Henryk Pobożny pod Lignicą

STANISŁAW WYSPIAŃSKI

HENRYK POBOŻNY POD LIGNICĄ
RAPSOD

                              I
O nocy mordów! O lignickie pole! –
Jeszcze w kałużach krew stoi gorąca.
O wy rozpaczne matki nieme bole,
gdy krzyżem legła w katedrze modląca.
Gdzież wy porywy i wzloty sokole:
korona mnie w Krakowie czekająca?
Wszystko ostało na tym polu trupem,
tryumfującej Śmierci pełnym łupem.

                              II
I oto złote niebiańskie zwiastuny
Chrobrowską mnie koronę na skroń kładły –
że od niej mnie na twarz padły pioruny –
tę samą, której szalałem widziadły;
w ustach poczułem gorycz i piołuny;
lica z uśmiechów kraśniały i bladły.
Anieli jakieś chusty rozpostarli,
palmy na twarze sypiąc tym, co marli.

                              III
Upadały te palmowe gałązki,
jako ptaki fruwając przez powietrze,
i w grunt się tam wpijały od krwi grząski,
co wielkie dał żywotów – świętopietrze.
Męczeński stygmat przyjmował kraj szląski...
Śród łun czerwonych lunął deszcz palmowy...
I widzę Panią, jak łeb węży zetrze,
stopą zwycięską w łun świecącej fali...
a ponade mną głos onej Królowej:

                              IV
"Koronę Myśmy tobie pokazali,
którą, jak król rządzący, nosić miałeś;
lecz wiedz już, że nie ona cię utrwali.
Jako za wiarę żywot pod nóż dałeś –
patrz, purpurową łuną Bóg cię chwali,
jako olbrzymie zjawisko powstałeś.
Wstań, widmo święte w płomieniach i dymie!
Wstań, książę Sławy – Śmierć tobie na imię!”

                              V
"Leć ponad pola, na góry, na lasy,
nad rzek mokradła, roztopy, nad grząsła,
nad wsie, nad miasta w złotym ogniu krasy,
nad grodowiska, które pycha wzniosła,
lat mnogich spore gromadząc zapasy.
Ciebie Bóg wiedzie, płomiennego posła.
Ogień zniszczenia dłoń piorunem ciska,
za tobą pustka, zgliszcz, pobojowiska."

                              VI
Na śmierć ich wiodłem, by się w krwi kąpieli
duch mój oczyścił i obmył ofiarą.
Sąd Boży wagą złe i dobre dzieli,
a zasłużoną nędzne smaga karą.
Otośmy na ten grotów deszcz lecieli
z zaprzysiężoną Chrystusowi wiarą:
"Ty nas odrodzisz! Wziąłeś nasze ciało.
Odrodzisz ducha Polskę zmartwychwstałą".

                              VII
Nędza żywota, gdy w ustawnym boju,
w rozterce ducha usta sercu kłamią
i dusza łamie się w ciszy pokoju,
i to serdeczne ręce pęd jej łamią.
W lat długom czynów lękliwym zastoju
ustawnej trwogi kłamstwem czoło splamią...
Aż Bóg raz zsyła szarańczę: Tatary,
by z nas niegodnych czynił męże wiary,

                              VIII
które podejmą święty bój za wiarę,
w imię Chrystusa krzyżowce mieczowi.
Wypijem pełną krwi goryczną czarę
bohaterowie czynu narodowi,
Śmierć przyjmujący w nagrodę, nie karę;
pragnący śmierci ucznie Chrystusowi.
Będziesz nas świetlił duchy tryumfalne,
idące k´Tobie z palmami, choralne.

                              IX
Pamiętam matkę w trzebnickim klasztorze,
gdy w chórze mniszek woła: VICTOR AVE!
Bóg cię przeznacza na tatarskie noże,
byś niezachwiany szedł walczyć za sprawę.
Zgliszczów pożarnych ściele ci podłoże.
W tym Jego ręki znaj dzieła łaskawe.
Dopełnij śmierci, wybrańcze weselny,
weźmi róż wieniec męczeństw nieśmiertelny.

                              X
"I idź po przedzie, i stawaj na czele,
niechaj za tobą las proporców warczy;
niech grotów tysiąc w twoim więzgnie ciele;
powracaj do dom z tarczą lub na tarczy.
Puścizną będzie wieść o wielkim dziele,
którego pamięć wiekom strawą starczy.
Królem narodu będziesz, jeśli zginiesz.
Na śmierć cię żegnam wesoła: zasłyniesz!”

                              XI
"Jako ci będziesz, których nie dosięże
mowa podstępna i sądy fałszywe.
Nad rdzewiejące bojowe oręże
ostanie wieczność ran świadectwo żywe.
Weźmiesz stygmaty, wyniesion nad męże,
których boleścią narody szczęśliwe.
Krew twoja niechaj na naród twój spada.
Weź krzyż poległych, leć!
– Zwycięzcom biada!"

                              XII
"Zwyciężysz duchem, rzeź - twoja biesiada,
twój oręż - palma, męczenników godło.
Lewiatanowa nie dosięże zdrada
was, których krzyża szaleństwo uwiodło;
którzyście Boża przysięgła gromada –
wzgardzicie ciała i krwi nędzę podłą.
Na śmierć was znakiem krzyża błogosławię:
ofiarą ciała i krwi służcie Sławie!"

                              XIII
Na moim hełmie orzeł czarnopióry
szeroko skrzydła rozwinął.
Płaszcz mój był z pąsu; na nim moje córy
dziergały złotą nicią "CHRYSTUS" imię,
nim je w weselnej wywiodłem drużynie...
W onym to hełmie skrzydlatym, ja w czynie,
w płaszczu z płomieni, ze krwi i purpury
wbiegłem na pola Lignicy......

                              XIV
Niechaj się święci moja Śmierć-Przemiana,
ducha przemiana, odrodzenia święto.
Tam chrzest przyjąłem na się z rąk tyrana,
chrzest krwi - gdy mię tam Bożego przyjęto.
Naród zakrzyknął cały: "On zmógł chana!"
"On święty polski". – Głowę moją wtknięto
na żerdź. – Ujrzałem był rzeszę bez liku,
jako szalona drży: "Króluj!" w okrzyku.

                              XV
Zgasły me oczy – a Bóg wstrząsnął duszą,
bom oto wolny i ptak pąso-pióry.
Skrzydła się ze mnie wiją, więzy kruszą
i wstałem włady – król, ja – Henryk Wtóry.
Ciężaru–m ciała zbył, ciała katuszą;
mocen lotami uderzyć o chmury,
na moich skrzydłach orłowych do góry
unosząc Polskę, ja: KRÓL HENRYK WTÓRY!

                              XVI
O! zamęt walki ten – ostrza i groty
wszystkie szły ku mnie,
w pierś, w serce mierzyły,
ciążyły tarczy, w hełm mój biły póty,
aż go ciężarem włóczni wprzód zważyły.
Rzedły poza mną daleko me roty,
gdy je przeważne gięły chana siły...
I naraz włócznia w pierś – że krew na ręku –
widzę ten strumień krwi – wypadłem z łęku.

                              XVII
Ciżba koło mnie, krzyk, wrzawa, ryk, rżenie...
Koń mój się zrywa i dęba powstaje.
Wraz nóż czyjś przeciął pętle i rzemienie...
Sto spis nade mną się schyla – –
Sto ócz Argusa naraz mię poznaje...
Ostatnia moja już chwila.
Na oczy moje mgły zaszły i cienie
w tej mieczów i w tej ostrzów zawierusze...
"Duch mój w Twe ręce... Bogiem Cię wyznaję!"
"AMEN" – rzec mojej dusze.


WSTĘP
do rapsodu Henryk Pobożny pod Lignicą

Wielu znakomitych artystów minionych stuleci nawiązywało w swojej twórczości do militarnego wydarzenia czasów średniowiecza, jakim była bitwa pod Legnicą w 1241 roku.
Osobliwe miejsce w kontynuowaniu poprzez sztukę "wątku legnickiego" zajmuje Stanisław Wyspiański. Malarz i poeta część swojej działalności artystycznej poświęcił tematom historycznym, sięgając do ulubionych czasów średniowiecza. Niewątpliwy wpływ na takie ukierunkowanie zainteresowań wywarł Jan Matejko, jego mistrz w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie, a także lektura Roczników Długosza. Szerokie wykształcenie malarskie, uzupełnione studiowaniem historii politycznej, historii sztuki i literatury, odbyte podróże zagraniczne, ogromny talent i tytaniczna pracowitość pozwoliły artyście na wszechstronne wykorzystanie pozyskanej wiedzy.
29 sierpnia 1890 roku młody, dwudziestoletni artysta powracający ze swej pierwszej podróży europejskiej po Austrii, Włoszech, Niemczech, dotarł także na Śląsk. Istnieją do dzisiaj pamiątki, przechowywane w Muzeum Narodowym w Krakowie, stanowiące trwały ślad jego pobytu w Legnicy. Jedną z nich jest list do ówczesnego protektora, architekta Tadeusza Stryjeńskiego. Opisuje w nim Wyspiański krajobraz podmiejski, nasuwający skojarzenia bojów z Mongołami podczas pamiętnej bitwy. W liście znajduje się też pełna uznania opinia o barokowym kościele Św. Jana, o świątyni pod wezwaniem Najświętszej Panny Marii oraz informacja o drugim gotyckim, również wówczas protestanckim, kościele Św. Piotra i Pawła w Legnicy określonym jako "skład przeróżnych rupieci z XV, XVI i aż do XVIII wieku".
Legnickie wrażenia Wyspiański wzbogacił pięcioma rysunkami do dziś zachowanych nagrobków rycerskich Rotkircha auf Panten i Hansa von Romnitz, książąt legnickich Wacława i Anny, a także niezwykle cennej, protogotyckiej chrzcielnicy. Szkicowniki zawierające rysunki z podróży uległy z czasem rozproszeniu, część katt artysta sam rozdał, inne zostały sprzedane. Nabywcy kupowali jednak nie całe szkicowniki, tylko poszczególne prace. Zachował się duży zbiór 53 kart, stanowiący kolekcję Zygmunta Ehrenpreisa, ofiarowaną w 1930 roku Muzeum Narodowemu w Krakowie. Obejmuje ona okres od 7 maja do 29 września 1890 roku i zawiera także rysunki powstałe w Legnicy.
Skrupulatnie zanotowane przez artystę impresje legnickie, w istocie samej dość skromne, po dziesięciu latach zaowocowały interesującymi pomysłami artystycznymi. Kiedy w 1900 roku aktualna stała się sprawa wykonania malowideł i witraży w katedrze wawelskiej, Wyspiański – znawca katedr francuskich i niemieckich, przesiąknięty gorącą chęcią zasłużenia się tej "nieistniejącej" od dziesiątek lat Ojczyźnie, rozpoczął prace nad wielkim cyklem witrażowym. Artysta zamierzał w oknach "narodowego pamiątek kościoła" umieścić przedstawienia postaci legendarnych i historycznych – Lecha, Wandy, Piasta, Bolesława Śmiałego, biskupa Stanisława, Kingi, Henryka Pobożnego, Kazimierza Wielkiego. W założeniu ideowym całej koncepcji plastycznej tkwiła myśl pokazania "świadków przeszłości, a zarazem sędziów współczesnego pokolenia". Pisał potem o artyście Adolf Nowaczyński: "Jak wielu romantyków, tęsknota za ojczyzną wypędziła z kraju, tak jego awersja do nowoczesności polskiej, a raczej rzeczywistości galicyjskiej, odwróciła ku średniowieczu i kazała zakopywać się wprost w kryptach królewskiej przeszłości".
Spośród planowanych, Wyspiański wykonał tylko trzy kartony witrażowe, w zamyśle stanowiące jedną kompozycyjną całość. Były to wyobrażenia Kazimierza Wielkiego, św. Stanisława i Henryka II Pobożnego, obrońców wiary i narodu, bohaterów trwale zapisanych w panteonie narodowych świętości.
Wykonanie kartonu przedstawiającego legnickiego księcia poprzedziły szkice. Przytaczany w literaturze jest fakt, iż osobą, która "użyczyła" swej twarzy do stworzenia nowego wizerunku śląskiego bohatera był rzeźbiarz Konstanty Laszczka.
Henryk Pobożny ukazany został w chwili śmierci na polu bitwy. Tragizm tego momentu, ból, cierpienie, ulga spełnionej ofiary – wszystko to wyraża dramatyczny obraz księcia, a rozłożone wokół fale gorącej czerwieni potęgują nastrój grozy. Mimo to krytykuje się Wyspiańskiego za zbytnią ilustracyjność, za odejście od wizyjności, za małą czytelność tej realizacji.
Kartony witrażowe nie doczekały się uznania, podczas wystawy w Szkole Sztuk Pięknych powieszono je na klatce schodowej i tylko jeden z nich, poświęcony Kazimierzowi Wielkiemu, nagrodzono. Komisja kwalifikująca projekty witraży przeznaczone do katedry wawelskiej, złożona z władz miasta i biskup krakowski Puzyna z góry ocenili negatywnie takie rozwiązania odrzucając je i nie poddając dyskusji.
Plastycznej wypowiedzi artysty na tematy historyczne towarzyszyły pisane równocześnie "w chwilach wypoczynku" komentarze poetyckie. Przybrały one formę rapsodów, jednym z nich był "Henryk Pobożny pod Lignicą". Niedługie te utwory o podniosłym stylu miały za zadanie rozszerzenie i udoskonalenie treści zawartych w kartonach witrażowych. Rapsod o Henryku Pobożnym powstawał w trzech etapach, początek w styczniu 1900 roku.
Brak akceptacji i niemożność wykonania projektów były powodem osłabienia inspiracji potrzebnej do ukończenia rapsodu. Dopiero w marcu i listopadzie 1902 roku po wystawieniu Wesela i podczas prac nad Wyzwoleniem, artysta powrócił do zaczętego poematu. Utwór pomyślany jako refleksja poetycka dotycząca malarskich wykładni tematu, w drugim etapie tworzenia przekroczył założone ramy. Dał w nim poeta szeroką fabułę i własną, autorską interpretację wydarzeń. Realia epicko-wizyjne rapsodu o Henryku II zaczerpnięte z Żywotu Św. Jadwigi i Roczników Długosza kontynuują ich myśl podnoszącą do rangi najwyższej ofiary śmierć bohatera w walce za wiarę i stwarzają mimo klęski sytuację moralnego zwycięstwa.
Autorzy krytycznych wydań dzieł Wyspiańskiego, nie ujmując zasług artyście, wskazują na związki poematu z Królem-Duchem Słowackiego. Zwracają uwagę na podobne wprowadzenie ducha bohatera opowiadającego swoje losy, a także na identyczną formę oktawy. Krytyk literacki Ferdynand Hoesick we wspomnieniach wydanych po śmierci artysty, przytacza rozmowę dotyczącą tej sprawy i twierdzi, że Wyspiański osobiście odżegnywał się od zamiaru pisania jakby dalszego ciągu Króla-Ducha. Ilość napisanych rapsodów nie świadczy o marginalnym traktowaniu ich przez altystę. O ich znaczeniu niech świadczy wypowiedź samego twórcy zanotowana przez współczesnego mu Jana Bartosińskiego: "Gdy przygotowywałem kartony witrażowe Kazimierza Wielkiego zasłabłem na oczy i nie mogłem malować. Wtedy zaczęły mi się snuć w myśli rapsody. Nie wiedziałem, że to stanie się moim głównym celem. Posiadłem technikę malarską i jestem sobą, mógłbym jeszcze wymalować tysiąc obrazów, ale to jest ważniejsze".
Zachowały się trzy przekazy tekstu rapsodu Henryk Pobożny pod Lignicą: (1) rękopis znajdujący się w zbiorach Biblioteki Narodowej, (2) pierwodruk opublikowany w numerze 95 "Kuriera Warszawskiego", dnia 5 kwietnia 1903 roku z naniesionymi już poprawkami rosyjskiej cenzury, (3) odbitka drukarska, przeznaczona dla nie określonego bliżej czasopisma, być może krakowskiego, gdyż nie zawiera poprawek cenzury, posiada natomiast korekty dokonane ręką Wyspiańskiego.
Wszystkie rapsody zostały zebrane i po raz pierwszy wydane razem w VII tomie Dzieł w roku 1932. W powojennej edycji Dzieł zebranych interesujące nas utwory zostały pomieszczone w tomie XI z roku 1961. Za wydawcami tych ostatnich, jako podstawę naszego przedruku przyjęliśmy wspomnianą odbitkę drukarską w niewielkim stopniu różniącą się od rękopisu.
Przypominamy okoliczności powstania rapsodu oraz jego treść z okazji obchodów 750 rocznicy bitwy pod Legnicą. Pomimo że oba utwory (poetycki i malarski) nie znalazły najwyższego uznania ówczesnych władz Krakowa i znawców, dla nas są wyrazem obecności tego wydarzenia w świadomości artystów polskich końca XIX wieku i łączenia go tym samym z dziejami narodowymi.

Krystyna Nowakowska



LIST
Stanisława Wyspiańskiego do Tadeusza Stryjeńskiego

Lignica, dnia 29-ego sierpnia 1890 rP.

W nocy dojeżdżałem do miasta. Wicher był wielki, zdawało się, że będzie burza. Dokoła widać było szerokie równiny – puste, jakby na nich życie wygasło. – Na horyzoncie pod ciężarem czarnych pasem chmur jakiś czerwieniejący blask stłumiony. – Zdaje się świtanie. – Mgły wiewają po tych łąkach, przybierając dziwaczne ludzkie kształty. Wicher hucząc nagina drzew młode korony ku ziemi, szumi wśród moczarów, między zaroślami wysokich traw migocą jakieś ognie – – aże straszno. Przypominają się czasy najazdów tatarskich hord. Przychodzi na myśl Henryk i pobojowisko. –
Wschód słońca czerwony.
W mieście, które ma cechę XVII wieku, wiele domów z interesującymi fasadami dla giętych linii fajermurów. – 3 Kościoły: jeden barokowy ze ślicznymi żelaznymi wyrobami, jak kraty i okucia aż do klamek; dwa inne, gotyckie – protestanckie dzisiaj; w jednym (Frauenkirche) prawie nic wewnątrz nie ma, wymieciony i wyczyszczony, halowy z emporami, których nałożenie przepoławia wysokość naw bocznych (co może być dodatkiem późniejszym, gdyż empor takich wysokich nikt nigdy nie stawiał). W ołtarzu i ambonie parę obrazów z XV wieku.
Drugi Kościół za to jest składem przeróżnych rupieci z XV, XVI aż do XVIII wieku. Najlepsze te z XVII, to jest pomniki rycerskie i mieszczańskie niemieckie, malowane – z bardzo bujnego renesansu niemieckiego. Wszystkie z kamienia, naśladują wyroby drewniane, ale bardzo delikatne w ornamentacji – resztki ław z XV wieku z rzeźbami. –
Pogruchotane pomniki czeskiego Wacława i jego żony, zdaje mi się Wacław III. – –
Parę lichtarzy z figurkami i jelenimi rogami. – Wnętrze malownicze i bardzo efektowne z powodu tego mnóstwa nagromadzonych przedmiotów. – Ławki malowane z XVII i XVIII wieku – ambony i loże przyczepiane do filarów. –
Ślady fresków z XVI wieku (4 ewangelie i anioły ze skrzydłami pawimi – na małym sklepionku w kruchcie), nad organami freski z XVIII wieku obrzydliwe, ale przecież świadczące o działalności epoki. – – Na kluczach sklepienia orły piastowskie szląskie. – Myślą tutaj o restaurowaniu Kościoła. –
Rozważywszy bliżej, rozmyśliłem się co do Głogowa; raz, że z funduszami muszę być uważniejszym, a potem, że i o czas mi chodzi. A skoro będę wracał i będę jednego i drugiego pewniejszy, to mógłbym, gdyby o to koniecznie chodziło, i wstąpić do Gostynia. – Otóż obecnie dzisiaj jadę wprost do Poznania. –
Byłem dzisiaj cokolwiek słaby. Może wskutek tego przyspieszyłem wyjazd. – Ale zdaje mi się, że lepiej zatrzymywać się z powrotem jadąc, o ile czasu i pieniędzy wystarczy, niźli szafować teraz, a nie móc potem dojechać do Torunia. – – Zresztą i dlatego spieszę się do Poznania, ze jestem niecierpliwie ciekawy. –
Sądzę, że jaki list już zastanę w Poznaniu, skąd chciałbym napisać dłużej, bo obecnie w oczekiwaniu na pociąg trochę przytrudno pisać zupełnie uważnie. –
Na dwunastą godzinę w nocy będę w Poznaniu. –

Stanisław Wyspiański


■ Rapsod, wstęp do rapsodu i list zostały opublikowane w publikacji „Henryk Pobożny pod Lignicą” wydanej przez Okręgowe Muzeum Miedzi w Legnicy w 1991 w 750. rocznicę Bitwy pod Legnicą i 100. rocznicę pobytu S. Wyspiańskiego w Legnicy.

(c) 2006-2018 http://www.dlp90.pl