Wojsko wyrżnięte, głowa ścięta

   Jeśli macie wolny weekend, ruszajcie na pole bitwy pod Legnicą. Henrykowi Pobożnemu należy się wsparcie. 776 lat temu stracił głowę, ale zyskał nieśmiertelną sławę. A my możemy mieć wkrótce nowego świętego.

[image]Oblężenie Legnicy przez Mongołów. Miniatura z Legendy obrazowej o św. Jadwidze z 1353 r.


   O samej bitwie wiemy na pewno, że miała miejsce 9 kwietnia 1241 r. w okolicy Legnicy oraz że książę Henryk i jego rycerze zginęli. W miejscu, gdzie według legendy znaleziono ciało wodza i pogrzebano jego wojów, czyli we wsi Legnickie Pole (około 10 km za Legnicą), wystawiono kaplicę, a później gotycki kościółek pw. św. Trójcy. Opiekowali się nim benedyktyni, którzy prawie 500 lat później wznieśli w sąsiedztwie klasztor i wspaniałą barokową świątynię, będącą pomnikiem chwały obrońców wiary chrześcijańskiej.
   Jest co oglądać i nad czym dumać, bo w byłym kościele św. Trójcy urządzono muzeum bitwy (w soboty wstęp bezpłatny), o której niemal każdy słyszał i która wciąż porusza wyobraźnię. Ale trudno, żeby nie poruszała, skoro Mongołowie wojska księcia Henryka Pobożnego zagazowali, a potem wywieźli z Legnickiego Pola dziewięć worków chrześcijańskich uszu, a polskiemu władcy obcięli głowę i popędzili podbijać Węgry.
   Tak przynajmniej fantazjowali kronikarze i artyści, poruszeni wizją konfrontacji chrześcijańskiej Europy z hordą okrutnych barbarzyńców. Ambasador Mongolii sumitował się wprawdzie na obchodach 750-lecia bitwy, „co za różnica, kto wygrał, kto przegrał, ważne, że się spotkaliśmy”, ale nie da się ukryć, że chrześcijańscy rycerze ponieśli sromotną klęskę. Nie pierwszą i nie ostatnią w starciu z Mongołami (zwanymi też Tatarami), którzy okazali się największymi zdobywcami w historii.

Niech jego żony płaczą
   Jeszcze na początku XII w. byli rozproszonym pasterskim ludem, toczącym walki z innymi plemionami. Człowiekiem, który ich zjednoczył, był Temudżyn, w 1206 r. wybrany na Czyngis-chana, czyli władcę świata. Swoich dowódców przekonywał, że „największym szczęściem jest ścigać i pokonać wroga, zagarnąć jego własność, sprawić, że jego żony będą łkać i biadać, użyć ciał jego kobiet jako nocnych okryć i poduszek”.
   Mongołowie panowali nad największym imperium lądowym, jakie kiedykolwiek istniało. W przyszłości jedynie Wielka Brytania z kolonialnymi posiadłościami mogła się z nim równać. Spadali jak szarańcza, zostawiając trupy i zgliszcza. Podbili Chiny, Birmę, Wietnam, Koreę, zajęli Chorezm, Kaukaz, Mezopotamię. W końcu sięgnęli po Europę, wybijając w 1223 r. armię książąt ruskich oraz stepowych Połowców w wielkiej bitwie nad rzeką Kałką.
   Była to zaledwie zapowiedź tego, co już wkrótce miało spotkać Ruś i sąsiadujące z nią kraje. „Poczuliśmy na sobie srogość Boga Naszego” – pisał kijowski mnich Serapion. „Wsie nasze zarosły trawą”.
   Do Polski pierwsze zagony armii Batu-chana (wnuka Czyngis-chana) wkroczyły w styczniu 1241 r. Kraj od śmierci Bolesława Krzywoustego rozbity na kilka księstw, bez władzy centralnej, nie miał większych szans na skuteczną obronę. Mongołowie zdobyli Sandomierz, rozbili polskich rycerzy pod Chmielnikiem, splądrowali Kraków, wymordowali mieszkańców i podpalili miasto. Potem ruszyli na Śląsk, gdzie książę śląski i krakowski Henryk Pobożny zbierał siły, żeby stawić im czoła.

Wódz za wodza
   Gdyby mógł, schowałby się za murami zamku, poczekał, aż Mongołowie wyrżną i zrabują, co mają zrabować, a potem wyjadą, hen, na Węgry, które były głównym celem ich ataku. Wyprawa na Polskę była od początku tylko dywersją, żeby książęta polscy nie udzielili Węgrom pomocy. Niestety, Henryk musiał pokazać, ile jest wart jako władca.
   Syn despotycznych rodziców – Henryka Brodatego i św. Jadwigi – dopiero od trzech lat samodzielnie rządził. Chciał dorównać ojcu, miał ambicję zjednoczyć kraj, a może nawet sięgnąć po koronę. Potrzebny był mu wielki sukces na polu bitwy. Tylko że Henryk Pobożny nie miał zadatków na wielkiego wodza ani nie zdołał zebrać wielkiej armii.
   Nie wiadomo, ilu rycerzy stanęło za księciem na Legnickim Polu. Rok po bitwie jeden z mnichów węgierskich pisał, że Tatarzy zabili „księcia Polski” i 40 tys. jego żołnierzy „jakby w jednej chwili”. Historycy twierdzą dzisiaj, że do walki ruszyło od tysiąca do 3 tys. rycerzy.
   Mongołów było więcej – 7-8 tys. Rozgromili armię Henryka Pobożnego, jego samego wzięli do niewoli i ścięli mu głowę, co potwierdziły badania szczątków księcia przeprowadzone w 1832 r. Być może – jak opowiada XIII-wieczna „Historia Tartarorum” – zrobili to nad trupem jednego ze swoich wodzów, zabitego pod Sandomierzem. Mieli to truchło wozić po Polsce. A głowę Henryka Pobożnego wysłali Batu-chanowi na Węgry.
   Ta opowieść brzmi dość wiarygodnie – życie za życie, wódz za wodza – ale pewności nie ma. Bitwa zbyt pobudziła wyobraźnię kronikarzy, ich opisy zawstydziłyby hollywoodzkich scenarzystów.

Szukajcie sześciu palców
   Gdyby wierzyć Długoszowi, prawie wygraliśmy. Tatarzy już, już zbierali się do ucieczki, gdy nagle chorąży niosący proporzec z zatkniętą nań potworną głową zaczął nim gwałtownie machać. I według Długosza z głowy zaczęła się wydobywać „jakaś para gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi się stali do walki”. Nic, tylko atak gazowy, na taką broń nie byliśmy przygotowani.
   Wybitny satyryk Andrzej Waligórski, pisząc „Balladę o bitwie pod Legnicą”, twierdził wprawdzie, że to zalany w trupa rycerz Dreptak, zobaczywszy białą myszkę, wywołał panikę, ale finalny efekt był taki sam: „Pierzcha rycerstwo, pęka szyk stalowy,/ Henryk Pobożny już leży bez głowy,/ Z wszystkich rycerzy nie wiem, czy i stówka/ Uszła do Lwówka”.
   Mongołowie wyrżnęli zagazowanych i uciekających w panice ciężkozbrojnych rycerzy, a potem dla policzenia zabitych obcinali ofiarom po jednym uchu i wrzucali do worków. Zebrali ich dziewięć. Bezgłowe i obdarte z odzienia ciało Henryka rozpoznała żona Anna. Książę miał znak szczególny: sześć palców u stopy.
   Jedno jest pewne: Mongołowie pojechali dalej, na Węgry, żeby zająć stepy Równiny Węgierskiej. Wojska węgierskie rozbili, a króla Belę IV tak pogonili, że zatrzymał się dopiero na jednej z wysp Adriatyku. Iwon z Narbony pisał do arcybiskupa Bordeaux, że widział hordę ludożerców; zabijali dorosłych i dzieci, a trupy ofiar pożerali, pozostawiając sępom jedynie kości.
   Odeszli równie nagle, jak przyszli, bo ich wódz Batu-chan dowiedział się, że w Karakorum zmarł wielki chan Ugedej. Walka o władzę okazała się ważniejsza niż walka o Europę.
   Ale bitwa pod Legnicą na to wpływu nie miała. Za to odsunęła w czasie zjednoczenie Polski. Synowie poległego księcia nie dorównywali ani ojcu, ani tym bardziej dziadkowi, monarchia Henryków rozpadła się. Pozostała tylko legenda herosa, oddającego życie za ojczyznę i wiarę chrześcijańską.

Sława i chwała na wieki wieków
   Ta legenda zmaterializowała się w barokowym kościele benedyktyńskim, wzniesionym prawie 300 lat temu wraz z klasztorem według projektu nadwornego budowniczego Habsburgów – Kiliana Ignacego Dientzenhofera. Cały program ideowy sanktuarium jest pomnikiem bitwy z Mongołami.
   Sklepienie pokrywają wysokiej klasy polichromie zamówione przez opata benedyktynów u prawdziwego mistrza – Cosmy Damiana, jednego ze słynnych braci Asamów, którzy w kościołach cesarstwa habsburskiego stworzyli niedościgły wzorzec malarstwa iluzjonistycznego. W centralnym miejscu kopuły kościoła przedstawił znalezienie Krzyża Świętego przez cesarzową – św. Helenę – i biskupa Makarego. Krzyżowi składają pokłon wielcy ówczesnego świata. Na obrzeżu widzimy Maryję z Dzieciątkiem depczącą węża, sceny burzenia pogańskiej świątyni bogini Wenus i z pracy misyjnej benedyktynów. Nad emporą organową wyobrażone jest pole bitwy legnickiej, na którym św. Jadwiga wręcza benedyktynom relikwie Drzewa Krzyża Świętego.
   Śląska księżna szukająca syna na pobojowisku została także uwieczniona na obrazie Johanna Franza de Backera w ołtarzu głównym – nad zwłokami księcia ukazuje się w obłokach krzyż, symbol zwycięstwa prawdziwej wiary.
   Ale jeśli chcecie obejrzeć płytę nagrobną Henryka Pobożnego, musicie wybrać się do wrocławskiego Muzeum Narodowego – jest prezentowana w zaaranżowanej na nowo galerii Śląskiej Rzeźby Kamiennej, choć pierwotnie znajdowała się w kościele pw. św. Wincentego i Jakuba przy dzisiejszym pl. bpa Nankera. Kościół, należący wówczas do franciszkanów, był fundacją Pobożnego i jego żony Anny, więc książę spoczął w podziemiach świątyni. Jego kości były badane przez niemieckich antropologów, co potwierdza m.in. Johann Gottlieb Kunisch w swojej pracy „Herzog Heinrich der Zweite von Niederschlesien”, wydanej w 1834 r.
   Według jego relacji 24 listopada 1832 r. otwarto sarkofag i świadkowie zobaczyli „szczątki zmarłego, wciąż leżące razem w drewnianej trumnie, z wyjątkiem głowy, którą obcięli Tatarzy”. Spokój księcia naruszono ponownie w czasie II wojny światowej – antropolodzy zabrali kości na badania i ślad po nich zaginął.
   Poszukiwania wciąż są prowadzone, bo Henryk Pobożny to kandydat na ołtarze. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych w ubiegłym roku dała biskupowi legnickiemu zielone światło do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, który ma dowieść, że książę poniósł męczeńską śmierć za wiarę.

W Muzeum Bitwy pod Legnicą
   Możecie obejrzeć symulację przebiegu starcia oraz uzbrojenie obu stron. Wojownicy mongolscy używali przede wszystkim łuków, ale także włóczni, zakrzywionych mieczy i toporów oraz tarcz ze skóry i drewna. Nie mieli machin oblężniczych, ale w czasie podbojów napotkali warowne miasta, więc nauczyli się budować i wykorzystywać taką broń (najpierw z pomocą chińskich specjalistów, a potem rzemieślników z podbitych krajów). Nie wiadomo wprawdzie, czy faktycznie wykorzystali pod Legnicą trujące dymy, ale taka broń znana była już w starożytności.
   Pierwsze wzmianki dotyczące chemikaliów stosowanych w walce podaje Tucydydes w opisie wojen peloponeskich (431-404 p.n.e.), wtedy Spartanie wykorzystali drażniące właściwości spalanej smoły i siarki w walce o Delion i Plateje w Beocji. Zapiski z 360 r. p.n.e. podają, że do celów bojowych wykorzystano dym ze spalonej mieszaniny siarki, smoły, żywicy, pakuł i wiórów.

Muzeum Bitwy pod Legnicą jest czynne od środy do niedzieli w godz. 11.00-17.00
Bilet normalny – 6 zł, ulgowy – 4 zł
W sobotę wstęp bezpłatny

■ Beata Maciejewska – „Gazeta Wyborcza. Magazyn Wrocław”, 07.04.2017

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl