Polska i przyszłość cywilizacji chrześcijańskiej w Europie

   Serdecznie dziękuję Księdzu Rektorowi za te zaszczytne, miłe słowa powitania, a Panu Przewodniczącemu za możliwość obecności wśród Państwa! To jest mój trzeci lub czwarty przyjazd do Legnicy, do Duszpasterstwa Ludzi Pracy ’90. Wszystkie te spotkania bardzo mile wspominam.
   Wasza Ekscelencjo, dziękuję za obecność! Pozdrawiam też wszystkich, którzy reprezentują nas albo reprezentowali we władzach publicznych i Wszystkich Państwa, jako przyjaciół, z którymi tyle razy miałem okazję się spotykać.

Stan cywilizacji chrześcijańskiej w Europie
   Gdy myślimy o stanie cywilizacji chrześcijańskiej w Europie – warto sięgnąć po najlepszy przewodnik, jakim dysponujemy. To napisana przez Jana Pawła II półtora roku przed śmiercią adhortacja „Ecclesia in Europa”, prawdziwy europejski testament świętego papieża. Pamiętając, że jego pontyfikat był jednym z najdłuższych w historii Kościoła, łatwo możemy sobie uświadomić, że mamy tu do czynienia nie tylko z dokumentem magisterialnym niezwykłej wagi, ale ze świadectwem ćwierćwiekowego spotkania z Europą i pracy nad Europą.
   Św. Jan Paweł II czynnie kształtował los naszego kontynentu w ciągu kilku zasadniczych okresów historii. Znał Europę Środkową sprzed powstania Solidarności, gdy był kardynałem-arcybiskupem Krakowa, był jednym z Ojców Soboru Watykańskiego II, który w wielkim stopniu wpłynął na współczesną kulturę europejską, bronił (już jako papież) Polski w stanie wojennym, stał się więc mimowolnym uczestnikiem Zimnej Wojny, wreszcie gdy runęły mury, był świadkiem zmian kulturowych i powstawania Unii Europejskiej, aż po próby nadania jej Konstytucji. Bilansując ten czas Jan Paweł II napisał przede wszystkim, że Europa przeżywa dziś czas egzystencjalnej udręki. Ta udręka ma wiele źródeł i przejawów, ale najbardziej dotkliwym jest – warto zapamiętać to sformułowanie z art. 9 „Ecclesia in Europa” – stan milczącej apostazji narodów Europy. Stan apostazji niedeklarowanej, nie takiej jak ta organizowana przez Palikota, ale milczącej, polegającej na życiu tak, jakby Boga nie było.
   Co więc w takim stanie można w ogóle zrobić dla cywilizacji chrześcijańskiej? Jan Paweł II przekonywał, że w dzisiejszych czasach katolicyzm może kształtować Europę i współczesną cywilizację zarówno wtedy, gdy orędzie Kościoła jest przyjmowane, jak i w konfrontacji – kiedy to orędzie jest odrzucane (por. „Ecclesia in Europa”, 19). Wtedy też pozostaje świadectwem, oddziaływuje na opinię publiczną, stawia problemy, a czasem (szczególnie gdy okoliczności stają się dodatkowym argumentem) powoli dociera do świadomości swych oponentów. Zresztą nawet wtedy, gdy nauczanie Kościoła jest odrzucane przez większość, kształtuje świadomość i opór wiernej mniejszości, głośno odrzucającej milczącą apostazję narodów i niepoddającej się powszechnej egzystencjalnej udręce.
   Gdzie leżą płaszczyzny tej duchowej i społecznej konfrontacji. Najbardziej widoczny charakter ma kryzys demograficzny i leżąca u jego źródeł utrata wiary w sens przekazywania życia. Skutkuje to nie tylko zamachami na życie, ale również kryzysem życia rodzinnego, manifestującym się coraz późniejszym wiekiem zakładania rodzin oraz zwiększającą się liczbą związków nieformalnych i rozwodów.
   Drugi wymiar to kryzys solidarności, przekonania o wartości życia wspólnego, które prowadzimy w rodzinie i w narodzie. Trzeci to kryzys duchowy, najwidoczniejszy w kryzysie powołań.
   Stan Europy, który rysuje św. Jan Paweł II w swej adhortacji, mocno kontrastuje z samozachwytem europejskiej klasy rządzącej. Ten stan papieże ostatnich czasów charakteryzowali jako cywilizację śmierci, dyktaturę relatywizmu, kulturę tymczasowości. Gdy niedawno uczestniczyłem w dyskusji z Adamem Michnikiem i Wiktorem Osiatyńskim na Dziedzińcu Dialogu, odniosłem wrażenie, że są w takim stanie ducha jak bohater „Lochów Watykanu” André Gide’a, który nie mógł uwierzyć, że encykliki „Immortale Dei” i „Rerum Novarum” napisał naprawdę Leon XIII i myślał chyba, że w Rzymie jest dwóch papieży. Bo przecież prawdziwy papież Franciszek, ten, którego „Gazeta Wyborcza” tak lubi przeciwstawiać Kościołowi Polskiemu – nie mógłby wzywać w Rio de Janeiro młodzieży do buntu przeciw kulturze tymczasowości, niszczącej zdolność do definitywnych wyborów życiowych, do służby duchownej czy życia w rodzinie.
   Oczywiście, zdolność podejmowania ostatecznych decyzji życiowych nie sprowadza się do tych dwóch możliwości. Gdy wspólnie z obecnym tu ministrem Ujazdowskim angażowaliśmy się przeszło trzydzieści lat temu w Ruch Młodej Polski – też podejmowaliśmy taki wybór, świadomi ceny, jaką trzeba zapłacić, a Kazik zapłacił znacznie wyższą ode mnie. Bez tej zdolności do poświęcenia obumiera nie tylko życie religijne i rodzinne, ale również polityczne, bo demokracja traci swój sens republikański, odnoszący działalność publiczną do dobra wspólnego. Owa niezdolność podejmowania wiążących decyzji to również – jak uczy Jan Paweł II – zanik wolności, bo gdzie nie ma świadomych wyborów – wolność traci jakikolwiek punkt odniesienia.

Unia Europejska wobec kryzysu Europy
   Jak do tego głębokiego kryzysu Europy odnosi się Unia Europejska? Czy próbuje odpowiedzieć na te wyzwania, może uchyla się od tej odpowiedzi, może jest tego stanu rzeczy zupełnie nieświadoma? Tylko na ostatnim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego byliśmy z profesorem Ujazdowskim świadkami przyjęcia ogromną większością głosów dwóch raportów wprost negujących podstawowe, fundamentalne prawa ludzkie: raportu Pier Antonio Panzeriego o stanie praw człowieka i demokracji na świecie za rok 2013 oraz raportu Marca Tarabelli o równości kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej. Parlament Europejski nie ma wielkiej bezpośredniej władzy, ale jego rezolucje mogą autoryzować decyzje Rady czy Komisji, a także państw powołujących się na „standardy europejskie”.
   Na szczęście są państwa, które uparcie bronią naturalnego ustroju rodziny. Od Litwy po Chorwację ciągnie się pas państw, które przeciwstawiły się rewolucji homoseksualnej: przez zapisy w Konstytucji (jak Polska i Węgry), przez ustawę przeciw demoralizacji (jak Litwa), przez referenda (jak Chorwacja i Słowacja). Jednak z przyjętych właśnie Raportów Parlamentu wynika, że te wszystkie kraje Europy Środkowej łamią prawa człowieka, bo nie respektują „prawa gejów” do wywrócenia ustawodawstwa rodzinnego. Na Komisji Swobód Obywatelskich posłowie Liberałów i Zielonych zaatakowali Litwę, żądając od Komisji Europejskiej potępienia obowiązującego tam prawa antydemoralizacyjnego. A gdy reprezentujący Litwę Waldemar Tomaszewski powołał się na opinię większości społeczeństwa litewskiego, które popiera to prawo, i gdy przywołał zdanie Roberta Schumana, że Europa będzie albo chrześcijańska, albo nie będzie jej w ogóle – rozpętało się istne piekło. Dlaczego? Bo za skandal uznano zdanie Roberta Schumana, który w Parlamencie ma salę nazwaną jego nazwiskiem z dopiskiem „Pater Europae”.

Zapaść duchowa Europy a Polska
   Czy jednak ta zapaść duchowa Europy dotyczy również naszego kraju? Czy może raczej Polska przede wszystkim reaguje na te problemy? Odpowiedź nie może być uproszczona. Od ośmiu lat władza w Polsce systematycznie obniża poziom ochrony życia. Podważa nie tylko prawa ludzkie i porządek moralny, ale również elementarne reguły rządów prawa i demokracji. Władza bowiem nie zmienia prawa. Gdyby podjęła taką próbę – odbyłaby się przynajmniej debata, umożliwiająca apel do sumień i odpowiedzialności. Tymczasem u nas prawo zmienia się poprzez wywracające je wykładnie sądów czy urzędów, które prawo – tam gdzie nie podporządkowuje się liberalnej ideologii – po prostu ignoruje.
   Bardzo wyraźnie mogliśmy to zobaczyć w tzw. „sprawie Agaty”, lubelskiej gimnazjalistki, która zaszła w ciążę ze swym chłopakiem, chciała urodzić dziecko, ale babka nie chciała wnuka i naciskała na przeprowadzenie tzw. aborcji. Obrońcy życia próbowali pomóc młodej matce. Ale w sprawę wdała się „Gazeta Wyborcza”, a osławiona prof. Monika Płatek ogłosiła na jej łamach, że wymieniony w ustawie czyn zabroniony, uprawniający aborcję, to nie musi być wcale – jak mówi powszechnie przyjęta doktryna – jedynie gwałt i kazirodztwo, ale każda, nawet całkowicie dobrowolna relacja seksualna niepełnoletniego. Rząd tę wykładnię przyjął i w ten sposób uchylono prawo do życia nie tylko dzieciom gimnazjalistek, ale również starszych dziewcząt, które mogły zajść w ciążę z młodszymi chłopakami.
   To nie była bynajmniej tylko ta jedna sprawa w ciągu trwających już osiem lat liberalnych rządów. Sąd ukarał „Gościa Niedzielnego” za to, że na jego łamach Franciszek Kucharczak napisał, że „[…] pani Tysiąc dostała pieniądze za to, że nie mogła zabić swojego dziecka”. Dziennikarz upomniał się o prawo do życia małej Julii Tysiąc, ale sędzia Ewa Solecka nie uznała za właściwe zauważyć, że broniąc życia oczekującego na urodzenie dziecka – bronił również wartości uznanej i chronionej przez polskie prawo. Dobro to sędzia uznała jedynie za postulat światopoglądowy katolików, który można popierać, ale w sposób nie naruszający samopoczucia jego przeciwników. Jego, czyli czego? Właśnie wartości chronionej do tej pory przez polskie prawo, która teraz została sprowadzona do rzędu prywatnej, „kontrowersyjnej” opinii.
   Inny przykład sprawy, gdzie faktycznie unieważniono prawo, a nawet władza zaczęła wspierać jego łamanie, to ellaOne, znany preparat wczesnoporonny. O tym, że tego rodzaju chemiczna aborcja narusza polskie prawo mówił prof. Andrzej Zoll. Bo nawet przypadki dzieciobójstwa prenatalnego tolerowane przez obecną ustawę wymagają każdorazowo złożonej procedury zgody, co jest absolutnie nie do pogodzenia z kupieniem środka wczesnoporonnego w aptece jak kropli od bólu brzucha.
   I jest wreszcie zupełnie abstrahująca od polskiego prawa debata o in vitro. Polskie prawo nie czyni żadnego rozróżnienia między dziećmi poczętymi naturalnie i pozaustrojowo. Nawet tolerując zabicie przed urodzeniem dziecka niepełnosprawnego – nigdzie nie wyraża aprobaty dla zabicia dziecka, bo jest „nadliczbowe”, bo było potrzebne do selekcji w celu urodzenia jednego. Jednak w celu wprowadzenia in vitro władza (a w istocie grupa nacisku działająca na rzecz in vitro, posługująca się władzą) uznała, że wcześniejsze normy prawa przestały obowiązywać, nie dotyczą dziecka poczętego w ten sposób. To tak jak w PRL, gdzie „wolność” druku dotyczyła wydawnictw, którym władza tę „wolność” warunkowo przyznała.

Pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej
   Co zatem w tej sytuacji należy robić, na polu narodowym i międzynarodowym? Jak dziś należy pracować dla cywilizacji chrześcijańskiej? Raz jeszcze wrócę do zasady wskazanej w art. 19 „Ecclesia in Europa”, iż katolicyzm kształtuje cywilizację, kiedy jego zasady są przyjmowane, ale również w konfrontacji, kiedy jego zasady są odrzucane. Wielu księży potwierdza, że ostatnie dwudziestolecie przyniosło kolosalną zmianę świadomości, jeśli chodzi o odpowiedzialność za życie poczętego dziecka. Mówiono mi, że największą radość Janowi Pawłowi II sprawiło wprowadzenie do polskiego prawa samej kategorii dziecka poczętego, że nazwano je po imieniu, bez eufemizmów. Sama walka w obronie życia zmieniła rzeczywistość. Nawet jeśli zaangażowanie nie przynosi efektów od razu, przygotowuje przyszłe zmiany, a zmiany świadomościowe kształtowane przez lepsze prawo utwierdzają świadomość moralną społeczeństwa.
   Wszystko zaczyna się od aktywności, zaangażowania, to jest ważniejsze nawet od władzy. W 2003 roku Narodowy Dzień Życia, którego pomysłodawcą był obecny tu profesor Ujazdowski, ustanowiliśmy jeszcze za rządów SLD, opozycję poparła część posłów większości rządowej, pod uchwałą widnieje podpis śp. marszałka Józefa Oleksego. Nie mieliśmy wtedy przekonania, że ta Uchwała przejdzie, a gdybyśmy „realistycznie” założyli, że to w tym Sejmie nie jest możliwe – tego święta by nie było. Choć oczywiście rzeczą otwartą jest jak korzystamy z jego ustanowienia. W czasach IV Rzeczypospolitej jako marszałek Sejmu miałem dwukrotnie orędzie telewizyjne z okazji Narodowego Dnia Życia. Ale dlaczego potem nikt tego nie kontynuował, ani prezydenci, ani premierzy, ani marszałkowie Izb? W Stanach Zjednoczonych co roku, w Narodowy Dzień Pamięci Martina Luthera Kinga, każdy prezydent wydaje orędzie. Szkoda, że my nie zawsze wykorzystujemy instytucje, które zbudowaliśmy.
   Prawo jest po to, by każdy się mógł do niego odwołać. Wiele porażek, o których mówiłem – ponieśliśmy z powodu niedostatecznej aktywności opozycji. Opozycja, tak wrażliwa na wszelkiego rodzaju „afery” – na żaden z opisanych wcześniej skandali nie zareagowała w sposób dostateczny. Nawet wtedy, gdy Prawica Rzeczypospolitej ujawniła, że prokurator, który podpisał certyfikat poświadczający rzekomy gwałt na Agacie, nie podjął potem żadnych kroków nie tylko przeciw rzekomemu sprawcy, ale nawet w sprawie „przestępstwa”, które poświadczył. Nie było w tej sprawie doniesień komisji śledczych, żądań dymisji, nawet konferencji prasowych liderów opozycji.
   Polskie prawo ciągle odróżnia życie od śmierci, rodzinę od związków nierodzinnych, wychowanie od naruszania wychowania. Ale urzędy często panującą ideologię liberalną stawiają ponad prawem. Nie jest już tak, jak w 1987 roku, gdy św. Jan Paweł II mówił w Szczecinie, że w naszej Ojczyźnie „[…] zło zagrażające rodzinie nadal nazywane jest złem, grzech nadal nazywany jest grzechem, wynaturzenie - wynaturzeniem [i] nie zwykło się tutaj, jak to czasem bywa w świecie współczesnym, konstruować teorii dla usprawiedliwienia zła i nazywania zła dobrem”.
   László Kövér, obecny przewodniczący parlamentu węgierskiego, opowiadał mi, że gdy przyjechali na tę pielgrzymkę do Polski z Victorem Orbanem (jeden z żoną, drugi z narzeczoną) – nabrali pewności, że koniec komunizmu jest blisko. Tak wyglądała Polska w przededniu niepodległości, choć nam wydawało się, że słabniemy i że zwycięstwo jest jeszcze daleko. Dziś Ojciec Święty nie mógłby powiedzieć tego, co wtedy. Dziś już nie mamy tamtego consensusu, ale jednak zarówno w prawie, jak i w opinii publicznej, ciągle widoczne są fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej.
   Brytyjski instytut CARE for Europe przeprowadził ostatnio badania w Parlamencie Europejskim na temat głosowania poszczególnych reprezentacji narodowych w kwestiach życia, rodziny i wychowania. Okazało się, że tylko posłowie Polski i Malty głosują w większości (i to ok. 70%) zgodnie z zasadami chrześcijańskimi. Na tle reszty krajów Europy wyróżniają się również bliskie nam kraje środkowoeuropejskie – Węgry, Słowacja, Austria, Chorwacja – ale ich posłowie głosują za wartościami cywilizacji chrześcijańskiej jedynie blisko w połowie. W większości państw w ten sposób głosuje, co piąty, co szósty poseł. To jest obraz Europy w stanie milczącej apostazji.
   Mamy fundamenty, na których możemy budować naszą przyszłość, ale mamy również wyzwania, przed którymi musimy tę przyszłość zabezpieczyć. Nasza kultura chrześcijańska (rozumiana szeroko, jako synteza świadomości, dążeń i instytucji) nie przetrwa jednak siłą inercji. Powtórzę za Julianem Klaczką – niepodległa Polska nie przetrwa w Europie wrogiej wobec naszych wartości. Albo zbudujemy silną opinię chrześcijańską w Europie, albo Europa zmusi nas do milczenia, za którym pójdzie zmiana myślenia i dekadencja społeczna. Silna opinia chrześcijańska w Europie to nakaz polskiej racji stanu. Bez niej polityka Rzeczypospolitej będzie skazana albo na konformizm, albo na izolację.

Kontrkultura utrwalona w prawie
   Wyzwania, o których mówiłem, duchowe załamanie Europy, to nie tylko stan świadomości. To kontrkultura utrwalona w prawie. Przełomowym momentem było wprowadzenie do Traktatu Amsterdamskiego przed 18 laty pojęcia orientacji seksualnych. Radykalne naruszenie zasad moralnych i ładu społecznego zostało uznane za uprawniony wybór i wartość społeczną. Ale kluczowym momentem był traktat lizboński, w którym państwa Unii Europejskiej podjęły decyzję o ściganiu i zwalczaniu wszystkiego, co polityczny ruch homoseksualny uzna za „dyskryminację”. Ta prosta formuła oznaczała wywrócenie całego porządku społecznego. Homoseksualizm zyskał w ten sposób prawo obywatelstwa w szkołach i w prawie cywilnym, a nawet w prawie karnym – gdy chce ścigać „homofobię”, krytykę homoseksualizmu. Ta ostatnia jeszcze jest tolerowana w granicach zakreślonych przez same środowiska homoseksualne, ale i ta tolerancja będzie się kurczyć.
   Nadaniu negacji zasad moralnych rangi mniejszości towarzyszyło unieważnienie klasycznego rozumienia tego pojęcia. Społeczeństwa przedrewolucyjne były z zasady pluralistyczne. Król Polski był jednocześnie wielkim księciem litewskim, księciem ruskim, mazowieckim etc. etc. W czasach demokracji zróżnicowanie, które gwarantował wcześniej ustrój stanowy oraz system układów i przywilejów społecznych, zastąpić miała zasada ochrony mniejszości; mniejszości naturalnych – narodowych i religijnych. Narodowość i wiara religijna to składniki natury ludzkiej. Pierwszy ma charakter trwały, drugi ustępuje przed uniwersalizmem jedynie w porządku nadprzyrodzonym, Objawienia (nawet zresztą jedność wiary nie znosi uprawnionej różnorodności duchowości). Ale te dwie dane przestały być istotne jako przedmiot ochrony „mniejszości”, bo przestały być traktowane jako wartość społeczna, konieczny składnik życia. Można je jeszcze przywoływać dla krytyki niektórych rządów, ale wewnątrz społeczeństwa demokratycznego stają się zbędne. Prawa mniejszości narodowych Unia Europejska uważa ze „wewnętrzną sprawę” demokratycznych państw. Na Litwie walczy z ustawą antydemoralizacyjną, ale nie z ograniczeniami polskiego szkolnictwa. Mniejszości par excellence to nie społeczności odróżniające się – w danym społeczeństwie – sposobem realizacji wartości naturalnych, ale dowolna grupa, która postanawia kontestować naturalny porządek moralny. To tego typu grupy, jako forpocztę postępującego rozkładu społecznego – obejmuje opieką i wsparciem Unia Europejska.

Obronić cywilizację chrześcijańską
   Stoimy w obliczu rewolucji, wywracającej zasady cywilizacji, która nas ukształtowała; która była naszą siłą i oparciem w walce z komunizmem, w trudach budowy niepodległego państwa i również w trwającej ciągle walce o jego charakter. Św. Jan Paweł II pisał, iż „[…] stoimy wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem i dobrem, między śmiercią i życiem, między «kulturą śmierci» i «kulturą życia». Jesteśmy nie tylko świadkami, ale nieuchronnie zostajemy wciągnięci w tę walkę: wszyscy w niej uczestniczymy i stąd nie możemy uchylić się od obowiązku bezwarunkowego opowiedzenia się po stronie życia” (Evangelium Vitae, 28).
   Wyzwanie jest dramatyczne, ale Polska ma również wielki kapitał społeczny. Fakty społeczne, które się nań składają – to również dane poświadczające nasze powołanie. Powołanie do tego, by cywilizację chrześcijańską obronić i w oparciu o jej zasady rozwijać naszą Ojczyznę, dla przyszłych pokoleń Polaków, ale również dla całego chrześcijaństwa i rodziny ludzkiej.

■ Marek Jurek – wykład wygłoszony podczas konferencji zorganizowanej z okazji Jubileuszu 25-lecia DLP ’90 (18 kwietnia 2015). Opublikowany w: „Głos, który nie umilkł…”, red. Stanisław Andrzej Potycz, Legnica 2016.

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl