Święty Jacek i inni wielcy Odrowążowie

Ród Odrowążów
   Święty Jacek, pochodził z zacnego i niezmiernie zasłużonego dla Polski i dla Kościoła rodu Odrowążów-Kontskich (lub Kąckich). W polskiej historiografii, także w herbarzu Kacpra Niesieckiego, nazwisko tego rodu figuruje pod błędnym zapisem: Odrowąż-Koński. Według legendy Odrowążowie mieli przybyć do Polski z Czech, towarzysząc Dąbrówce, pierwszej żonie Mieszka I. W dokumentach pisanych pojawiają się po raz pierwszy około 1070 roku. Legenda o ich czeskim pochodzeniu jest na pewno pomyłką. Śląsk należał pierwotnie do Czech i dopiero w 986 roku został włączony do państwa polskiego, dlatego śląskie pochodzenie utożsamiano z pochodzeniem czeskim.
   W sąsiedztwie Gogolina leżą cztery miejscowości związane z tym rodem: Odrowąż, Kąty i Otmęt, które graniczą ze sobą, oraz odległy od nich o około 10 km (w linii prostej) Kamień. Od pierwszych dwóch miejscowości pochodzi nazwa rodu Odrowąż-Kątski. Siedem warownych grodów i zamków obronnych strzegło w tym regionie południowych rubieży Polski już w okresie wczesnopiastowskim. Wzdłuż Odry: kasztelański gród Koźle, rycerski zamek w Otmęcie i książęcy gród Opole; po lewej stronie Odry grody rycerskie w Głogówku i Chrzelicach oraz po prawej stronie Odry grody w Strzelcach i Kamieniu. Najstarszymi znanymi nam właścicielami Otmętu była rycerska rodzina Strzałów, będąca na usługach Odrowążów, w przyszłości z nimi skoligacona. Przypuszczam, że pierwotnie Odrowążowie byli rezydentami Otmętu, a awansując w hierarchii feudalnej pozostawili w nim Strzałów, zaś sami przenieśli się do swej nowej siedziby w Kamieniu, bezpieczniejszej, gdyż bardziej odległej od granicy z Czechami. Gród w Kamieniu, wymieniony dwukrotnie w "Kronice Polskiej" Galla Anonima, musiał być dość okazały, skoro Bolesław Krzywousty wybrał go na swój dłuższy pobyt na Śląsku, dokąd przybył około 1104 roku dla dopilnowania odbudowy spalonego grodu Koźle.
   Odrowążowie należeli obok Zarębów, Gryfitów i Łabędziów do najstarszych i najznakomitszych polskich rodów rycerskich. Można ich nazwać ojcami chrzestnymi państwa polskiego, gdyż byli sojusznikami Piastów w ich dziele jednoczenia plemion lechickich. Służyli wyłącznie polskim królom. Na widowni dziejowej pojawia się najwcześniej Iwo Odrowąż, późniejszy biskup Krakowa i kanclerz Leszka Białego. Już jako student uniwersytetu w Bolonii (pod koniec XII w.) nie wstąpił, jak Polacy z Małopolski i Wielkopolski, do nacji germańskiej, lecz założył pierwszą nację polską i został jej przewodniczącym. Później, jako biskup krakowski i kanclerz Leszka Białego, prowadził wszechstronną i dobrze przemyślaną politykę, mającą na celu wewnętrzne i zewnętrzne umocnienie Polski. A pamiętajmy, że Polska w następstwie rozbicia dzielnicowego, najazdu Tatarów i destrukcyjnych knowań sąsiadów znajdowała się wtedy w katastrofalnym położeniu. To z inicjatywy Iwona rozpoczęli w Polsce zbawienną działalność dominikanie, opierający się nie na zakonnikach obcego pochodzenia, lecz na rodzimych, polskich. On ufundował kościół Trójcy Świętej w Krakowie, a po przekazaniu go w 1223 roku dominikanom, także słynny kościół Mariacki, przy którym założył pierwszą w tym mieście szkołę parafialną. Zgromadził też najstarszy w Polsce księgozbiór prywatny, liczący 41 tytułów, co w tamtych czasach było wielkością pokaźną. Inkunabuły były bowiem w Polsce bardzo drogie. Jedna księga rękopiśmienna kosztowała wtedy tyle, ile kosztował przeciętny folwark. Na dokumentach podpisywał się dumnie, także za granicą: ego Ivo, divina miseratione cancellarius Poloniae, choć Leszek Biały nie sprawował władzy zwierzchniej nad innymi książętami.
   W kręgu biskupa Odrowąża działali zasłużeni dla Polski koryfeusze śląskiego pochodzenia: jego siostra norbertanka Gertruda, bratanek św. Jacek i jego siostra bł. Bronisława, a także dalszy krewny bł. Czesław oraz kanonik Wincenty z Kielczy. Z Odrowążów pochodził także bp Jan Prandota, następca Iwona na stolicy krakowskiej. Historyk Feliks Koneczny zapewne gloryfikował nadmiernie wszystko, co polskie, ale nie można odmówić mu racji, gdy pisze: "Ród Odrowążów wyróżniał się zamiłowaniem do nauki [...]. Oto Kadłubek i ci trzej [Iwo, Jacek i Czesław] to szczyty, wierzchołki najwyższej ówczesnej inteligencji polskiej, to uczeni kształceni we Włoszech, to wielcy panowie, Europejczycy znający dwór papieski, a na dwory książęce piastowskie patrzący krytycznie". Ks. dr Franciszek Grabelus, rodem z Kamienia, w książeczce "Kult św. Jacka w Kamieniu Śląskim" (Opole 1998), zauważył, że "Źródła nie przekazały nam jakichkolwiek informacji, by ród Odrowążów był obciążony jakimiś zbrodniami czy brał udział w walkach dynastycznych. Wręcz przeciwnie, o duchu chrześcijańskim, ożywiającym cały ród Odrowążów świadczą liczne jego fundacje, ale jeszcze bardziej liczne powołania do służby Bożej, i to jednostek wybitnych". Rzeczywiście, nie tylko wśród Ponińskich, Rzewuskich, Branickich i Potockich spotykamy targowiczan i zdrajców, ale nawet wśród Radziwiłłów, Poniatowskich, Krasińskich i Czartoryskich trafiają się tacy, natomiast nie znajdziemy ani jednego zaprzańca i sprzedawczyka wśród Odrowążów, a jest to ród dziś jeszcze w Polsce bardzo liczny. Wierność Bogu i Ojczyźnie – Deo et Patriae – była i jest dewizą Odrowążów. Na przestrzeni dziejów ród ten wydał co najmniej kilkudziesięciu wybitnych, zasłużonych dla narodu, państwa i Kościoła osobistości. Tylko na jednym dokumencie z 1462 roku, potwierdzającym fundację uczynioną przez bpa Iwona Odrowąża na rzecz cystersów, figurują podpisy kilkunastu wtedy żyjących Odrowążów, wśród których są m.in.: arcybiskup i prymas Polski, biskup rzeszowski, palatyn lwowski i wielkorządca Rusi (Podole i Ruś otrzymał od Jagiełły Piotr Odrowąż za męstwo w bitwie pod Grunwaldem), jeden podskarbi królestwa, kilku wojewodów, kasztelanów i wielu innych dostojników.
   Możni tego świata, zarówno świeccy jak też duchowni, podróżują zazwyczaj do możniejszych od siebie – do książąt, biskupów, cesarza i papieża – aby wyżebrać dla siebie jakieś beneficja, tytuły, godności i zaszczyty, a Iwo Odrowąż wybrał się między 1217, a 1220 rokiem do Rzymu po to, by uprosić papieża Honoriusza III o cofnięcie swej nominacji na arcybiskupstwo gnieźnieńskie po śmierci bpa Henryka Kietlicza. Później złożył także swoją godność biskupa krakowskiego i zamknął się w zaciszu życia klasztornego. Skłonność do ascezy nie zamykała mu jednak oczu na sprawy wagi państwowej i kościelnej.
[image]

Lux ex Silesia
   Polska była w X wieku jednoczona odgórnie, przez silnych Piastów w oparciu o plemię Polan, a w okresie rozbicia dzielnicowego zaczęła się jednoczyć oddolnie, właśnie dzięki Odrowążom i kaznodziejom dominikańskim, którzy wygłaszali kazania nie tylko religijne, ale i patriotyczne. Celom jedności państwa i Kościoła była podporządkowana twórczość Wincentego z Kielczy. Ten utalentowany poeta i kompozytor był w orszaku św. Jacka, jaki towarzyszył Iwonowi w jego podróży do Rzymu. Był później także przeorem dominikanów w Raciborzu.
   Odrowążowie doprowadzili do kanonizacji Stanisława, biskupa męczennika. Autorem jego żywota, opracowanego na zlecenie Rzymu (a wcześniej na zlecenie Odrowążów), został nasz Wincenty z Kielczy. Są dwa żywoty bpa Stanisława, żywot mniejszy, który wysłany został do Rzymu, oraz żywot większy, stanowiący źródło wiedzy i myśli do kazań polskich dominikanów. Narodowa intencja tego żywota jest następująca: tak jak zrosło się bez blizn ciało świętego biskupa, tak też za jego wstawiennictwem, jako patrona Polski, zrośnie się (zjednoczy) to święte królestwo polskie. Odrowążowie przechytrzyli naszych wrogów, którzy zabójstwem św. Stanisława uzasadniali swe grabieżcze najazdy na Polskę, jako na kraj rzekomo pogański (mordujący kapłanów). Odrowążowie, posługując się tym samym materiałem, wytrącili wrogom ich antypolskie argumenty. Wincenty z Kielczy jest pierwszym znanym nam polskim poetą i kompozytorem. Oprócz dzieł historycznych napisał wiersze: "Dies adest celebris", "Laeta mundus", "Jesu Christe, rex superne" oraz dostojny hymn "Gaude mater Polonia", do dziś śpiewany przez chóry przy szczególnie podniosłych uroczystościach wagi państwowej. Nie ulega wątpliwości, że Wincenty wyrósł jako kapłan, poeta i patriota pod opiekuńczymi skrzydłami Odrowążów, do których był niezmiernie przywiązany. To on przywiózł do kraju zwłoki zmarłego w Modenie bpa Iwona. Kielcza, z której pochodził Wincenty, stanowiła lenną własność Odrowążów.
   Zdaniem historyka Henryka Barycza, wnikliwego badacza i znawcy dziejów kultury narodowej, każdy region polski wniósł coś trwałego w dzieło budowy naszego państwa: "Można powiedzieć, że jeśli Wielkopolska dała narodowi organizację państwową, Małopolska język literacki, a Mazowsze pierwszorzędny, prężny żywioł kolonizatorsko-pionierski, to Śląsk – wyższe formy życia cywilizacyjnego i wielki wkład pracy duchowej ...". Dodajmy do tego: To głównie dzięki Odrowążom mówiło się w Polsce, zwłaszcza w Krakowie: Lux ex Silesia - światło ze Śląska.

Życie i dzieło Świętego
   Arcybiskup wrocławski Henryk Förster napisał w przedmowie do „Pięciu kazań o chrześcijańskiej rodzinie": "Św. Jacek, ten dzielny apostoł północy, był Ślązakiem urodzonym w Kamieniu. Jego grób znajduje się w Krakowie. Paryż ma część jego relikwii, które przechowuje się w kościele dominikańskim przy ul. St. Honoré. My nie posiadamy po nim nic. Wielu nie zna nawet jego imienia, tylko nieliczni znają jego miejsce urodzenia". Ta myśl ciągle jeszcze zachowuje coś ze swojej aktualności, choć jest już dużo lepiej, niż było sto lat temu, kiedy ją wypowiadano. W Katowicach św. Jacek patronuje archidiecezji i metropolii, zdobi swoim imieniem zasłużoną już księgarnię wydawniczą i był patronem Prywatnego Gimnazjum i Liceum Katolickiego im. św. Jacka w Katowicach. Wszystko to jest jednak ciągle zbyt mało w porównaniu z wielkością św. Jacka, którego popularność w zachodniej Europie jest znacznie większa niż w jego ojczyźnie i stale wzrasta.
   Abraham Brzozowski podaje rok 1183 jako rok urodzenia św. Jacka, ale chyba się myli. Bulla kanonizacyjna papieża Klemensa VIII, z 1594 roku mówi, że św. Jacek urodził się "przed Rokiem Pańskim 1200". Data śmierci św. Jacka jest dokładnie znana: "zasnął w Panu 15 sierpnia Roku Pańskiego 1257".
   Najstarszy życiorys św. Jacka został napisany w sto lat po jego śmierci przez krakowskiego lektora Stanisława pt. "Życie i cuda św. Jacka", ale najprawdopodobniej opierał się nie tylko na przekazach ustnych, lecz także na dawniejszych zapiskach. Miejsce urodzenia św. Jacka wymienione jest w związku z cudownym uzdrowieniem Przybysławy, żony rycerza Jakuba de terra Opolensy, który był rodzonym bratem Jaczcho. Imię Przybysławy, cytowane w niektórych publikacjach jako "Przeczysława", w "Monumenta Poloniae Historicae" występuje w takim zapisie: domina Pribislava uxor militis domini Jacobi de terra Opoliensi, fratris uterini viri Jazchonis de villa quae dicitur vulgariter Camen.
   Święty Jacek do Włoch pojechał przed 1220 r., razem ze swym stryjem Iwonem oraz krewnym błogosławionym Czesławem, Wincentym z Kielczy i grupką innych młodzieńców, późniejszych dominikanów. Ze św. Dominikiem spotkali się wszyscy prawdopodobnie już na uniwersytecie w Bolonii. Nie wiemy, czy św. Jacek odbył całe studia, ani jakie wykształcenie odebrał na rodzinnym Śląsku. Jedni podają, że studiował w Bolonii i Paryżu, inni, że nauki pobierał w Krakowie, a mnie się wydaje, że mógł zdobyć niezłe wykształcenie na Śląsku. Szkoła katedralna we Wrocławiu, zorganizowana przez światłego biskupa Janika Gryfitę (1146-1149) miała jako jedyna w Polsce stopień wyższy zwany quadrivium, i najwcześniej nauczano w niej także teologii i prawa kanonicznego. Ukończenie takiej szkoły wystarczało do przyjęcia święceń kapłańskich. Nie wiemy jednak czy św. Jacek pojechał do Rzymu już jako kapłan, czy dopiero tam przyjął świecenia, ale niespełna roczny pobyt we Włoszech wystarczył mu do odbycia nowicjatu i złożenia ślubów zakonnych.
   Do grona św. Jacka od samego początku należeli, obok bł. Czesława, bł. Wit, Sadok, Morawianin Henryk i Niemiec Herman. W powrotnej drodze z Rzymu, odbytej pieszo, ci młodzi dominikanie, którym przewodził św. Jacek, założyli klasztor w Pradze, a w mieście Freising (Fryzak) doprowadzili w przeciągu pół roku do wybudowania klasztoru i kościoła, czym zyskali powszechny podziw i uznanie w Europie. Każdy z nich poszedł w innym kierunku, ale dla tej samej idei. Dokonali dzieła wręcz niewyobrażalnego pod względem wielkości i rozmachu. W 1277 roku (dwadzieścia lat po śmierci św. Jacka) zakon dominikanów posiadał już 404 klasztory. Prowincja polska, którą budował św. Jacek, liczyła 53 klasztory, a przy każdym z nich istniała szkoła teologiczna. Budowę tego dzieła przerwał najazd tatarski. Jacek musiał uciekać z Kijowa, a po zniszczeniach spowodowanych najazdem, stanął wobec konieczności zaczynania wszystkiego od nowa, w gorszych niż uprzednio warunkach.
   Chyba nieprzypadkowo obszar najbardziej aktywnej działalności św. Jacka pokrywa się z granicami monarchii Bolesława Chrobrego. Najpierw umocnił Jacek macierzysty klasztor w Krakowie. Klasztor ten był siedzibą władz prowincji zakonu dominikańskiego. Ponieważ pierwsza grupa apostolska wyruszyła stąd po trzech latach, to można przyjąć, że tak długo trwała nauka szkolna wraz z nowicjatem. Główne ośrodki utworzył we Wrocławiu (dla diecezji śląskiej), Płocku (dla diecezji mazowieckiej), Kamieniu Pomorskim (dla zachodniego Pomorza), Gdańsku (dla wschodniego Pomorza), a ponadto w Sandomierzu, Poznaniu, Ołomuńcu, Chełmnie i Elblągu.
   Działalność apostolska św. Jacka była zarazem polityczną metodą nawracania i jednoczenia, a nie podbijania sąsiednich, słabszych narodów, dlatego nie dziwi nas to, że św. Jacek, a także inni Odrowążowie, mieli ostre zatargi z Krzyżakami.

Nie panować nad drugim człowiekiem
   Dotykamy sprawy najistotniejszej. Historycy dominikanie (Kłoczowski, Kielar, Spiesz) mówią o politycznej metodzie św. Jacka. Sprawa ma szerszy wymiar historyczny i moralny. Już w VIII w. przyjęły się w Kościele dwie metody nawracania pogan: metoda karolińska (zwana u nas teutońską), polegająca na sojuszu krzyża z mieczem oraz metoda słowiańska, ukształtowana przez biskupów Metodego i Cyryla, nawiązująca do tradycji pierwszych apostołów i oparta na ewangelicznej łagodności. Są to metody całkowicie przeciwstawne, a nawet wykluczające się nawzajem, ale one się razem obok siebie trzymały długo. Metodę słowiańską przyjął św. Wojciech, a po nim właśnie Odrowążowie. List Leszka Białego do papieża, w którym książę, powołując się na naukę Chrystusa, odmawia zaostrzenia zalecanych mu sankcji wobec Prusaków, jest tu bardzo wymownym przykładem rozbieżności w metodach postępowania, a nie ulega wątpliwości, że autorem tego listu i jego myśli przewodniej był bp Iwo Odrowąż.
   Niesłychanie ważnym wydarzeniem było ogłoszenie przez papieża Jana Pawła II świętych Metodego i Cyryla patronami Europy, na równi z Benedyktem z Nursji, gdyż stanowi to formalne – doktrynalne – wywyższenie drogi ewangelizacji rezygnującej z przemocy. Papież miał świadomość wagi tego wydarzenia. W Lublinie, 9 czerwca 1987, powiedział: "Z tego wymiaru zdawałem sobie sprawę, gdy idąc za wzorem Pawła VI, który ogłosił patronem Europy świętego Benedykta, widziałem konieczność rozszerzenia tego patronatu o dwie inne postaci: Apostołów Słowian, świętych braci sołuńskich, Cyryla i Metodego".
   Św. Jacek wyprzedził praktycznym działaniem doktrynę, która ma również polski rodowód, a sformułowana została w Krakowie w początkach XV wieku, zwłaszcza w dziełach Stanisława ze Skarbimierza, pierwszego rektora odnowionego Uniwersytetu Krakowskiego, pt. "De bellis iustis" oraz w dziele Pawła Włodkowica "Tractatus de potestate papae et imperatoris infidelium". Zdumiało mnie swego czasu, że Papież, podczas pierwszej wizyty w Polsce cytował z pamięci fragmenty traktatu Włodkowica. Widocznie długo rozważał ten problem.
   Dla mnie najważniejszy-w tym wszystkim jest ogólnonarodowy, europejski oraz ogólnoludzki wymiar spraw regionalnych. Odrowążowie, Ślązacy, tworzą uniwersalne wartości o charakterze ogólnoludzkim, a św. Jacek, skromny (bez pozy) zakonnik, staje się najważniejszym autorytetem moralnym swoich czasów.
   Skromność św. Jacka skłoniła do zadumy tęgi umysł ks. prof. Mieczysława Krąpca: "Jacek Odrowąż, polski święty, bardziej chyba znany za granicami ojczyzny, niż we własnym kraju, to człowiek interesujący. Jacek nigdy nie rządził, nigdy nie przewodził administracyjnie żadnej społeczności, wolał rozwijać w sobie wartości intelektualne i emocjonalne. W tym względzie przypomina apostołów a nawet Mistrza, który chciał, by doktryna Ewangelii nie rozszerzała się poprzez przemoc, poprzez trybunały sądowe i administracyjne, poprzez same tylko nakazy i zakazy prawne. [...] Zrezygnował Jacek z godności kanonika (i w konsekwencji prawdopodobnie biskupa krakowskiego) i nigdy nie przyjął innych", aby nie panować nad drugim człowiekiem. Posługiwał się "środkami ubogimi": prawdą i miłością. Elementy humanizmu, które tworzył, czynią go prekursorem i współtwórcą tego wielkiego prądu umysłowego i moralnego.
   Był kaznodzieją wędrownym. Tradycja takich kaznodziejów była na Śląsku bardzo trwała i pozwoliła ludowi śląskiemu przetrwać najcięższe czasy pruskiej sekularyzacji i germanizacji. W XIX wieku prości kaznodzieje ludowi uczyli się na pamięć kazań o. S. Męcińskiego, byłego przeora na Górze św. Anny, wydanych dla tego celu przez drukarza Jura w Raciborzu i wygłaszali je oprowadzając pielgrzymki po kalwarii annagórskiej pod nieobecność zakonników, których władze niemieckie wypędziły w okresie sekularyzacji.
[image]

Odnowił oblicze polskiej ziemi
   W dzisiejszych kazaniach, nazywanych z cudzoziemska homiliami, zbyt mocno podkreśla się "europejskość" św. Jacka i Odrowążów, a przemilcza się, że byli oni zawsze gorącymi patriotami polskimi. Podążali do Krakowa dlatego, gdyż byli przekonani, że w senioralnej stolicy uda im się skuteczniej niż na Śląsku zabiegać o zjednoczenie Polski. Jako gorliwi kapłani i adherenci kultury łacińskiej potrafili lepiej niż inni łączyć umiłowanie ojczyzny z uniwersalizmem Kościoła i wartościami ogólnoludzkimi, zwłaszcza że poczucie tożsamości narodowej było u nich tak wielkie, jak wyznanie wiary chrześcijańskiej. Te ich zalety były znane i doceniane nie tylko w Polsce, lecz także w Europie, ale obce władze na Śląsku dostrzec ich nie chciały. Trafnie zauważył ks. prof. Kazimierz Dola, że kanonizacja bł. Jacka dokonała się "nie staraniem śląskich środowisk kościelnych, ale episkopatu polskiego, polskiego dworu królewskiego i zakonu dominikańskiego". Papież Klemens VIII, który wcześniej jako nuncjusz apostolski w Polsce odbył podróż do Kamienia, jednak żadnych uprzedzeń nie miał i kanonizował w 1594 roku św. Jacka nie jako człowieka bezpaństwowego i beznarodowego, lecz jako Polaka. Już w pierwszym zdaniu bulli kanonizacyjnej napisał: "Urodził się bł. Jacek w Polsce", a następnie proklamował dobitnie i wyraźnie: "ogłaszamy, że błogosławionej pamięci Jacek, Polak z Zakonu Kaznodziejskiego jest święty i winien być wpisany do katalogu świętych, co też niniejszym stanowimy, decydujemy i wpisujemy".
   Bardzo wysoko oceniono zasługi Odrowążów, a zwłaszcza św. Jacka, poniesione dla Polski. Marcin Bielski ozdobił swoją "Kronikę Świata" (1564) wspaniałym drzeworytem, przedstawiającym Orła Królestwa Polskiego, na którego rozpostartych skrzydłach umieszczono 24 herby (na każdym piórze jeden) ziem polskich, łącznie z herbami śląskimi, a na piersi, w centrum ilustracji, herb Odrowążów. Na sercu Orła Białego, godle Królestwa Polskiego, umieszczono więc nie herby rodów królewskich i książęcych, lecz herb Odrowążów. Żaden inny ród kanclerski nie dostąpił tak zaszczytnego wyróżnienia. Ilustracja ta była kilkakrotnie wznawiana. W 1579 roku zamieścił ją Joachim Bielski w "Kronice Polskiej", a jeszcze w 1687 roku powtórzył ją Dominik Frydrychowicz w publikacji "S. Hyacintus Regni Poloniae Patronus" (Cracov). T. Steckiel wzbogacił ilustrację "rozmową" św. Jacka z Matką Boską oraz licznymi polskimi herbami dynastii królewskiej i rodów szlacheckich. Zespala ona wiele wątków, dobranych na cześć Polski, rodu Odrowążów i św. Jacka.
   Duże wyczucie wielkości św. Jacka miał prymas Stefan Wyszyński: "On zapewne politykiem nie był, był apostołem", ale "Odnowił oblicze polskiej ziemi" i sprawił, że "Polska stała się ośrodkiem ciążenia okolicznych sąsiedzkich narodów ...".
   Zwróćmy uwagę na najważniejszą myśl wielkiego prymasa: "Przyszedł Polak do Rzymu i zobaczył, czemu Rzym choruje. Choruje od złota, od żądzy złota, choruje od przerostu władzy, choruje od nadmiaru dobrobytu. Trzeba więc chronić przed tym nieszczęściem, trzeba przyjść do dalekiej polskiej ziemi i powiedzieć jej, że ponad to wszystko, ponad złoto, ponad pieniądz [...] jest miłość. Co z Rzymu można dobrego przywieźć? Właśnie przywiózł to, co uratowało Naród nasz od zniemczenia". Zagrożenie dzisiejszej Polski, a zwłaszcza Śląska, blichtrem zachodniego bogactwa materialnego, które idzie w parze z ubóstwem ducha, stanowi może większe niebezpieczeństwo od tego, które niszczyło Polskę w trzynastym wieku. Potrzebny jest nowy św. Jacek dla ocalenia Śląska i "odnowienia oblicza polskiej ziemi".
   Uważam Świętego Jacka za najwybitniejszego Polaka pierwszego pięćsetlecia dziejów Polski. Drugie pięćsetlecie otwiera Mikołaj Kopernik, a zamyka papież Jan Paweł II. Jako wychowanek Gimnazjum i Liceum im. Św. Jacka, jestem dumny z tego, że moja Szkoła miała tak wspaniałego patrona.

■ Franciszek Antoni Marek – wykład wygłoszony 30.01.2017.; powyższy tekst został opublikowany w książce: „Samodzielnie myśleć i wybierać. Dzieje Prywatnego Gimnazjum i Liceum Katolickiego im. św. Jacka w Katowicach 1935-1950” (red. J. Skwara), Katowice 2002

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl