spotkania Jezusa z pewnym faryzeuszem biegnącym do świątyni, by złożyć Jahwe miłą ofiarę. Jezus posyła go do domu, by pojednał się najpierw ze swoim bratem. Potem dopiero niech śpieszy do świątyni, by złożona ofiara była Bogu naprawdę miła.
   Z pytaniem uczonego w Prawie o największe przykazanie może jednak być związany inny problem. Uczeni w Piśmie stworzyli własny kodeks prawa, w niejednym odbiegający od Dekalogu. Tych przepisów się namnożyło. Trudno o dokładną liczbę, ale jeżeli powiemy o ponad pięciuset to nie będzie w tym przesady. W takim wypadku wystawiono Jezusa na próbę, podobnie jak z pytaniem o płacenie podatku, czy nauczanie w świątyni. Odpowiedź Jezusa była jednoznaczna. Przypomniał co w życiu religijnym każdego człowieka jest najważniejsze.
   Jan Paweł II w swoim życiu od młodości tę symbiozę przykazań przyswoił sobie i praktykował, jakże często nie zważając na trudy, cierpienia, a nawet niebezpieczeństwa. Dla Jana Pawła II każdy człowiek bez wyjątku był bliźnim, a w sposób szczególny ludzie wyszczególnieni w ośmiu błogosławieństwach w Jezusowym Kazaniu na Górze (Mt 5,3-12). One stały się także programem pontyfikatu Jana Pawła II. Dał temu wyraz w pierwszych słowach po ogłoszeniu go Papieżem: „Non abbiate paura di Christo” (nie lękajcie się: otwórzcie drzwi Chrystusowi). Słowa te uzasadnił i rozwinął w swojej pierwszej encyklice: „Redemptor hominis” (Odkupiciel człowieka). Tam całemu światu powiedział i wierzącym, i niewierzącym dlaczego trzeba miłować na miarę Chrystusa każdego człowieka. Wybór tytułu jest niezwykle przemyślany. Jezus Chrystus jest „Odkupicielem”. Owszem tytuł ten nie wyklucza bynajmniej drugiego, czy innego mianowicie „Salvator”. Łacińskie „redimere” znaczy zapłacić drogo za coś, co pragnie się nabyć. Jezus zapłacił nie złotem za nas grzesznych i przez to oddalonych od Boga, lecz własną swoją krwią wylaną za nas jako przeklęty, wiszący na drzewie hańby. Tak przecież określa Prawo Starego Testamentu ludzi skazanych na śmierć krzyża. Salvator zaś to ten, który uzdrawia. Poprzez odkupienie nastąpiło nasze całkowite uzdrowienie. Prawnicy to nazywają „sanatio in radice”. Radix – korzeń, w teologicznym rozumieniu to grzech pierworodny, rodzący niestety wciąż dalsze grzechy. Stąd to Jan Paweł II w swoje pierwszej encyklice wskazuje na trwanie raz dokonanego naszego odkupienia jako zbawczy i sanacyjny jego skutek, stwarzając pomost do dalszych rozważań a także do zrozumienia konieczności uskutecznienia zbawczych łask płynących z tajemnicy paschalnej. Dokonuje się to w sposób sakramentalny w Eucharystii. To też przed słowami przeistoczenia kapłan przypomina nam każdorazowo ścisły związek Eucharystii z Męka i Śmiercią Jezusa: „Qui pridie quam pateretur…” (Który w przeddzień swej Męki…).
   Musimy sobie także wyjaśnić, dlaczego Ojciec Święty nie zatytułował Encykliki „Redemptor hominum” (Odkupiciel ludzi). Otóż Ojciec Święty pragnął przez liczbę pojedynczą podkreślić, że każdy z nas, bez wyjątku, jest odkupiony. Jest to tzw. „singulare tantum”. Liczba pojedyncza wskazuje równocześnie na liczbę mnogą. Wymowa kerygmatyczna słów inauguracyjnych Encykliki jest następująca. Opamiętaj się człowieku. Obojętnie kim jesteś, jaki jesteś, co czynisz, jakie masz zamiary, po prostu masz Jezusa Chrystusa. On cię odkupił. Jesteś włączony w dzieło powszechnego odkupienia. Od ciebie już teraz zależy czy z niego skorzystasz. Nie bój się więc Chrystusa. Wręcz odwrotnie, przecież i ciebie woła: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28,30).
   Żebyśmy się nie czuli osamotnieni, ale odważni w tym dojściu do naszego Odkupiciela Ojciec Święty w niedługim czasie wydał drugą encyklikę. Jakżeż On, oddający się całkowicie Matce Najświętszej („Totus Tuus”), mógł nie podzielić się z nami tą miłością do Maryi i tymi łaskami, które od Niej doznawał. Encyklika Maryjna „Redemptoris Mater” (Matka Odkupiciela) jest jakby kontynuacją pierwszej. Do „Matki Odkupiciela” wrócimy przy omawianiu trzeciego i ostatniego testamentu Jezusa, testamentu z krzyża (J 19,25-27).
   Do encykliki „Redemptor hominis” Jan Paweł II nawiązał także w adhortacji apostolskiej „Ecclesia de Eucharistia” (O Eucharystii w życiu Kościoła) wydanej 17 kwietnia 2003 r. Zwrócił w niej uwagę na dwie sprawy:
1. Eucharystia jako pokarm nie tylko „na żywot wieczny”, ale jako niezbędny posiłek dla funkcjonowania życia religijnego chrześcijan.
2. Msza św. jako uczta – w ścisłej łączności z Jezusem Odkupicielem i z całym Kościołem Powszechnym – antycypacji uczty niebieskiej. Krótko mówiąc: bez Eucharystii nie ma zbawienia.
   Ojciec Święty zwraca także uwagę na charakter testamentalny Eucharystii. Słowa Jezusa wypowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy do pierwszych uczestników pierwszej Mszy św. „to czyńcie na moją pamiątkę”, to nie tylko pobożne życzenie, czy polecenie, to po prostu nakaz. Św. Paweł, nawiązując do Ostatniej Wieczerzy, nakaz Jezusa odnosi do chleba eucharystycznego jak i do kielicha: „Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi Mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę” (1 Kor 11,25).
   Nowe Przymierze, w przeciwieństwie do Przymierza Synajskiego, dokonało się we krwi Jezusa, czyli w Jego śmierci i przez Jego śmierć, która ma skuteczność zbawczą. Jezus bowiem umiera jako „Redemptor hominis”. W tym przymierzu zawarta jest także obietnica zbawienia. Jak wynika ze słów Jezusa uzależniona jest od wykonania testamentu. Pamiątka znaczy tu tyle co wykonać to co Jezus uczynił w czasie Ostatniej Wieczerzy.
   Znaczenie zbawcze Eucharystii Jan Paweł II nie wyjaśniał tylko słowami. Ojciec Święty żył Eucharystią. Trudno w jednym referacie wchodzić w szczegóły. Wtedy by trzeba napisać obszerną książkę. Gdy przybył jako pielgrzym do Polski w 1997 r., w czasie swojej pielgrzymki apostolskiej, odwiedził najpierw Wrocław. Było to w sobotę 31 maja 1997 r. Już w przemówieniu powitalnym wyraźnie zaznaczył po co przybył do Polski, a szczególnie do Wrocławia. Przybył na Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny, 46 z kolei. Oto słowa Ojca Świętego: „Jestem przekonany, iż ten Kongres Eucharystyczny przyczyni się skutecznie do poszerzenia przestrzeni życiowej dla Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, dla Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, Chrystusa Odkupiciela świata – w życiu tego Kościoła, który jest we Wrocławiu, w życiu Kościoła w Polsce i na całym ziemskim globie. Chodzi tutaj o otwarcie dostępu do wszystkich bogactw wiary i kultury, które łączą się z Eucharystią. Chodzi o przestrzeń duchową, przestrzeń ludzkich myśli i ludzkiego serca, przestrzeń wiary i miłości, a także przestrzeń nawrócenia, oczyszczenia i świętości. To wszystko mamy na myśli, gdy śpiewamy: Zróbcie mu miejsce.”
   Temat Eucharystii stanowił wtedy sedno przemówień Ojca Świętego. W przemówieniu, podczas nawiedzenia Katedry Wrocławskiej, wygłosił katechezę apostolską na temat słów Jezusa: „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35). W przemówieniu podczas spotkania ekumenicznego w Hali Ludowej 31 maja 1997 r. o Eucharystii między innymi powiedział: „Spotkanie dzisiejsze w ramach Kongresu Eucharystycznego… jest wyrazem naszej wiary i pobożności, ale jest też wielkim aktem kultu, który podtrzymuje w Kościele pamięć o Chrystusie. Eucharystia uobecniając tajemnicę odkupienia, ofiarę raz złożoną na krzyżu przez Chrystusa, dokonuje zjednoczenia z Nim, budzi pragnienie i nadzieję naszego zmartwychwstania w pełni Jego życia. Ta wielka tajemnica wiary wzmacnia naszą wewnętrzną świadomość osobistego zjednoczenia z Chrystusem i rozbudza potrzebę pojednania z innymi.”
   1 czerwca1997 r. Jan Paweł II wygłosił homilię na zakończenie kongresu. Skupił uwagę słuchaczy na proklamacji, którą śpiewamy po przeistoczeniu w czasie Mszy św. Najpierw podał temat i osobiście uroczyście zaśpiewał: „Oto wielka tajemnica wiary”. Następne wątki tematyczne wyjaśniały co ta wielka tajemnica kryje w sobie. A więc pierwszy wątek: „Ja jestem chlebem żywym” (J 6,51). Drugi wątek: „Oczy wszystkich wyglądają Ciebie, Ty zaś dajesz im pokarm we właściwym czasie (por. Ps 145,15). Trzeci wątek: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Gal 5,1). Homilię Papież zakończył katechezą o godności człowieka, którą otrzymał od Boga. W tych rozważaniach powołał się na cytat z Ps 8,5: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” W formie dziękczynnego uwielbienia Papież zakończył homilię: ”Cały Kościół oddaje Ci dzisiaj szczególną cześć i uwielbienie, Chryste, Odkupicielu człowieka, ukryty w Eucharystii. Cały Kościół składa Ci dzięki za to, że jesteś z nami, Bogiem-z-nami, naszym Emanuelem!” Do tych słów Jan Paweł II dołączył dwie pierwsze zwrotki hymnu: „Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie”.
   Oczywiście słowna kontemplacja Eucharystyczna Jana Pawła II jest przebogata. Koniecznym jest jednak, aby te rozważania – głoszone w kaplicy oo. Franciszkanów w Legnicy, w cieniu taberanakulum, to jest w przestrzeni eucharystycznej – ograniczyć do wybranych katechez związanych z Kongresem Eucharystycznym we Wrocławiu, skąd papież udał się wtedy do Legnicy. Do tych rozważań pragnąłbym dodać szczegół z osobistej pobożności eucharystycznej Papieża. Gdy byłem prezesem Konferencji Biblistów Polskich przy Episkopacie Polskim trzeba było też brać czynny udział w różnych zebraniach. Często odbywały się one w Krakowie, gdyż Ks. Kardynał Karol Wojtyła był Przewodniczącym Komisji Episkopatu do Spraw Nauki Katolickiej. Zebrania odbywały się raczej przed południem. Przyjeżdżałem wtedy od razu z Lublina do Krakowa i udawałem się, po nocnej podróży, do siedziby Ks. Kardynała. Miałem też możliwość odprawienia Mszy św. w Jego prywatnej kaplicy. W zakrystii umieszczony był klęcznik. Nad nim wisiał Krzyż, a pod nim umieszczona była tablica z bardzo widocznym napisem: „Ita tractaberis Jesum in suo sacrificio ita te tractaberit Jesus in tuo judicio” (Obyś tak potraktował Jezusa sprawując Jego Ofiarę, jak byś chciał, aby Jezus Ciebie potraktował na twoim sądzie). Jak Jezus potraktował swojego kapłana, biskupa i papieża Karola na pierwszym jego sądzie po śmierci?
   Przypomnijmy sobie znamienne wydarzenia z placu św. Piotra w Rzymie, które miały miejsce w czasie Mszy św. żałobnej po śmierci Jana Pawła II. Mszy świętej przewodniczył prefekt kongregacji do spraw wiary Ks. Kardynał Józef Ratzinger. W czasie homilii zwrócił się w stronę balkonu błogosławieństw Jana Pawła II mówiąc smutnym głosem: „Jeszcze tydzień temu nasz kochany Ojciec święty udzielił nam swojego błogosławieństwa, ale już mówić nie umiał”. Deszczyk jakby towarzyszył słowom kardynała Ratzingera, a pokryte chmurami niebo dzieliło smutek nie tylko tłumów na placu św. Piotra, ale milionów na całym świecie. Nagle pojawiło się słońce, przerywając swoimi promieniami złocistymi żałobę zgromadzonych wiernych. Kardynał Ratzinger zwrócił się w stronę słońca. Jakby w wizji, przypominając wizję św. Szczepana o otwartym niebie (Dz 7,56) głosem radosnym deklaruje: „A teraz stoi w oknie Ojca niebieskiego i nam stamtąd błogosławi”. Jakżeż była spontaniczna reakcja szczególnie młodzieży tak licznie zebranej na pogrzebie Jana Pawła II: „Santo subito – Natychmiast święty”, „Vox populi – vox Dei”. Był to wyraz wiary potwierdzający natchnione słowa Kardynała Ratzingera. On też w krótkim czasie oficjalnie ogłosił Jana Pawła II błogosławionym, jako jego następca, jako papież Benedykt XVI.
   Te wspomnienia z placu św. Piotra są właściwie najlepszą odpowiedzią na pytanie: Jak Karol Wojtyła, prezbiter, biskup i papież umiał kochać Jezusa eucharystycznego, że Jezus, jego Pan i Bóg, wziął go od razu po śmierci do siebie. Możemy chyba śmiało dopowiedzieć, że miała także w tym wywyższeniu Jana Pawła II do wiekuistej chwały w niebie, po ziemskich bólach, próbach zagłady i cierpieniach udział Redemptoris Mater, Najświętsza Panienka, której przecież oddał się bez reszty: „Totus tuus”.
   Pozwólcie więc drodzy słuchacze, że choć skrótowo nawiążę do trzeciego testamentu Jezusa. Trzeci testament Jezus ogłosił z krzyża, zwracając się najpierw do Matki. Podobnie jak w Kanie Galilejskiej nazywa ją „Niewiastą”, a nie Matką (J 2,4). Różnie egzegeci tłumaczą nieco dziwne słowa skierowane do własnej Matki. Gustaw Dalman w swojej książce „Die Worte Jesu” wykazał, że Jezus posługiwał się językiem niekonwencjonalnym, gdy występował jako Mesjasz autorytatywnie. I tak np. do córki Jaira, rozbudzając ją jako już umarłą do dalszego życia, odzywa się „Dzieweczko – tobie mówię wstań”. Do dzieci w tym wieku (12 lat) mówiło się „córeczko”. Podobnie do jedynego syna wdowy zamiast „synu” Jezus mówi „młodzieńcze”. Konsekwentnie Jezus do swojej Matki odzywa się zarówno w Kanie jak i na krzyżu „niewiasto”. Wszystko wskazuje na to, że w tak ważnej chwili chce nam wszystkim powiedzieć, kim Jego Matka jest dla Niego i dla nas w kwestii zbawienia. Przecież Anioł Zwiastowania pozdrowił ją „Chaire” – łac. Ave Maria. Maryja jest nową Ewą, „łaski pełna”, a „Pan jest z Nią”. Ona jest „Redemptoris Mater”. Jako takiej Jezus powierza nas Jej macierzyńskiej opiece. „Niewiasto! Oto Syn Twój”. Jan stojący pod krzyżem jako „uczeń umiłowany” prezentuje wszystkich uczniów Jezusa. Przecież Jezus wszystkich ogarnął na krzyżu swoją odkupieńczą i zbawczą miłością. Trzeba tylko odpowiedzieć czynem na miłość Chrystusa, jak to uczynił św. Jan, najmłodszy z uczniów Jezusa: „I od tej godziny uczeń przyjął ją do siebie”. Grecki czasownik „lambanein” znaczy „przyjąć”, a nie „wziąć” do siebie. Tak niestety tłumaczą najczęściej komentatorzy Czwartej Ewangelii św. Jana. Św. Jan umieścił ten sam czasownik także w Prologu do Ewangelii w kontekście tajemnicy Wcielenia: „A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wsród nas”.(J 1,14). Wszystkim bowiem „którzy Je przyjęli (lambanein) dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,12).
   Błogosławiony Jan Paweł II nie tylko, że przyjął Słowo – Ewangelię o Jezusie (Mk 1,1), lecz w sposób szczególny Słowo, które przychodzi do nas w tej maleńkiej hostii jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek – z Bóstwem i z Człowieczeństwem, jako Jezus ukrzyżowany i jako Kyrios Zmartwychwstały. Ojciec Święty przyjął także Maryję na wzór św. Jana, Ucznia Umiłowanego. Jako Dziecko Boże Jan Paweł II stał się równocześnie Dzieckiem Maryi. Jako dziecko Maryi, od malutkiego aż do swojej śmierci, odmawiał codziennie różaniec. Jako dziecko Maryi odczuł brak jej obecności w życiu publicznym Jezusa, nie uwzględnionej w trzech tradycyjnych częściach Różańca świętego. Owszem, w części radosnej, ona Maryja jest mocno eksponowana jako wzorowa i troskliwa matka. Część ta kończy się bowiem szukaniem Jezusa dwunastoletniego aż do skutku, aż do znalezienia Go w świątyni. Ale po tym przerwa i od razu tajemnice bolesne, gdzie nie ma Maryi, choć stała pod krzyżem. Po części bolesnej następuje logicznie część chwalebna. Wieńczy ją pamięć o ukoronowaniu Maryi w niebie, przy boku swojego Syna.
   Trzeba było długo czekać na uzupełnienie tradycyjnych trzech części różańca na część nazwaną przez Jana Pawła II „Tajemnice światła”. Tu znów zaistniała Maryja jako Matka zarówno Jezusa jak i całej ludzkości. Kana Galilejska i wesele tam opisane przez św. Jana mają znaczenie dalekosiężne. Tu po raz pierwszy w wiarę Maryi włącza się powstający Kościół zorganizowany i powołany do życia przez Jezusa. Po cudzie – znaku ewangelista wyraźnie pisze o uczniach – apostołach: „i uwierzyli w Niego” (J 2,11 ).
   Kościół od dawien dawna wierzy w skuteczne pośrednictwo Maryi. Nie jest to wcale sprzeczne z klasycznym tekstem o jedynym pośrednictwie Chrystusa u Boga: „… jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tym 2,5 ). Z opisu cudu w Kanie Galilejskiej wynika bowiem, że Maryja pośredniczy u swojego Syna: „…wina nie mają”. Papież Jan Paweł II to pośrednictwo, czyli „per Mariam ad Jesum” (przez Maryję do Jezusa) wyraźniej określa – on, który doświadczył Jej macierzyńskiej opieki w sposób szczególny, mianowicie „Cum Maria ad Jesum” (razem z Maryją do Jezusa). W tych słowach jakby zabrzmiała antyfona: „Sub tuum praesidium – Pod Twoją obronę…”.

Zamiast zakończenia
   Z racji na obfitość przykładów z życia Jana Pawła II niełatwo – w referacie ograniczonym czasem – odpowiednio, a może dodajmy właściwie i obiektywnie naświetlić tę wspaniałą postać, tego wyjątkowego papieża Polaka. Św. Franciszek nazywany jest „alter Christus” (drugi Chrystus) szczególnie za jego życie „Ewangelią”. Że taki tytuł godnościowy jest słuszny potwierdził sam Zbawiciel przekazując Biedaczynie z Asyżu to co dla Jezusa było najświętsze i najbardziej znaczące, swoje rany. O dziwo Kościół w swojej przebogatej liturgii obchodzi wspomnienie stygmatów św. Franciszka. Rany Chrystusa to największy i najbardziej widoczny dowód miłości „Odkupiciela świata”. Chyba możemy śmiało powiedzieć, że Jan Paweł II objawił nam Jezusa Chrystusa Zbawiciela człowieka, Jego miłość względem grzesznika najbardziej widoczną w naśladowaniu cierpień Jezusa. Realizował ją aż do oddania Ojcu niebieskiemu swojego życia. Słowa Zbawiciela o pójściu za Nim: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38) stały się programem pontyfikatu Ojca Świętego. Czy będzie przesadą, gdy powiem na koniec referatu, że Jan Paweł II podobnie jak św. Franciszek z Asyżu to „alter Christus”, który w sposób doskonały i przykładny wykonał testament Chrystusa, to jest testament pełnienia woli Ojca niebieskiego za wzorem swojego Mistrza Chrystusa: „Ojcze nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42).

■ o. Hugolin Langkammer OFM – wykład wygłoszony 12 maja 2011 r.

(c) 2006-2016 http://www.dlp90.pl