Przyczyny dechrystianizacji Hiszpanii – lęki i nadzieje

Wstęp

   Temat wybrany: przyczyny dechrystianizacji Hiszpanii. Dlaczego ten temat? Ponieważ często się pojawiają w prasie polskiej różne informacje pochodzące z tego zachodniego kraju, które pokazują, jak prawo, zwyczaje i życie daleko odchodzą w nim od nauki Chrystusa. Nie chcę cytować listy tematów czy spraw, gdzie ewidentne widać jak bardzo zsekularyzowana jest Hiszpania. Niestety wszyscy to znamy, więc nie trzeba jeszcze raz pokazywać, jak antychrześcijański wydźwięk ma wiele inicjatyw rządu tego kraju.
[image]
   Pytanie brzmi: dlaczego do tego doszło? Z jakiego powodu kraj uważany kiedyś za katolicki, a nawet bardzo katolicki, oddalił się od tego źródła? Wielu pytało mnie w tych ostatnich latach: co się dzieje w Hiszpanii, w ojczyźnie Księdza? Myślę, że dużo Polek i Polaków ma sympatię do tego słonecznego kraju i czuje żal z powodu tego, co tam się dzieje. Oprócz tego każdy katolik – będąc człowiekiem powszechnym, bo katolicyzm oznacza powszechność – zawsze interesuje się losami wiary katolickiej poza własnymi granicami.
   Najpierw chcę powiedzieć, że nie lubię użalania się i bezczynnego patrzenia w przeszłość. Narzekanie i czcze lamentacje to jałowe rzeczy. Nie lubię również negatywnego podejścia do tematów. Jestem księdzem katolickim i mam wiarę w Chrystusa, który zwyciężył. Wobec tego wiara chrześcijańska zawsze daje pozytywną odpowiedź, zawsze dodaje nam otuchy, siły do działania, do ulepszania naszego świata – bez nienawiści, zawsze z poszanowaniem osoby ludzkiej, zawsze z chrześcijańską miłością.
   Miejmy pozytywne nastawienie przy analizie naszego tematu. Jak mówi stare hiszpańskie powiedzenie: od analizy do paraliżu (del análisis a la parálisis). Studiowanie czy analiza przyczyn dechrystianizacji Hiszpanii nie może doprowadzić nas do nic-nie-robienia, do użalania się, do paraliżu. Coś trzeba czynić, trzeba działać. Najpierw modlitwą, później pokutą. Pokuta jest potrzebna, za grzechy własne i za grzechy innych. Pokuta to chrześcijańskie zadośćuczynienie za ewidentne zło, za grzech, za pogardzanie Chrystusem. Najpierw modlitwa, później pokuta a na trzecim miejscu, właśnie na trzecim miejscu musi być działanie (Josemaría Escriva, „Droga”, 82). Trzeba działać. A tutaj pojawia się pytanie: a co ja mogę czynić dla zdechrystianizowanych krajów Europy zachodniej? A oto moja odpowiedź: możesz dużo czynić, broniąc własnej tożsamości chrześcijańskiej w twoim kraju, w Polsce. Ponieważ Polska jest w Europie, polska tożsamość chrześcijańska może przyczynić się do nowej ewangelizacji wielu europejskich narodów. Wszyscy znamy na pamięć słowa sługi Bożego Jana Pawła II – cytującego w Łagiewnikach świętą siostrę Faustynę – podczas jego ostatniej pielgrzymki do ojczyzny: „Stąd ma wyjść iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Chrystusa”.
   Bądźmy więc przekonani, że wszyscy coś możemy czynić, by nasz kraj i nasza cywilizacja zostały przesiąknięte duchem Chrystusa. Dam konkretny przykład. W roku dwutysięcznym szóstym, podczas Bożego Narodzenia w Warszawie, przypadkowo wpadł mi w ręce „El Pais”, gazeta liberalna, najbardziej opiniotwórcza w Hiszpanii, znana z antychrześcijańskiego światopoglądu. Zerkałem na nią i znalazłem na ostatniej stronie artykuł o Betlejem, gdzie była mowa o tym, jak czas świąteczny jest dla wszystkich, dla wierzących i niewierzących. Artykuł dobrze napisany cechował się jednak brakiem wiary i brakiem pojęcia o Chrystusie. Napisałem do redakcji miły list, gdzie przypominałem, że w czasie Bożego Narodzenia świętujemy – wierzący, ale również zapraszamy do tego niewierzących – narodzenie konkretnego człowieka, Chrystusa, który również miał świadomość bycia Bogiem i udowodnił to własnymi czynami. Wysłałem list e-mailem i nie miałem wielkiej nadziei, że go publikują. Pomyliłem się i list został opublikowany. Podobno sporo ludzi czytało i składali mi gratulacje. Przekonałem się, że będąc cały czas w Polsce miałem okazję dodać moje małe ziarenko piasku do nowej ewangelizacji w mojej ojczyźnie. Znowu powtarzam: wszyscy możemy coś zrobić, każdy może coś czynić by Ewangelia dotarła do większej liczby ludzi. To nie tylko sprawa dla biskupów i kapłanów: wszyscy wierni, a świeccy są wiernymi, mają prawo i obowiązek ewangelizacji, szczególnie tam gdzie żyją i pracują.
   W obliczu smutnej rzeczywistości dechrystianizacji danego kraju, nie tylko zadajemy pytania o przyczyny tej sytuacji, ale też o lekarstwo, o możliwości powrotu do Chrystusa. Odpowiedź znalazłem w słowach arcybiskupa z Granady: „Jeśli chcemy uratować coś z naszego świata, musimy jak benedyktyni na przełomie starożytności i średniowiecza zrozumieć, że imperium ginie, a jedyne, co możemy dla niego zrobić, to ratowanie jego spuścizny i głoszenie Chrystusa. Bo to On jest jedynym ratunkiem” (Górny-Terlikowski, „Bitwa o Madryt”, Kraków 2010, s. 45).
   Ale przejdźmy bliżej do tematu; przypomnę jego tytuł: jakie są przyczyny dechrystianizacji Hiszpanii. Według mojej opinii sprawa jest skomplikowana, istnieje sporo przyczyn i nie jest łatwo powiedzieć jasno i bez wątpienia, która jest decydująca. Daję przykład – młody student traci wiarę chrześcijańską i zadajemy pytanie: dlaczego, z jakiej przyczyny? Wiemy, że przyczyn może być wiele i są one trudne do klasyfikowania: może zły przykład rodziców czy konkretnego księdza, może wpływ kolegów z liceum, może miał bardzo profesjonalnego nauczyciela, który był jednocześnie agnostykiem, itd. Więc, koniec wstępu. Idźmy do tych przyczyn. Ale powtarzam, to jest mój osobisty punkt widzenia i mogę się mylić. Będę je wyliczał, co nie oznacza, że pierwsza jest ważniejsza od drugiej, itd.

Kryzys pasterzy
   Pierwsza przyczyna dechrystianizacji Hiszpanii znajduje się wewnątrz samego Kościoła w Hiszpanii, a szczególnie po kryzysie posoborowym, po drugim soborze watykańskim. Kościół Chrystusa jest święty (wierzymy w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół), ale ludzie kościoła nie zawsze byli świętymi. Chciałbym to wyrazić ściślej: pierwsza przyczyna dechrystianizacji Hiszpanii leży w kryzysie pasterzy. Wszyscy znamy bardzo dobrze słowa Chrystusa z ewangelii św. Mateusza: „Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada” (Mt 26, 31).
   Sobór Watykański II jest najważniejszym wydarzeniem dwudziestego wieku w życiu Kościoła katolickiego. Duch Święty działał w tamtych latach i cała doktryna soborowa jest święta. Chciałbym przypominać, że papieże Jan Paweł I i Jan Paweł II wybierali to imię by zrealizować w życiu Kościoła to, co zaczął błogosławiony papież Jan XXIII i skończył sługa Boży papież Paweł VI. Nauka soborowa jest fantastyczna, ale interpretacja czyniona przez media nie była dobra. Reforma liturgiczna była dobra i potrzebna, aby wierni uczestniczyli bardziej świadomie, jednak sposób, w jaki została wprowadzona w wielu krajach był po prostu nieroztropny. Nie zapominajmy, że „lex orandi, lex credendi” – prawo kierujące naszą modlitwą to prawo kierujące naszą wiarą. Jeżeli zmienia się sposób modlitwy – sposób odprawiania mszy świętej – mogło wydawać się, że nasza wiara także się zmieniła.
   Wielu księży w Hiszpanii straciło wiarę i porzuciło kapłaństwo. Brakowało również męstwa i świętości wśród biskupów. Dla duchowieństwa wielką atrakcją stała się doktryna marksistowska. Będąc uczniem w szkole katolickiej, prowadzonej przez bardzo wykształconych zakonników w latach 1966-1972 widziałem jak wielu księży zakonników porzuciło kapłaństwo, ożeniło się, deklarowało swoją fascynację doktryną Marksa i nauczało jej. W mojej klasie wielu kolegów – to była szkoła męska – straciło wiarę z powodu złego przykładu takich kapłanów nauczycieli. Do dzisiaj modlę się za tę szkołę i za tych moich nauczycieli, którzy porzucili kapłaństwo. By skończyć ten smutny wątek, o którym jeszcze dużo można powiedzieć, chciałbym tylko dać konkretny przykład związany z kryzysem powołań kapłańskich po soborze. Liczby mówią tu same za siebie: w Hiszpanii w 1969 r. było 7.978 kleryków a w roku 1978 – 2.803.

Jedność tronu z ołtarzem
   Druga przyczyna to hiszpańska historia polityczna, a mianowicie: wojny karlistowskie XIX wieku, dwie republiki, wojna domowa, reżim generała Franco, charakteryzujący się sojuszem tronu z ołtarzem i wyznaniowym charakterem państwa. Wojna domowa od 1936 do 1939 r. pokazała, że Hiszpania jest podzielona i w tym podziale religia ma zasadnicze znaczenie. Wojna domowa stała się wojną religijną, wojną z rewolucją socjalistyczną o charakterze marksistowskim. Kościół nie miał wyjścia, musiał wspierać Franco by przeżyć. Franco, młody generał o przekonaniach republikańskich stał się obrońcą katolickości. Problem jednak polegał na tym, że nie potrafił okazać miłosierdzia wobec zwyciężonych i również podczas trzydziestu pięciu lat rządów nie potrafił połączyć tych dwu Hiszpanii.
   Katolickość dla wielu od razu kojarzy się z Franco, tak jak Hiszpania z Madrytem z powodu polityki centralistycznej i dyskryminowania mniejszości (np. język kataloński został zabroniony w życiu publicznym, w szkołach, w mediach, itd.). Demokracja i wolność po 1975 r. kojarzyły się od razu z postawą antychrześcijańską. Wiara chrześcijańska została połączona z konkretnym reżimem politycznym. Zmienia się system, zmienia się wiarę. Innymi słowy: w demokracji stała się powszechna opinia, że „wiara rozwiązuje problemy natury duchowej, a polityka problemy natury rzeczywistej. Dlatego w społeczeństwie hiszpańskim zakorzeniła się świadomość, że religia nie ma nic wspólnego z rzeczywistym życiem” (Górny-Terlikowski, jw., s. 91-92).
   Dużo trzeba by mówić na temat relacji polityki z religią w czasach Franco. Wydaje mi się, że Kościół spoczął na laurach podczas tych lat, nie czuwał, nie zajmował się formacją katolicką na uniwersytetach (np. na uniwersytecie był obowiązkowy przedmiot religii, ale nigdy nie odbywały się te lekcje, kościół od samego początku zrezygnował z ich prowadzenia). Ludzie świeccy po prostu spali, byli bardzo bierni, mało aktywni. Bardzo skomplikowana jest zawsze jedność tronu z ołtarzem i wiemy, że jedni i drudzy zawsze wiele na tym tracą. Oprócz tego społeczeństwo hiszpańskie było od dawna mocno podzielone, ewangelizacja nie docierała do klas robotników i do intelektualistów, może z tego powodu, że Kościół łączył się z władzą i ze szlachtą.
   W każdym razie absolutnie nie zgadzam się – jak niektórzy autorzy piszą – że podstawowym powodem dechrystianizacja Hiszpanii była doktryna soborowa o wolności religijnej i o zlikwidowaniu państwa wyznaniowego. Obydwa tematy i ich właściwe rozwiązanie można zrozumieć biorąc pod uwagę prawdziwy rozwój doktryny chrześcijańskiej, według hermeneutyki ciągłości czy reformy (zob. bardzo ciekawe przemówienie Benedykta XVI do kardynałów i Kurii Rzymskiej, 22.XII.2005).

Media, turystyka, lewica
   Trzecia przyczyna: przegrana walka o media. Po wprowadzeniu systemu demokratycznego w 1975 r. miała miejsce bardzo zacięta walka o kontrolę mediów – radia, telewizji, prasy. Niestety ludzie świeccy z wizją chrześcijańską przegrali. Media są teraz prawie całkowicie kontrolowane przez ludzi będących daleko od wiary chrześcijańskiej. Z jakiego powodu? Po prostu byli ludźmi sprytniejszymi i lepszymi fachowcami. Wypełniły się słowa Chrystusa: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16, 8). Wiadomo, kto kontroluje media, kieruje demokratycznym społeczeństwem.
   Czwarta przyczyna: turystyka. Ciekawe doświadczenie: w tych regionach Hiszpanii, które są regionami turystycznymi (mam na myśli turystykę wypoczynkową, rekreacyjną, która stanowiła 90% turystyki, a nie turystykę kulturalną czy religijną) tam ma miejsce dalej idąca dechrystianizacja. Może to przypadek, ale wydaje mi się, że tak nie jest. Widziałem jako dziecko w Tarragonie w jak deprawujący sposób postępowali turyści z centrum Europy. Dużo pieniędzy, daleko od domu, całkowite pozbawienie hamulców moralnych. To bez wątpienia miało wielki wpływ na mieszkańców tych regionów.
   Piąta przyczyna: radykalnie antychrześcijański charakter hiszpańskiej lewicy. Kiedy Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) przejęła władzę w 1982 r. jeden z jej wiceministrów powiedział, że socjaliści idą, by zmienić radykalnie Hiszpanię i za dwadzieścia lat rodzona matka jej nie pozna. Trzeba przyznać, że jego zapowiedź miała proroczy charakter. Socjaliści występując przeciwko Kościołowi katolickiemu, czują się w szczególny sposób zadowoleni i spełnieni. Radykalizm obecnego premiera sięga już zenitu. To nie wymaga dalszych opisów. Powiedziałem o antychrześcijańskim charakterze lewicy, może lepiej byłoby powiedzieć: antykościelnej, czyli przeciwko Kościołowi. Już w XIX w. widać było bardzo wyraźnie wielki hiszpański nurt antykościelny, przeciw duchowieństwu, ale mimo wszystko chrześcijański. Na przykład, znany pisarz XIX w. Benito Pérez Galdós, człowiek wierzący w Boga, ale nie znoszący kleru. W jednej z jego powieści bohater potwierdza, że ma kontakt bezpośrednio z Bogiem, bez potrzeby pośredników.

Relatywizm i sekularyzacja
   Szósta przyczyna: intelektualny nurt filozoficzny, artystyczny i literacki. Filozofia relatywizmu, o którym tak niedawno mówił profesor z uniwersytetu z Granady: „Duns Szkot wprowadził nową wizję Boga – koncepcję Boga jako czystej woli. Wola Boga nie jest absolutnie niczym ograniczona. Ta forma pojmowania Boga jako czystej woli odzwierciedla się w sposobie patrzenia na człowieka jako nosiciela woli czy na politykę jako dziedzinę woli. Patrzymy na swoje „ja” jak na czystą wolę, która może kierować, a nawet manipulować ciałem. Nic więc dziwnego, że można dzisiaj usłyszeć twierdzenia w rodzaju: jestem kobietą zamkniętą w ciele mężczyzny. Bo ciało już wcale nie określa człowieka. A co określa człowieka? Przecież nie duch, bo dusza nie istnieje. Pozostaje więc czysta wola. To pojęcie czystej woli jest bardzo widoczne w projekcie politycznym zapaterystów” (Górny-Terlikowski, s. 86-87).
   Inny przykład ze świata literatury. Miguel de Unamuno i jego krótka powieść „San Manuel Bueno, martir” (Święty Manuel Dobry, męczennik) pokazuje bardzo dobrze, na czym polega nurt agnostycyzmu hiszpańskiej inteligencji. Unamuno, pobożny nastolatek utracił wiarę z powodu filozofii. Odkrył, że wiara jest nieprawdziwa, nieracjonalna. Postać z powieści to ksiądz, który umarł w opinii świętości, który poświęcił się całkowicie innym ludziom, ale nie miał wiary w zmartwychwstanie Chrystusa, w jego Bóstwo, ani w istnienie Boga w ogóle. Cały czas udawał dla dobra wiernych. Dobro nie jest związane z prawdą, ale z tym, co służy innym, by mieli dobre i radosne życie. Unamuno na zawsze pozostał zafascynowany wiarą chrześcijańską, bardzo chciał by była prawdziwa, ale jego umysł odkrył, że tak nie jest, że wiara chrześcijańska jest tylko pięknym pocieszeniem dla prostaczków, bez zawartości prawdy. Cały dramat życia Unamuno polegał na tym, że chciał uwierzyć i nie potrafił. Znowu pojawia się wiara jako czysta wola, wiara jako pragnienie. A to wielka pomyłka, ponieważ wiara chrześcijańska jest przede wszystkim poznaniem, wiara jest światłem dla rozumu.
   W świecie kina wszyscy wiemy jak się nazywa hiszpański reżyser światowej sławy (Pedro Almodóvar) i wszyscy wiemy, jak jego filmy dalekie są do wizji chrześcijańskiej naszego świata. Religia istnieje tylko jako zjawisko socjologiczne, na przykład w filmie „Volver” gdzie stare kobiety odmawiają różaniec przy zmarłym. Inny mniej znany reżyser (Alejandro Amenábar) nakręcił film zatytułowany „Mar adentro”, który otrzymał nagrodę w Wenecji. Bohaterem tego filmu jest postać istniejącego w rzeczywiści sparaliżowanego człowieka, który poprosił o eutanazję i w końcu ktoś „ulitował się” nad nim i zabił go. Postać ta mówi w tym filmie: „Jeżeli mnie kochasz, musisz szanować moją wolność i moją decyzję”. Więc, jeżeli mnie kochasz musisz mnie zabić. To jest dokładnie przeciwieństwo propozycji chrześcijańskiej, to jest wypaczenie miłości i wolności. Autor filmu kpi z kościoła, a szczególnie z Kościoła katolickiego. To nie przypadek, że tytuł tego filmu brzmi po hiszpańsku tak jak hasło Papieża, zaproponowane jako program na nowe millenium: „Duc in altum!” (Wypłyń na głębię).
   Siódma przyczyna: laicyzm i sekularyzacja właściwe dla całej cywilizacji zachodniej. Wiemy jak często Benedykt XVI mówi o tym. Straciły swoje znaczenie takie pojęcia jak człowiek, prawda, wolność. Laicyzm krytykuje każdą religię, ponieważ widzi w niej pokusę fundamentalizmu (ten, który ma prawdę, narzuca ją innym siłą), wpada w sieć własnych oskarżeń. Laicyzm rezygnuje z prawdy, nic nie mówi na ten temat. Może źle zrozumiał stare łacińskie powiedzenie „veritas odium parit” (prawda rodzi nienawiść). Może nie wiedział, że prawdziwa prawda, to ta, która działa przez miłość („fides, qua per caritatem operatur”, Ga 5, 6), lub jeszcze myśli, że każdy, kto ma pretensje do prawdy jest fanatykiem.
   Słowa Dietricha Bonhoffera wskazują punkt kluczowy: „Cynik z pretensjami do mówienia prawdy wszędzie, zawsze i każdemu w ten sam sposób, ukazuje wyłącznie martwego bożka prawdy. Nie można bowiem zapominać, że istnieje mądrość Szatana. Prawda Boża sądzi stworzenie według miłości, podczas gdy prawda Szatana sądzi je według zawiści i nienawiści”. Być może wielu współczesnych Hiszpanów zapomniało werset Machado: „Twoja prawda?/ Nie, Prawda/ i chodź ze mną, aby szukać jej./ Twoja, zachowaj ją”.
   Problem antropologiczny to problem zrozumienia człowieka, a konkretnie zrozumienia na czym polega wolność. Bardzo znane są słowa Chrystusa: „Veritas liberabit vos” – prawda was wyzwoli (J 8, 32). Św. Josemaria, założyciel Opus Dei komentując te słowa Chrystusa powiedział, że: „Wolność uzyskuje swój autentyczny sens dopiero wtedy, kiedy jest wykorzystywana w służbie wyzwalającej prawdy…” („Przyjaciele Boga”, 27).

Podsumowanie
   A Kościół katolicki co robi? A wierni świeccy co robią? Odpowiedź można podsumować jednym słowem: walczą. Uliczne protesty przeciw ustawie dopuszczającej aborcję i instytucjonalizującej związki homoseksualistów zgromadziły miliony ludzi. Kościół i chrześcijanie bardziej niż kiedykolwiek mają świadomość, że muszą iść pod prąd. Mnóstwo organizacji budzi się do działania. Na przykład w Walencji pierwszego i drugiego października tego roku, więc za parę dni, odbędzie się osiemnasty międzynarodowy kongres rodzinny pod tytułem „Rodzina, szkoła praw ludzkich”.
   Jan Paweł II szczególnie wpierał Hiszpanię w nowej ewangelizacji podczas ostatniej pielgrzymki do Madrytu w 2003 rok. Miał bardzo ważne spotkanie z młodzieżą. Benedykt XVI będzie w listopadzie w Santiago (pielgrzymka w roku św. Jakuba) i w Barcelonie z okazji inauguracji części Sanktuarium „Sagrada Familia” Gaudiego. A Światowy Dzień Młodzieży odbędzie się w Madrycie w sierpniu następnego roku.
   Bądźmy optymistami i nastawieni pozytywnie. Tak jak zachęca znany naukowiec Karl Raimund Popper: „Przyszłość zależy od nas samych. Cała odpowiedzialność spada właśnie na nas. Oto powód dla którego obowiązuje ważna zasada: Naszym obowiązkiem jest pozostać optymistami. Przyszłość jest otwarta. Nie jest z góry wyznaczona, a więc nie można jej przewidzieć, chyba, że przez przypadek. Możliwości, które zawiera przyszłość są nieskończone. Gdy mówię, że naszym obowiązkiem jest pozostać optymistami, mieści się w tym nie tylko otwartość przyszłości, lecz również, co każdy z nas w nią wnosi przez to, co robi; wszyscy odpowiadamy za zawartość zasobów przyszłości. Naszym obowiązkiem nie jest więc zwiastowanie zła, lecz raczej walka o lepszy świat” (zob. Jan Domaradzki, „Ethos pracy w doktrynie i praktyce Opus Dei”, Kraków 2010, s. 20).
   Niedawno doktor socjologii religii Jan Domaradzki habilitował się pisząc: „Ethos pracy w doktrynie i praktyce Opus Dei” i tam można przeczytać, że: „religia nie umiera. Przeciwnie, pozostaje w ciągłym ruchu. Religia pozostaje aktywną siłą i kontrtendencją dla eurosekularyzacji. Choć w ciągu ostatniego półwiecza Europejczycy, w tym Europejczycy-chrześcijanie, oddalili się znacząco od tradycyjnych wzorów i zasad życia religijnego, choć zmalała liczba wiernych uczęszczających do kościoła, podobnie jak liczba wyświęceń oraz seminariów dla księży, to nadal można znaleźć ważne oznaki wiary, jak choćby gotowość Europejczyków wszystkich grup wiekowych do uczestniczenia w chrześcijańskich imprezach, by wspomnieć tu tylko Światowe Dni Młodzieży i zaangażowanie w ruch pielgrzymkowy. Co więcej, procesy migracyjne, które, owszem zwiększają liczbę muzułmanów, przyczyniają się zarazem do wzrastającej w Europie liczby chrześcijan pochodzenia afrykańskiego i latynoamerykańskiego.
   O ile można zaprzeczyć kurczeniu się Kościołów zachodnich, jeśli brać pod uwagę statystyki, o tyle można również zauważyć, że jednocześnie stają się one wspólnotami religijnymi, które w większym stopniu niż dawne Kościoły państwowe i narodowe mogą odwoływać się do „osobistej świętości”. Stają się także bardziej otwarte na zmiany struktur organizacyjnych, co zwiększa ich możliwości działania w sferze publicznej. Przełom, wyrażający się choćby zmianą ilościową religijności, może oznaczać także jej siłę i zmianę jakościową. Widać to w licznych ruchach i organizacjach religijnych, by wspomnieć tylko trzecie zakony, ruch neokatechumenalny czy Opus Dei” (zob. J. Domaradzki, jw., s. 21)
   Chciałbym zakończyć cytując słowa papieża Benedytka XVI wypowiedziane podczas ostatniej pielgrzymki do Anglii (18.IX.2010). W nocnym czuwaniu w Hyde Parku papież powiedział do młodzieży: „Wiara ma przynosić owoce w przemianie naszego świata mocą Ducha Świętego, działającego w życiu i aktywności wierzących. Nikt, kto patrzy realistycznie na nasz współczesny świat, nie może uważać, że chrześcijanie mogą poprzestać na tym, co zwykle czynią, nie zważając na głęboki kryzys wiary, który dotyka naszego społeczeństwa, czy też po prostu uważać, że owo dziedzictwo wartości, przekazanych przez wieki chrześcijaństwa, będzie nadal inspirować i kształtować przyszłość naszego społeczeństwa. Wiemy, że w czasach kryzysu i zamętu Bóg wzbudzał wielkich świętych i proroków do odnowy Kościoła i społeczeństwa chrześcijańskiego. Ufamy w Jego opatrzność i modlimy się o Jego nieustanne przewodnictwo. Ale każdy z nas, zgodnie ze swoim statusem życiowym, jest powołany do pracy dla rozwoju królestwa Bożego przez napełnianie życia doczesnego wartościami Ewangelii. Każdy z nas ma misję, każdy z nas jest powołany do przemieniania świata, do działania na rzecz kultury życia, kultury kształtowanej przez miłość i szacunek dla godności każdej osoby ludzkiej. Jak mówi nam nasz Pan (...), nasze światło musi świecić przed wszystkimi, aby widząc nasze dobre uczynki, mogli wielbić naszego Ojca niebieskiego (por. Mt 5,16)”.
■ ks. Ignacy Soler – przekazany przez autora tekst wykładu wygłoszonego w Duszpasterstwie Ludzi Pracy ’90 (30.09.2010).

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl