Rozwój dwóch kultur na Śląsku od X wieku do dnia dzisiejszego

I. Śląsk dzieli się na dwie części: Dolny Śląsk i Górny Śląsk. Początkowo był zamieszkany tylko przez szczepy słowiańskie. Od 986 roku należał do Polski, w 1348 roku dostał się pod panowanie czeskie, w 1526 roku przypadł Austrii, a w latach 1740-1763 został podbity przez Prusy. Jedynie mały południowy skrawek Górnego Śląska (Śląsk Cieszyński) pozostał nadal przy Austrii. W 1921 roku wschodnia część Górnego Śląska (Śląsk katowicki) powróciła do Polski, a austriacka dotąd część Górnego Śląska przypadła Czechom. Po drugiej wojnie światowej Polska otrzymała prawie cały Śląsk (Dolny i Górny) bez jego części czeskiej. Trzy zwycięskie mocarstwa (USA, Związek Sowiecki i Wielka Brytania) zarządziły w traktacie poczdamskim (2.08.1945) wysiedlenie z tych obszarów ludności niemieckiej do Niemiec.
   Gdy w 1241 roku Tatarzy napadli na Polskę, Dolny Śląsk utracił bardzo dużo swoich mieszkańców. Jeszcze większe straty ludnościowe poniósł kilka wieków później, w wojnie trzydziestoletniej (1618-1648). Po tych tragediach nastąpi/a na wyludnionych obszarach śląskich bardzo silna kolonizacja niemiecka. W jej następstwie Dolny Śląsk stał się pod koniec osiemnastego wieku już w przewadze krajem niemieckim, natomiast Górny Śląsk pozostał nadal w większości polski.
   Śląsk pełnił funkcję pomostu pomiędzy kulturą polską i kulturą niemiecką oraz był obszarem, na którym zetknięcie się tych dwóch kultur zrodziło przecudne i niepowtarzalne owoce, niestety, ciągle u nas zbyt mało znane. Marcin Opitz, Angelus Silesius, Andrzej Gryphius, Krystian Günther i Wacław Scherffer von Scherffenstein znani są w należnych im wymiarach jedynie garstce germanistów, a ich miejsce w kulturze europejskiej bywa często świadomie przemilczane.
   Polacy mają tak samo jak Niemcy - i odwrotnie - prawo szukać na Śląsku niektórych korzeni swoich kultur duchowych. Niekiedy są to te same korzenie, jak w przypadku religijnej i kulturowej działalności św. Jadwigi, małżonki śląskiego księcia Henryka Brodatego, która była Niemką. "Vita sancte Hedvigis", z lat 1267-1300, ukazuje nie tylko życie św. Jadwigi, ale przynosi także sporo informacji o jej działalności dla dobra polskiego ludu, jak i w ogóle dla polskiego wtedy jeszcze Śląska.

II. O rozwoju obydwu kultur na Śląsku świadczy wiele pamiątek. Z Wrocławia pochodził jeden z największych podróżników średniowiecznych, Benedykt Polak, który razem z włoskim podróżnikiem Janem Carpini dei Piano odbył w latach 1243-1247 wyprawę do Mongolii i był współautorem bezcennego raportu "Historia Mongolarum". W okresie 1260-1290 spisano inkunabuł "Liber fundationibus claustri S. Mariae Virginis", zwany potocznie "Księgą henrykowską''. Jest to kronika opactwa cystersów w Henrykowie na Dolnym Śląsku. W inkunabule tym zapisano po raz pierwszy całe zdanie w języku polskim. Wypowiada je wieśniak Boguchwał Kwiatek, nazywany też Brucalem. Et dixit: sine ut ego etiam molam. Hoc est In polonico: dai ut ia pobrusa, a ti pozivai (I powiedział: pozwól niech ja także pomielę [na żarnach], to jest po polsku: daj niech ja pobruszę, a ty spoczywaj).
   W tej samej epoce żył i działał na Śląsku jeden z największych uczonych średniowiecza, filozof i przyrodnik Witelon. Był synem Polki i niemieckiego kolonisty z Turyngii. Jego główne dzieło, po grecku "Peri optices", a po łacinie "Perspectiva" (1273), zostało wydrukowane w Bazylei pod znamiennym tytułem "Vitcllonis Thuryngopoloni Optice libri decem" (Witelona, Turyngopolaka Optyka w dziesięciu księgach). W 1308 roku próbowano założyć pierwszy w środkowej Europie uniwersytet, a miał nim być Uniwersytet Legnicki, ale papież tej fundacji nic zatwierdził. Uczelnia legnicka działała więc jako szkoła kolegiacka, a do rangi uniwersytetu została podniesiona dopiero w epoce reformacji.
   Na przełomie XIV i XV wieku powstał w Kłodzku okazały "Psałterz floriański", zawierający pełny przekład psalmów Dawida, w którym obok głównego tekstu polskiego jest także pomocniczy tekst niemiecki. Podobnie w woluminie "Statuta synodalia episcoporum Wratislaviensium", wydrukowanvm w 1475 roku przez Kaspra Elyana we Wrocławiu, znajdują się trzy modlitwy – Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę – w języku polskim. Są to zarazem pierwsze w ogóle druki polskojęzyczne.

III. W dobie reformacji, a także nieco później, w dobie kontrreformacji, powstał i rozwijał się na Śląsku niemieckojęzyczny ośrodek rozwoju i promieniowania myśli religijno-mistycznvch, o europejskim znaczeniu. Tacy poeci i myśliciele jak np. Friedrich Casper Schwenckfeld (1489-1561), Jacob Böhme (1575-1624), Daniel Czepko (1605-1660), Andreas Gryphius (1616-1664) i Angelus Silesius (1624-1677) kreowali ten ośrodek. Oni rozsławili też Śląsk w kulturze europejskiej. Schwenckfcld był związany z Uniwersytetem Legnickim, który został założony w 1526 roku i działał tylko pięć lat, do 1531 roku. W tej uczelni działał także wvbitny pedagog Valentin Trotzendorf (1490-1556). Hegel dostrzegł w łagodnym J. Böhme "pierwszego filozofa niemieckiego". a F.W.J. Schelling powiedział w berlińskich wykładach "Filozofii objawienia", że "Böhme jest cudownym objawieniem w dziejach ludzkości, szczególnie w historii niemieckiego ducha". Amerykański historyk filozofii William Bossenbrook dodał do tego: "Böhme jest ważnym ogniwem w rzędzie myślicieli, od Eckcharta aż po Hegla; on powiązał idee Eckcharta, Mikołaja z Kuzy, Paracelsusa i Lutra, przekształcając je w teozofię". Współcześni nazywali Böhmego filozofem niemieckim ("Philosophus teutonicus"), ale on tkwi głęboko w dwuwarstwowej, polskiej i niemieckiej, kulturze śląskiej. W swoim mieście rodzinnym, Zgorzelcu, gdzie żył jako mistrz szewski, słyszał nie tylko mowę niemiecką, ale także mowę polską i łużycką. W takich dziełach jak "Weg zu Christo" (Droga do Chrystusa) i "De vita mentali oder vom übersinnlichen Leben" (O życiu ponadzmysłowym) znalazł – na podstawie wewnętrznego doświadczenia pobożnego chrześcijanina luterańskiego – dostęp do boskiej wieczności: "Komu czas jest jak wieczność, a wieczność jak czas, ten jest wolny od wszelkich rozterek".
   Takie dwuwarstwowe źródło kulturowe jest jeszcze lepiej widoczne u Angelusa Silesiusa (Johanna Schefflera). Jego ojciec urodził się w Krakowie jako polski szlachcic. Johann Scheffler, urodzony we Wrocławiu, konwertował na katolicyzm i nazwał siebie Angelusern Silesiusem, co znaczy "Posłańcem ze Śląska". Był on w istocie posłańcem z innego świata; nie z tego, jaki wokół niego się manifestował. „Wielki chrześcijański poeta Niemiec" – głosi o nim inskrypcja w kościele św. Macieja we Wrocławiu. Wielki w filozofii i w sztuce poetyckiej, wywarł ogromny wpływ na główne dzieła Goethego ("Faust") i Mickiewicza ("Dziady"). Wymienieni mistycy wywarli odczuwalny wpływ na całe piśmiennictwo śląskie. Wpływ ten jest często u polskich pisarzy znacznie większy niż u pisarzy niemieckich. Już na tej podstawie widać, że Śląsk stał się ogniwem łączącym kulturę polską z kulturą niemiecką. Czy ogniwo to istnieje także dziś jeszcze? Bez wątpienia, istnieje. Gdy pewien wrocławski prozaik zapytał Güntera Grassa w jaki. sposób mógłby literacką osobliwość Śląska ukazać, otrzymał taką odpowiedź: "Niech pan zacznie od mistyka J. Böhmego i jedzie potem dalej, aż do współczesności".

IV. W szesnastym wieku powstały wielkie literatury narodowe we Włoszech, Francji, Anglii, Hiszpanii i Polsce, uświetnione wybitnymi poetami (np. Petrarką, Ronsardem, Szekspirem, Lope de Vegą i Kochanowskim), którzy w swoich ojczystych językach pisali bezcenne dzieła, ale w literaturze niemieckiej nadal dominowała łacina, mimo że przetłumaczone przez M. Lutra Pismo Święte stworzyło dobre podstawy pod rozwój piśmiennictwa w języku ogólnoniemieckim. Na początku siedemnastego wieku zaczęły nawet powstawać w Niemczech specjalne towarzystwa dla pielęgnacji języka niemieckiego. Prowadzono w nich ożywione dyskusje nad pierwszymi opublikowanymi próbkami utworów literackich napisanych w języku ogólnoniemieckim. I wtedy właśnie, w 1624 roku, ukazało się dzieło, które wszystkie te dotychczasowe starania literackie zebrało i określiło jasne reguły dla niemieckiej sztuki poetyckiej: "Buch von der deutschen Poetherey" (Księga o niemieckim wierszopisarstwie) pióra Marcina Opitza, poety śląskiego. Było to epokowe dzieło. Rok później poeta ten opublikował zbiór wierszy wzorcowych, które znalazły wielu naśladowców. Reforma niemieckiego wiersza, jaką przeprowadził, polegała na ścisłym respektowaniu naturalnych akcentów słownych wewnątrz wersetów oraz na zachowaniu równej ilości sylab w poszczególnych stopach rytmicznych. Opitz nadał literaturze niemieckiej swoich czasów ewidentny kształt, a jego oddziaływanie pozostało ponad sto lat żywe. Do literatury niemieckiej wszedł także jako twórca pierwszej śląskiej szkoły poetyckiej. W niemieckich opracowaniach przemilcza się jednak przeważnie to, że Opitz był również czynny na polu kultury polskiej. Początkowo pozostawał on dość długo w służbie Piastów śląskich (książąt z polskiego domu królewskiego), a w 1635 roku przeniósł się do Polski, gdzie król Władysław IV, którego uczcił specjalnym wierszem, mianował go sekretarzem i historykiem królewskim. Zmarł w Polsce.
   Do działającego we Wrocławiu Towarzystwa Uczonych i Poetów, zajmującego się głównie sprawami współczesnej literatury niemieckiej, należeli wybitni przedstawiciele barokowej szkoły poetyckiej: Friedrich von Logau (1604-1655), Simon Dach, Paul Flemming oraz, już wymienieni, Angelus Silesius, D. Czepko i A. Gryphius. Ich umiłowaną formą poetycką były epigramaty oraz wierszowane porzekadła, takie jak np. u Friedricha von Logau: "Nadzieja jest mocnym kosturem, a cierpliwość ubraniem podróżnym, z którymi wędruje się przez świat i grób do wieczności".
   Możemy więc powiedzieć, że nowożytna poezja niemiecka zrodziła się na Śląsku. Oczywiście, uprawiano poezję w Niemczech już od kilku wieków, ale w nieporadnych dialektach i do jej zrozumienia jest dziś potrzebny przekład lub przynajmniej słownik dawnych wyrazów, natomiast wiersze Opitza, Czepki i Silesiusa są zrozumiałe w oryginalnej formie. Odegrały one nie tylko znaczną, lecz nawet przewodnią rolę w literaturach niemieckiego obszaru językowego.
   Do grona wybitnych pisarzy związanych z Opitzem należał A. Gryphius, największy niemiecki dramaturg epoki barokowej. Urodził się w Głogowie. Miał smutne, a nawet ponure dzieciństwo, gdyż wyrastał jako sierota. Jego talent poetycki objawił się wcześnie. Już w szesnastym roku życia napisał obszerny wiersz łaciński "Herodis furiae et Rachelis lacryme" (Wściekłość Heroda i łzy Racheli), który opublikowano w Głogowie dwa lata później. Gryphius był wielki zarówno jako dramaturg, jak też jako liryk. Głęboko refleksyjne są jego pieśni religijne, jak choćby śpiewana dziś jeszcze w niemieckich kościołach "Die Herrlichkeit der Erde muss Rauch und Asche werden" (Wspaniałość Ziemi stanic się dymem i popiołem). W niektórych historycznych tragediach (np. w "Katarzynie z Gruzji") brał wzór z Josta van Vondela, renesansowego tragika niderlandzkiego. Gdy sięgał do współczesności, wtedy był bardziej oryginalny (np. w tragediach "Zamordowany Majestat" i "Karol Stuart"), ale zarazem i nieco stronniczy. Głównym utworem Gryphiusa i niewątpliwie także arcydziełem jest dramat muzyczny "Piastus". Za fabułę tego utworu posłużyła staropolska legenda o dwóch aniołach (wędrowcach), którzy gościli w chacie wiejskiej legendarnego Piasta.
   Do najbardziej osobliwych dzieł Gryphiusa należą utwory komediowe, stojące nieporównywalnie wyżej od jego tragedii, zwłaszcza dwa: "Pan Piotr Squentz" i "Horribilicribrifax" . Pierwszy stanowi pewnego rodzaju analogię do epizodów znanych ze "Snu nocy letniej" Szekspira, a drugi ośmiesza żołnierskich samochwalców, jakich po wojnie trzydziestoletniej sporo się namnożyło.

V. W kolejnym okresie, od 1763 do 1919 roku (tj. od traktatu pokojowego w Hubertusburgu aż do wybuchu pierwszego powstania śląskiego), też nie było żadnych polsko-niemieckich walk przygranicznych, mimo że Prusacy dali się mocno we znaki polskim Górnoślązakom. Wielu historyków określa pruskie panowanie jako "srogą politykę kolonialną". Ta polityka doprowadziła do powstania na Śląsku antypruskiego sojuszu polsko-niemieckiego, godnego rozważań z socjologicznego punktu widzenia, gdyż był to sojusz polskiego ludu z przedstawicielami niemieckiej inteligencji. Niemieccy pastorzy wyciągnęli jako pierwsi rękę do polskiego ludu, początkowo tylko w protestanckich okręgach (takich jak Brzeg, Syców, Twardogóra, Olesno, Namysłów i Kluczbork), a nieco później poszły za ich przykładem także okręgi katolickie. Z kilkudziesięciu niemieckich pastorów czynnych na Śląsku w pierwszej połowie osiemnastego wieku na szczególną pamięć i wdzięczność Ślązaków zasłużyli Johann Ernst Müllenheim, Adam Thuler, Christof Süssenbach i Georg Bock. W okresie wojen śląskich Fryderyka II niemiecki pastor Karl Gottlieb Wilhelm Weingang pisał i rozpowszechniał antypruskie paszkwile, w których dał się poznać jako śląsko-polski patriota.
   Epoka "burzy i naporu" nie znalazła na Śląsku większego oddźwięku, gdyż przypadła na okres wojen (napoleońskich) i na pierwsze dziesięciolecia panowania pruskiego. Goethe, najwybitniejszy przedstawiciel tej epoki, odbył wprawdzie w 1791 roku podróż na Górny Śląsk, ale w Tarnowskich Górach – ówczesnej stolicy górnośląskiego okręgu przemysłowego – gdzie podziwiał pierwszą wtedy w Niemczech nowoczesną maszynę parową produkcji angielskiej, napisał dość kontrowersyjny heksametr, który w przekładzie brzmi: "Z dala od wykształconych ludzi, na końcu Rzeszy, Kto wam pomaga odnajdywać skarby i je szczęśliwie wydobywać na światło dzienne? Tylko rozum i rzetelność pomagają. Oba te klucze prowadzą do skarbów, jakie ziemia ukrywa".
   Gdy Fryderyk II ogłosił antyśląskie ustawy, iście kolonialne, gdyż m.in. zabraniające przyjmowania do gimnazjów dzieci górnośląskich, wtedy znowu niemieccy pastorzy stali się pierwszymi obrońcami polskiego ludu. Pastor Johann Samuel Richter napisał w 1796 roku odważną książkę "Über den oberschlesischen Landsmann, als Menschen, Christen und Bürger betrachtet..." (O górnośląskim wieśniaku, jako o człowieku, chrześcijaninie i obywatelu), a pastor Wilhelm Pohl w 1801 roku wystąpił równie odważnie w książce "Der Oberschlesier verteidigt gegen seine Widersacher" (Górnoślązak broni się przed swoimi przeciwnikami). Mocno w obronie polskich Ślązaków wystąpił także Johann Gottlieb Schummcl, profesor uniwersytetu w Halle, który towarzyszył Goethemu w jego podróży na Śląsk, a następnie opublikował broszurę "Schummels Reise durch Schlcsien im Julius und August 1791" (Podróż Schummla przez Śląsk w lipcu i sierpniu 1791 roku). W broszurze tej autor przestrzega pruskich despotów przed skutkami nieuznawania polskości Górnoślązaków: "Nie wszczynajmy procesu przeciwko polskim Ślązakom; przed trybunałem historii przegramy go we wszystkich instancjach".

VI. U progu dziewiętnastego wieku zrodziły się nowe prądy filozoficzne, społeczne i literackie, które zapoczątkowały okres romantyzmu. Prądy te czerpały obficie ze źródeł epoki burzy i naporu. a głównie z dwóch dzieł sentymentalnych, mianowicie z "Cierpień młodego Wertera'' J.W. Goethego i "Nowej Heloizy" J.J. Rousseau. Jako "ostatni rycerz romantyzmu" zasłynął baron Joseph von Eichendorff (1788-1857), którego pieśni są nieustannie lubiane i śpiewane, zarówno przez ludzi niskiego, jak też wysokiego stanu. Poeta ten pochodził z Górnego Śląska. Urodził się w Łubowicach pod Raciborzem i wyrósł w środowisku polskim. Świadectwo ślubu jego rodziców zostało spisane – w lubowickim kościele – po polsku. Rodzina Eichendorffów była bardzo lubiana przez swoich polskich poddanych. Młody poeta i jego brat Wilhelm opanowali dobrze znajomość języka polskiego, powszechnego w ich środowisku rodzinnym, a ponadto uczyli się go także we wrocławskim gimnazjum, gdzie zarejestrowano ich jako utrakwistów (dwujęzycznych). W urzędowej (austriackiej) kartotece wojskowej Wilhelma podano, że jego macierzystym językiem jest język polski. J. Eichendorff zaręczył się w 1809 roku z Luizą Wiktorią Larisch, piękną córką górnośląskiego ziemianina, z którą w 1814 roku się ożenił. Rodzina Larischów należała do starego rodu szlacheckiego, który poniósł duże zasługi dla kulturowego rozwoju Śląska.
   Dwie okoliczności sprawiły, że Eichendorff nie miał łatwego życia w państwie pruskim: pochodzenie górnośląskie i katolickie wyznanie wiary. Pracował najpierw w regencji wrocławskiej na stanowisku referendarza, potem, od 1821 – na identycznym stanowisku w Gdańsku, od 1824 był radcą nadprezydentury w Królewcu, a od 1831 roku radcą ministerialnym w Berlinie, ale zawsze na kontraktach, a nie jako pracownik etatowy. Przeniesiony w 56. roku życia na emeryturę, nie otrzymał ani orderu, ani innego odznaczenia. Nie mógł z tego powodu ukryć swej goryczy, co jest odczuwalne w jego wierszu "Familienähnlichkeit" (Podobieństwo rodzinne). Pruska polityka narodowościowa, ostra i bezwzględna, wywołała u Eichendorffa stanowczy sprzeciw. Jako urzędnik wypowiedział się on zdecydowanie przeciwko uciskowi języka polskiego w Prusach Zachodnich, co przypomniał w 1988 roku kanclerz Helmut Kohl, przemawiając na uroczystości z okazji dwusetnej rocznicy urodzin poety: "Eichendorff i jego rodzeństwo opanowali również – rzecz sama przez się zrozumiała – język polski. Miękkość słowiańskich idiomów jest w melodii języka Eichendorffa wyczuwalnie utrwalona. [...] Będąc pruskim urzędnikiem, przeciwstawił on się swego czasu narzucaniu języka niemieckiego mówiącej po polsku ludności Prus Zachodnich. Wypowiedział się także przeciwko próbom zmuszania przez rząd berlińskiego i duchowieństwa katolickiego do posługiwania się językiem niemieckim, aby w ten sposób uzyskać większą lojalność wobec króla. [... ] Eichendorff nie był w żadnym wypadku prusko nastawiony – nie mógł być propruski z racji swego pochodzenia. [...] Jego wzrok sięgał poza narodowe granice."
   Poetycka wielkość Eichendorffa leży w jego utworach lirycznych. Nazwano je "najpiękniejszymi i najdojrzalszymi owocami romantyzmu". Wiele wierszy Elehendorffa - np. "Połamane koło młyńskie" i "Komu Bóg chce prawdziwą łaskę okazać" – stało się pieśniami ludowymi. Najbardziej wzruszają nas jednak te wiersze, które wyrażają głęboką tęsknotę za górnośląską ziemią rodzinną poety, jak np. "Na obczyźnie":
Z ojczystych stron ogniste łuny biją
Oraz chmury nadciągają.
Ale ojciec i matka już nie żyją
l ludzie mnie tam nie pamiętają.
Wkrótce, wkrótce nadejdzie ten cichy czas,
Gdy i ja spocznę, a nade mną
Tylko zaszumi pięknie samotny las
I tu mnie również zapomną.


   Niektóre kontemplacyjne strofki Eichendorffa brzmią jak modlitwa:
To, co chciałem, jest stracone,
Lecz, Panie, ja nie narzekam
I milczy me serce,
Ale daj sił, abym zniósł to,
Czego znosić nie chcę.


   Eichendorff pozostawał pod przemożnym wpływem swojej ziemi rodzinnej, którą dość wcześnie utracił. Po. śmierci swego ojca w 1818 roku śląskie dobra Eicheridorffów padły łupem wierzycieli, a w posiadaniu rodziny pozostały jedynie o wiele skromniejsze włości na Morawach. Poczucie więzi z górnośląską ojcowizną rozbrzmiewa różnymi głosami w lirykach Eichendorffa. W powieści "Przeczucie i współczesność" mówi on wprost: "Kto pragnie zrozumieć prawa poety, ten musi poznać jego ziemię ojczystą; na jej cichych pokładach wznosi się podstawowy ton, który potem we wszystkich jego księgach dźwięczy jak niewypowiedziana nostalgia".

VII. Już po kongresie wiedeńskim (1815) rozbudzało się w państwach niemieckich współczucie dla "szlachetnego narodu polskiego", ale dopiero z wybuchem powstania listopadowego w 1830 roku przekształciło się ono w szczerą sympatię. Cały dział literatury niemieckiej znany jako "Pieśni o Polsce" przeżywał wtedy swój rozkwit, a uświetniali go tacy poeci i myśliciele jak G. Herwegh, E. Ortlepp, J. Mosen, R.O. Spazicr, C. von Holtei, A. Grün, N. Lenau, A. von Platten, I. Uhland, J. Kerner, F. Grillparzer, Ch.N. Hebbel, O. Pfitzer, A. Chanuso, F. von Maltiz, J.A. Wirth i wielu innych. Wiersz Mosena "Die letzten Zehn vorn vierten Regiment" (Ostatnich dziesięciu z czwartego regimentu) stał się w przekładzie na język polski pieśnią ludową, znaną jako "Tysiąc walecznych opuszcza Warszawę". Na znanym wiecu zorganizowanym 27 maja 1832 roku w Hambach przyjęto następującą dewizę: "Bez wolności Polski nie ma niemieckiej wolności, bez wolności Polski nie ma trwałego pokoju".
   Znakomity wyraz sympatiom dla Polaków dał Carl von Holtei (1798-1880), śląski poeta urodzony we Wrocławiu. Był autorem dramatów i pieśni. Zaprzyjaźniony z wieloma Polakami we Wrocławiu, wystawił w tym mieście swój sceniczny utwór "Stanislaus oder die wunderbare Rettung" (Stanisław, czyli cudowne ocalenie). Dramat ten dotyczy uprowadzenia w 1771 roku polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Trzy lata później, w 1825 roku, odbyła się w Berlinie prapremiera dramatu muzycznego Holteia "Der alte Feldherr" (Stary dowódca). Dramat ten stał się popularny nie tyle dzięki fabule, ile dzięki zawartym w nim pieśniom, takim jak "Denkst du daran, mein tapferer Lagienka" (Czy wspominasz, dzielny Łacienko?) oraz "Fordere niemand mein Schicksal zu hörcn" (Nikt nie chce słyszeć o moim losie). Główną postacią dramatu jest polski bohater narodowy Tadeusz Kościuszko, przedstawiony jako "najszlachetniejszy męczennik wolności". Holtei identyfikował się z Polakami; najbardziej w wierszu "Der letztc Pole" (Ostatni Polak). Za ten wiersz został ostro zaatakowany przez swego dawnego przyjaciela Menzla. Holtei bronił się słowami, którymi ponownie wyraził głęboką cześć dla Kościuszki i narodu polskiego: "Tak, byłem pierwszy w Niemczech, który wystąpił z poetycką skargą w obronie Polaków. [...] Tak, mój panie, właśnie w tamtych czasach byłem wśród tych, którzy głosili pochwały, za które mnie pan oskarżasz. Wystąpiłem ze sztuką, która może jako dramat była słaba, ale oddziaływała przemożnie lirycznie rozbrzmiewającymi głosami serca; pieśniami swymi przewędrowała przez cały kraj i żyje dziś jeszcze, a na grobach moich polskich przyjaciół słychać echa jej strof, które śpiewałem ich największemu bohaterowi".
   Z około pięćdziesięciu sztuk teatralnych Holtera cały szereg długo cieszył się popularnością, a najdłużej dramat muzyczny "Lenora", wystawiony 1866 roku w Berlinie, na uroczystości powitania powracającej armii.

VIII. Nową fazę polsko-niemieckiego bratania się i zarazem nowe nadzieje na korzystne ukształtowanie przyszłości Europy wzbudziła rewolucja marcowa 1848 roku. Niemieccy studenci paradowali w krakowskich strojach ludowych, a polscy studenci uczestniczyli w niemieckich strażach obywatelskich, powoływanych dla strzeżenia majątku mieszkańców oraz dla utrzymania porządku. W Berlinie, Wrocławiu i innych miastach powiewały flagi biało-czerwone obok flag czarno-czerwono-złotych. J.A. Wirth stwierdzał: "Nigdy dotąd dwa narody nie były siebie bardziej godne, jak niemiecki i polski, nigdy dotąd nie zawarto między narodami piękniejszego i mocniejszego związku, jak między Niemcami i Polakami. Niechby on jeszcze najpóźniejszych naszych potomków uszczęśliwiał".

   Propolskie sympatie manifestowali: Thomas Gitzler, profesor prawa na Uniwersytecie Wrocławskim i opiekun polskich studentów; A.H. Hoffmann von Fallersleben, germanista, autor niemieckiego hymnu narodowego oraz miłośnik i tłumacz górnośląskich pieśni ludowych; a zwłaszcza profesor Richard Roeppel, wyśmienity historyk i badacz dziejów Polski. Do grupy tej należą także dwaj lekarze: dr Julius Roger, zbieracz i wydawca górnośląskich (tj. polskich) pieśni ludowych, oraz dr Felix Lorinser, broniący publicznie wysokich wartości moralnych ludu górnośląskiego. Z niemieckich arystokratów na wzmiankę zasługują hrabia Witt von Dörring, inicjator ruchu trzeźwości, i Karl von Koschützky, walczący o uznanie języka polskiego za język urzędowy na Górnym Śląsku. Najmniej przyjaciół miał lud górnośląski wśród urzędników państwowych, ale też się tacy trafiali. Chrystian Schemmel, burmistrz w Pszczynie, a później starosta (Landrat) w Oleśnie, był założycielem pierwszej na Górnym Śląsku gazety polskiej, mianowicie "Tygodnika Polskiego, Poświęconego Włościanom", wydawanego w Pszczynie od 1845 roku. Godnymi najwyższego szacunku są także dwaj regencyjni radcy szkolni w Opolu, ks. Franz Paul, a zwłaszcza jego następca ks. Bernard Bogedain, który po 1848 roku wprowadził język polski jako wykładowy do szkół elementarnych na Górnym Śląsku.
   W dziewiętnastym wieku nastąpił wielki rozwój literatury. Do najwybitniejszych osobistości wśród pisarzy śląskich należą po niemieckiej stronie, obok wymienionego już Eichendorffa, Gerhart Hauptmann, Karl Hauptmann i Gustav Freytag, a po stronie polskiej Józef Lompa, Norbert Bończyk i Konstanty Damrot. Z niemieckich pisarzy tylko Freytag wyrażał myśli antypolskie. Polscy pisarze, nawet wtedy gdy ostro zwalczali germanizację Śląska, byli zarazem przyjaciółmi niemieckiego ludu i kultury niemieckiej. Wszyscy pisali także niektóre wiersze, a nawet całe dzieła w języku niemieckim. Wincenty Ogrodziński, najlepszy dotąd znawca łacińskiej, polskiej, niemieckiej i czeskiej literatury na Śląsku, twierdził, że wśród inteligencji śląskiej były osoby, które czuły się równocześnie Niemcami i Polakami. Zgadzam się z tą oceną i dodaję do niej, że tylko my, Gómoślązacy, jesteśmy" w stanic to zrozumieć. Prawdziwi Niemcy oraz Polacy pozaśląskiego pochodzenia nigdy tego nie pojmą.

IX. Gerhart Hauptmann (1862-1946) podarował wprawdzie swoje sympatie – w przeciwieństwie do Eichendorffa – wyłącznie dolnośląskiemu ludowi, a więc Niemcom, ale to przecież byli Ślązacy, którzy wzbudzili jego litość. Dzieła Hauptmanna – dramat "Tkacze", niektóre opowiadania, powieści i wiersze – skierowały oczy Europy na nędzę, nieszczęścia i biedę Ślązaków, nieludzko uciskanych i wyzyskiwanych przez państwo pruskie. Podobny jak u Hauptmanna odruch współczucia wystąpił tylko w wierszu H. Heinego "Die schlesischen Weber" (Śląscy tkacze): "Oni siedzą przy krosnach i wyszczerzają zęby: Niemcy, my tkamy dla was całun, my wplatamy weń przekleństwo naszej fałszywej ojczyźnie". Swoje główne dzieło, dramat "Tkacze", Hauptmann napisał w dolnośląskim dialekcie i opublikował pod tytułem "De Waber". Później przetłumaczył je sam na język ogólnoniemiecki i dedykował swemu ojcu.
   Miłość do rodzinnych stron jest u Hauptmanna równic wielka jak u Eichendorffa, ale obrona uciśnionych jest jednak bardziej zdecydowana: ,,Większość tkaczy podobna jest do ludzi postawionych przed sądem i oczekujących w dręczącym napięciu na wyrok życia lub śmierci. Twarze ich są przygnębione jak u żebraków, którzy krocząc od upokorzenia do upokorzenia, czują, że są zaledwie tolerowani i dlatego kulą się, aby stać się o ile możności najmniejszymi. W rysach utrwaliły się ślady wielu rozpaczliwych myśli. Mężczyźni bardzo są do siebie podobni, na pół skarłowacieli, w większości o płaskiej piersi, kaszlący i wynędzniali, o brudnoszarej barwie twarzy; ludzie krosien, którym kolana powykrzywiały się od siedzącego trybu życia. Żony tkaczy na pierwszy rzut oka mało wykazują cech typowych; zniszczone, zaszczute, wycieńczone, w potarganych łachach – prezentują się gorzej od mężczyzn, którzy na zewnątrz przynajmniej mają w sobie jakąś żałosną godność; ubrania ich są połatane i lepiej utrzymane niż odzież kobiet. Dziewczyny nie są pozbawione wdzięku; cechuje je woskowa bladość, delikatna budowa, wypukłe, melancholijne oczy".
   W utworach Hauptmanna tkwi coś takiego, co wszyscy wrażliwi ludzie chętnie czytają, a co Polaków wręcz fascynuje. To chyba nie przypadek, że Krzysztof Penderecki, najwybitniejszy polski kompozytor dzisiejszych czasów, za libretto do swojej głośnej opery wziął "Czarną maskę" – dramat Hauptmanna. Ale też Hauptmannowi nie była obca polska kultura. Jego brat Karol przetłumaczył na język niemiecki niektóre dzieła Mickiewicza i Słowackiego oraz powieść "Chłopi" Reymonta. Obydwaj bracia utrzymywali dobre kontakty z przedstawicielami polskiej inteligencji.

X. Wszyscy polskojęzyczni pisarze Górnego Śląska byli prawowitymi synami ludu górnośląskiego. Nauczyciel Józef Lompa (1797-1863) to osobowość silna, człowiek z charakterem. Dał ludowi książkę. Temu ludowi, który dotąd książek nie czytał, a jeśli czytał, to najwyżej modlitewnik. Pisał w obydwu językach i był przez obydwie grupy ludowe na Górnym Śląsku czytany.
   Norbert Bończyk vel Bontzek (1837-1893), wzorowy kapłan, nazywany dzięki swoim utworom epickim "Homerem górnośląskim", urodził się w Miechowicach pod Bytomiem. Język niemiecki nie był jego mową ojczystą. Nauczył się go w pruskiej szkole, a nie w domu rodzinnym. Mimo to w tym języku wyśpiewał po mistrzowsku płomienną miłość młodzieńczą i najskrytsze nawet tajemnice swej duszy. Można więc powiedzieć, że ten język stał się dla niego mową serca. Do głębi wzrusza nas poeta, gdy dla wyższych celów (kapłańskich) wyrzeka się miłości, której tak bardzo pragnie. W polskim przekładzie brzmi to tak:
Dwie życzliwe mi gwiazdy
Świeciły z nieba pogodnego.
Lecz jakie odległe, odległe
I nieosiągalne jesteś, o niebo!


   Dwa swoje arcydzieła, eposy "Stary kościół miechowski" i "Górę Chełmską", napisał Bończyk w języku polskim. Polskiej sztuki poetyckiej uczył się głównie u Mickiewicza. Można więc rzec, że Bończyk jest przedstawicielem dwuwarstwowego kształtu kultury śląskiej. Kocha zarówno polską kulturę etniczną, wyniesioną z domu rodzinnego, jak też niemiecką kulturę książkową, wyuczoną w pruskiej szkole. Bończyk założył w Bytomiu, gdzie był proboszczem w kościele NMP, "Związek Alojzjanów". Na sztandarze tego związku wyhaftowano ułożony przez niego program:
Te, młodzieży, wznoś sztandary,
Broń języka, broń swej wiary.
Kto te ojców skarby spodli,
Darmo się do Boga modli.


   Konstanty Damrot vel Damroth (1841-1895) pochodził z Lublińca. Już jako student teologii we Wrocławiu opublikował tomik swoich wierszy pt. "Wianek z Górnego Śląska". Był kapłanem w służbie państwowej. Chociaż wszystkie swoje wiersze napisał wyłącznie w języku polskim, to i on reprezentuje dwuwarstwowe oblicze kultury śląskiej. Rozprawy naukowe ogłaszał przeważnie w języku niemieckim, np. "Katechetik oder Methodik des Religionsunterrichtes" (Katechetyka i metodyka nauczania religii) oraz "Die älteren Ortsnamen Schlesiens, ihre Entstehung und Bedeutung" (Dawne nazwy miejscowe na Śląsku, ich powstanie i znaczenie). Przez 25 lat pełnił Damrot funkcje pruskiego urzędnika państwowego, na stanowisku dyrektora seminarium nauczycielskiego i zarazem inspektora szkolnego w Kościerzynie na Pomorzu. Ostatnie dwa lata spędził jako dyrektor seminarium nauczycielskiego w Opolu i Prószkowie. Odchodząc na emeryturę, został udekorowany Orderem Czerwonego Orła. Był lojalnym urzędnikiem pruskim o wysokiej polskiej świadomości narodowej. Jak mało kto odczuwał tragedię Górnego Śląska i poniżenie swoich ziomków w państwie pruskim. Najpełniejszy wyraz tym swoim odczuciom dał w wierszu "Moja ojczyzna".
   W dzisiejszych czasach zaistniała możliwość rozwijania polsko-niemieckich stosunków w zakresie kultury, a częściowo także polityki, w duchu wzajemnego zrozumienia, równości i przyjaźni. Bardzo ciekawe przeobrażenia dokonały się w sferze myślenia wielu przedstawicieli inteligencji niemieckiej. Z określonych powodów interesuje mnie najbardziej Horst Bienek, mój krajan, Górnoślązak pochodzący z Gliwic, jedyny pisarz śląsko-niemiecki powojennego okresu, który zdobył międzynarodowy rozgłos. Kiedy uzyskał już niemałe uznanie, wtedy poczuł równocześnie swoje duchowe rozdwojenie, albo dokładniej mówiąc – swoją etniczną dwuwarstwowość. Zaczął szukać na Śląsku korzeni swojego słowiańskiego archetypu i był dumny z ich posiadania. Żaden inny pisarz nie pokazał lepiej tej podwójnej warstwy kulturowej Śląska. Szkoda, że Bienek nie znał języka polskiego. Aż się prosi porównanie H. Bienka z G. Grassem i S. Lenzem. Grassa nazywają w Gdańsku, zwłaszcza wśród Kaszubów, "naszym Grassem", podobnie jak Lenza nazywają Mazurzy "naszym Lenzem". Wierzę, że i Bienek doczeka się na Śląsku określenia "nasz Bienek".
   Na zakończenie chciałbym jeszcze, nie bez dumy, wspomnieć, że 10 laureatów Nagrody Nobla urodziło się na Śląsku: Paul Ehrlich (medycyna 1908), Gerhart Hauptmann (literatura 1912), Fritz Haber (chemia 1918), Friedrich Bergius (chemia 1931), Otto Stern (fizyka 1943), Max Born (fizyka 1945), Kurt Alder (chemia 1950), Marie Goeppert-Mayer (fizyka 1963), Konrad Bloch (medycyna 1964) i Kurt Selten (demografia 1993). Wszyscy wymienieni, oprócz prof. Seltena, studiowali na Uniwersytecie Wrocławskim lub byli jego profesorami. Dalszych czterech noblistów, nie urodzonych na Śląsku, było profesorami Uniwersytetu Wrocławskiego: Teodor Mommsen (literatura 1902), Philipp Lenard (fizvka 1905), Eduard Buchner (chemia 1907) i Erwin Schrödinger (fizyka 1933).

■ Franciszek Antoni Marek – rozszerzona wersja wykładu wygłoszonego 11 lutego 2010 r. w Duszpasterstwie Ludzi Pracy ’90; powyższy tekst został opublikowany w: „Posłańcy nadziei i pojednania na Śląsku” (red. Manfred Gerwinat, Racibórz 2008, wydanie II).

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl