Kartuzy kontra Zakaczawie?

   W październiku ubiegłego roku, mieszkańcy jednej z dzielnicy zwanej potocznie Zakaczawiem napisali list. Upublicznienie go w portalach społecznościowych, wywołało gorącą dyskusję.

[image]
dr Stanisław Jujeczka © Joanna Kielar

   Żądamy zaniechania publicznego poniżania nas mieszkańców Kartuz przez władze Legnicy. Aktualnie jest głosowanie nad LBO. Nasza dzielnica KARTUZY, została nazwana uwłaczającą nazwą "ZAKACZAWIE" na stronach internetowych dotyczących tego głosowania. Nie ma takiej dzielnicy w Legnicy. Nazwa "ZAKACZAWIE" używana jest jako pogardliwa nazwa Kartuz.
   My mieszkańcy Kartuz jesteśmy normalni, nie jesteśmy menelami, patolami, tak jak przedstawiają nas media. Dzielnica jest odmłodzona. Tu jest NORMALNIE...


   W październiku ubiegłego roku, mieszkańcy jednej z dzielnicy zwanej potocznie Zakaczawiem napisali list do Pani poseł Ewy Szymańskiej. Upublicznienie go w portalach społecznościowych, wywołało gorącą dyskusję. Opinie wyrażone należało by nazwać "gorącymi emocjami w słowach". Biorący udział w rozmowie facebookowej raczej nie skupili się ani nad problemem stygmatyzacji, która mocno rozbrzmiała w manifeście mieszkańców ani nad dostępną historią, która pociągnęłaby interlokutorów poza wrażenia, w głąb tej ciekawej części miasta. Obrona i krytyka nazwy "Zakaczawie" rozpostarła się niestety na argumentach przywiązanych do współczesnej mitologii legnickiej mającej swoje udane wizualizacje tak teatralne, jak filmowe. Skutecznych produktach tworzących markę miasta. Opartych na wydarzeniach zapisanych w powojennej pamięci, ciekawych, niekiedy z dreszczykiem lecz .... zastępczych. Niestety, to właśnie pop-profil miasta obecny jest zarówno wśród Legniczan, jak dużej części odwiedzających miasto:

   To pismo to jakaś porażka propagandowa i w związku z tym ja też chciałbym opublikować pismo mieszkańców osiedla Białe Sady. Brzmi ono następująco: My mieszkańcy Osiedla Białe Sady żądamy natychmiastowo posadzenia drzew owocowych na naszym Osiedlu, gdyż nazwa Białe Sady nie jest adekwatna do stanu faktycznego tego osiedla. Nie ma na nim rosnącego ani jednego drzewa owocowego i należy się zastanowić czy w związku z tym nie powiadomić o tym fakcie prokuratury.
   Zakaczawie to bardzo sensowna i logiczna nazwa. Tak z ciekawości, co ma wspólnego historycznie z Kartuzami? Negatywna to jest Trójkąt bermudzki. A obrona przez obrażanie innych to nie jest najlepszy pomysł na marketing.
   Koś tu ma kompleksy ;) skoro dzielnica jest za Kaczawą to się nazywa Zakaczawie. Kartuzy to są na Kaszubach.
   Złej baletnicy to i rąbek u spódnicy przeszkadza... jak ktoś jest niedowartościowany to we wszystkim szuka problemu i szuka każdej możliwości, żeby się dowartościować…
   Wychowałem się na Zakaczawiu za czasów gdy było "Dzielnicą Cudów". Pamiętam większość złodziei, pamiętam kultowe postaci Zakaczawia - Gienka "Cygana" i Jurka "Murzyna". Koncerty w kinie Kolejarz, knajpę "Cygańską", piekarnie na Nowotki i wiele faktów których inne dzielnice mogły nam pozazdrościć.
   Może to i administracyjnie są i Kartuzy ale gdy opowiadam znajomym spoza Legnicy o swoim dzieciństwie mówię o ZAKACZAWIU.
   Ta nazwa powinna być dumą dla obecnych mieszkańców a nie powodem do wstydu. Nie doceniacie historii... *


   No właśnie, jak z tą historią Kartuz, a może Kartuzji jest i było? Czy prowadzone badania, publikacje mają jakąkolwiek ważność dla świadomości historycznej Legniczan? Może po prostu dać sobie spokój z tą historią, bo opowieści krótkiego terminu przydatności są prostsze, wygodniejsze, bardziej kolorowe, poza uśmiechem lub łezką nie wymagają nic więcej. Ale czy na pewno? Wszak te niby lekkie opowieści działają dziś negatywnie bo stygmatyzująco, budzą sprzeciw, opisują zmianę której domagają się mieszkańcy uwiązani do "folkloru" legnickiego powojennego półświatka za Kaczawą. Zacznijmy jednak od łacińskiego porzekadła ab ovo usque ad mala (w sensie przenośnym od początku do końca) przystępując tym samym do rzeczy.
   Legniczanin z urodzenia, wrocławski badacz i mediewista dr Stanisław Jujeczka, zajmuje się od lat historią, m.in. duchowieństwa legnickiego, zakonów w tym Zakonu Kartuzów. Jest autorem wielu publikacji, min. w Szkicach Legnickich*. Na styczniowym spotkaniu w Duszpasterstwa Ludzi Pracy'90 opowiedział o dziejach Zakonu Kartuzów i Kartuzji legnickiej. Miejsca geograficznie określonego, jako terenu "za Kaczawą" zaś historycznie "Kartuzami", które w optymistycznym stwierdzeniu prelegenta "kojarzy się z Kartuzją i na tym te skojarzenia się kończą". Mowa o sprowadzeniu w XV wieku i umieszczeniu w zakolu Kaczawy, zakonu o jednej z najsurowszych reguł - Zakonu Kartuzów, w niepamięci którego przetoczyła się jesienna batalia na posty. W odsłaniających się dziejach fundacja i wotum Ludwika II księcia brzeskiego i legnickiego z dynastii Piastów - syna księcia brzeskiego Henryka VII z Blizną, nadaje właściwego kierunku ku zrozumieniu nazwy jednego z przedmieść średniowiecznej Legnicy. Dzieje nazwy, jak samego klasztoru, zanurzone są - obok wód rzecznych oczywiście - w nurcie średniowiecznego życia pustelniczego: "eremici wywarli wpływ na tworzenie się zakonów o surowej regule, takich jak: karmelici, kartuzi, kameduli... Na ziemiach polskich jego tradycja sięga początków chrześcijaństwa"* Najstarszy klasztor powstał w XIII w. na Spiszu (Cartusia Vallis S. Antonii), następnie w 1381r. blisko Gdańska w Kartuzach (Paradisus Beatae Mariae) oraz w piętnastym stuleciu na przedmieściach Legnicy ulokowany na prawym brzegu Kaczawy. W wiekach średnich w całej Europie zakony kartuskie rozkwitały. Pod koniec XV w. było prawie 200 Kartuzji. Różniły się między sobą wielkością, zamożnością etc. Zakon podzielony był na prowincje. Raz do roku wszyscy przeorzy mieli obowiązek stawienia się w macierzystej La Grande Chartreuse, jednak zachowane akta Kapituły Generalnej świadczą, że przeor legnicki nie stawił się ani raz.
   Sam zakon swą nazwę zawdzięcza jego założycielowi Brunonowi z Kolonii (Bruno Kartuz), który porzuciwszy ziemskie godności, wraz z kilkoma braćmi założył w Alpach nieopodal Grenoble, osadę zwaną La Grande Chartreuse. Bliskie nam nazwy Kartuzy, Kartuzja pochodzą z jej formy zlatynizowanej – Carthusia i są językowym świadectwem bytności zakonu na danym terenie.
   Zakon Kartuzów był znany z trzech rzeczy: surowości i karności zakonnej, devotio moderna (nowoczesnej duchowości, popularnego wśród elit mistycznego nurtu niderlandzko-nadreńskiego, którego najsłynniejszym przedstawicielem był Tomas a Kempis) i duchowości maryjnej. Jak stwierdził dr St. Jujeczka: "w przypadku legnickich Kartuzów dwa pierwsze elementy byłyby nieoczywiste. Z zachowanych dokumentów żaden nie wskazuje na zaistnienie devotio moderna czyli nauk mistyków nadreńskich i niderlandzkich". Mamy natomiast wiarygodne wzmianki zawarte w aktach Kapituł Generalnych dotyczące "karności" oraz "duchowości maryjnej" z artefaktów piśmienniczych i ikonograficznych, takich jak anioł z nagrobka Ludwika II trzymający literę M, utwór literacki jednego z legnickich Kartuzów Bernarda z Legnicy pn. "Dialog Brata Bernarda z zakonu kartuskiego wyświetlający miłosierdzia i cuda Matki Bożej" zakończone prośbą "i módlcie się za pisarza jednym Ave Maria przed Bogiem", Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP w jednym z rękopisów kartuskich, zawierające symbolikę odnoszącą się do NMP, m.in. jednorożca jako symbolu jej syna Chrystusa, studni wody żywej, Mojżesza klęczącego przed krzewem gorejącym, lilii i róży.
   Ludwik II odziedziczył bogate księstwo brzeskie oraz dobrze prowadzone księstwo legnickie. Wydawać by się mogło, że taki stan powinien mu zapewnić komfort ufundowania klasztoru. Było jednak inaczej. Fantazja księcia, umiłowanie podróży i "gest" spowodowały, że książę przysłowiowo tonął w długach, a Kartuzi jeszcze wiele lat po śmierci władcy, spłacali książęce długi, np. jedną część ziemi dla zakonników, jak wynika z zachowanych księgach miejskich, książę przejął od legnickiej mieszczki i nie wywiązał się z płatności. Kartuzi zarówno w wyniku fundacji (zachował się dokument fundacyjny), jak na skutek własnego bogacenia się i innych prywatnych fundacji, zyskiwali kolejne obszary. Były to posiadłości w Legnicy przy obecnej ul. Nowej, domy przy ulicach Grodzkiej i św. Jana, Młyn Narożny (na przecięciu torów kolejowych z Kaczawą) oraz posiadłości ziemskie: Koskowice, Piekary, Ziemnice, pojedyncze działki w Małych Szczytnikach, Mikołajowicach, Ogonowicach, Raczkowej, Taczalinie, Wądrożu Wielkim. Książę Ludwik II założył Kartuzję jako nekropolię własnego rodu i prawdopodobnie był w tym inspirowany fundacją książąt burgundzkich. Służyła ona za miejsce pochówku licznych członków rodziny książęcej, m.in. córek Ludwika II Elżbiety i Jadwigi, Ludwika II, Elżbiety brandenburskiej wdowy po Ludwiku II, Fryderyka I i jego żony Ludmiły Czeskiej (córki Jerzego z Podiebradów), żon Fryderyka II księcia legnicko-brzeskiego Elżbiety Jagiellonki i Zofii córki Fryderyka margrabiego brandenburskiego na Ansbach. Z licznych nagrobków zachował się tylko jeden, Ludwika II i jego żony Elżbiety, dziś znajdujący się katedrze świętych apostołów Piotra i Pawła. Czy model kościoła, który książę trzyma pod pachą, jest modelem kościała dawnej Kartuzji? Nikt aktualnie nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Gdyby udało się trafić na fundamenty kościoła można by wówczas porównać" - skonstatował prelegent. W kościele obok rodziny książęcej chowani byli mnisi i bracia zakonni. "Udało mi się znaleźć w bibliotece londyńskiej, w jednym z rękopisów, który jest ewidentnie śląski, m.in. krótki tekścik: epitafium Pana Tilmanna pamięci świętej biskupa Synbalickiego pochowanego w Legnicy u Kartuzów". Z dokumentów dostępnych zachował się jeszcze dokument legnicki dla Kłodzka (korespondencja pomiędzy konfraterniami klasztornymi) z jedyną na świecie pieczęcią Kartuzów legnickich zawierającą wizerunek Chrystusa niosącego krzyż. Wszak maksymą Kartuzów jest do dziś Stat crux dum volvitur orbis! (Krzyż stoi, choć zmienia się /kręci się/ świat!).
   Poza cennymi dokumentami historycznymi mamy ulicę Kartuską, której pojawienie się "nie jest od rzeczy. Druga ulica w Legnicy, jest trochę mniej szczęśliwą (przy kościele Matki Bożej Królowej Polski) – w części jest to oś Kartuska, a w części ktoś to rozwinął, bo pewnie sam nie wiedział o co chodzi i napisał osiedle Kartuska" (chodzi o mapy, które analizował dr Jujeczka w trakcie wykładu, dop. aut.):
   Nie mając ciągłości takiej biologicznej z dawnymi wiekami, zatraciliśmy pamięć zbiorową o pewnych miejscach. Nie pamiętamy jako społeczność, co się tu działo w XII, XVII, XVIII wieku ale dawniej legniczanie pamiętali i wiele rzeczy było powielanych w nazwach topograficznych. Mimo, że Kartuzów dawno nie było w Legnicy, to była nazwa Karthause, która przetrwała, mimo że przez długi czas po upadku klasztoru nic tam nie było; łąki, pola... kto dzisiaj pamięta i dzisiaj się identyfikuje, kto by dziś powiedział komukolwiek innemu "mieszkam na Kartuzach", to w ogóle nie funkcjonuje w obiegu społecznym, niemniej taka jednostka administracyjna do dziś istnieje, choć jest niepopularna, raczej mówi się Zakaczawie, mniej lub bardziej pogardliwie. A może warto by do tego wrócić....? (St. Jujeczka).
   Historia Kartuzów pewnie nie przekona wszystkich i nie będzie receptą na zaistniały konflikt, ale być może pozwoli wyjść poza własne emocje i odkryć całkiem nowe rzeczy, nadać miejscom, Legnicy, Legniczanom, nam tę przynależność której chcemy i którą chętnie pozostawimy po sobie. Starożytna formuła historia est magistrae Vita nadal działa, trzeba tylko sięgnąć.
   Na początek może do tomów „Szkiców Legnickich” wydawanych przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk?

* https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1937289269712608&id=100002946625154&comment_id=1938723519569183&comment_tracking=%7B%22tn%22%3A%22R%22%7D
* http://www.hist.uni.wroc.pl/pl/index.php/86-pracownicy/187-jujeczka
* https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/echo201530-hioba2.html

■ Joanna Kielar – artykuł został opublikowany (wraz z galerią zdjęć) na portalu legnica24h.pl:
https://legnica24h.pl/kartuzy-kontra-zakaczawie,2649,a.html

(c) 2006-2018 http://www.dlp90.pl