Zeszli po wiekach do krypty, a tam królewna w szklanej trumnie

Trzy metry pod posadzką wrocławskiego kościoła stoi szklana trumna, w której spoczywa królewna. Pilnuje jej śląski orzeł i czeski lew.

   Breslau, 2 listopada 1857 roku, poniedziałek. Ks. biskup Heinrich Förster jedzie na Ritterplatz, do sióstr urszulanek. Po mszy św. odprawionej w kościele pw. św. Klary i św. Jadwigi schodzi "z prawdziwym i pobożnym szacunkiem" do grobowca, w którym od 592 lat spoczywa Anna, czeska królewna z rodu Przemyślidów. Królewna to brzmi godnie, ale na płycie broniącej wejścia do krypty wyryto tylko dwa słowa: Anna Ducissa. Anna księżna.
   Nie skończyła osiemnastu lat, gdy pożegnała Czechy, przybyła na Śląsk, żeby poślubić Henryka Pobożnego, syna św. Jadwigi. Henryka nie nazywano jeszcze Pobożnym, Jadwiga nie była jeszcze świętą, choć wszyscy wokół przeczuwali, że przyjdzie się kiedyś do niej modlić. Ale Anna starała się teściową naśladować. Razem z mężem fundowała świątynie i klasztory. Sprowadziła franciszkanów, benedyktynów, krzyżowców z czerwoną gwiazdą i klaryski, wśród których żyła w Pradze jej rodzona siostra Agnieszka, ciesząca się na Zachodzie ogromnym autorytetem religijnym.
   Anna nie miała łatwego życia. Przyszło jej szukać Pobożnego na pobojowisku pod Legnicą, wśród trupów rycerzy wyrżniętych przez Mongołów. Stanęła potem u boku dzieci, pomagając w rządach nieletniemu synowi Henrykowi III. Doczekała dni jego chwały i potęgi, zmarła w noc św. Jana Chrzciciela. Wrocław wraz z całym Śląskiem miał wiele do zawdzięczenia tej hojnej władczyni. Biskup Förster o tym pamiętał.
   "Polecił duchownemu radcy prawnemu naszego klasztoru, księdzu kuratorowi Józefowi Mrukowi wyjąć te czcigodne szczątki i oczyścić. Byli przy tym obecni: pan budowniczy Lange, pan mistrz murarski Winkler, jeden murarz, prokuratorka konwentu matka Augustyna i przełożona matka Urszula" – zapisała ta ostatnia.
   W grobowcu znaleziono resztki spróchniałej trumny, dobrze zachowany szkielet kobiety i różaniec. Siostry urszulanki różaniec wysłały biskupowi, okruchy drewna zamknęły w blaszanej skrzynce, a szkielet owinęły w jedwabny tiul wykończony srebrną taśmą, złożyły w szklanej trumnie i zaczęły szykować pogrzeb. Nie byle jaki, skoro miał to być pogrzeb dobrodziejki.

Wieczny odpoczynek tylko w klasztorze
   Z eschatologicznego punktu widzenia nie ma nic lepszego niż pochówek w kościele klasztornym, gwarantujący modlitwę zakonników aż do końca świata. Szczególną troską duchową otaczali oni fundatorów. Nic dziwnego, że klasztory w Lubiążu, Trzebnicy i Krzeszowie stały się miejscem ostatniego spoczynku śląskich Piastów. Dawali, ale wymagali.
   Książę Bolesław III, pan na Brzegu i Legnicy, który na łożu boleści – po zjedzeniu 9 kur w postny piątek – obiecał oddać lubiąskiemu klasztorowi dwie sporne wsie, Olszynę i Włosień, zażądał w zamian nie tylko pochówku w uprzywilejowanym miejscu, ale zastrzegł, że na jego grobie ma się dzień i noc palić olejna lampa. Gdyby którykolwiek z następców księcia stwierdził, że lampa nie pali się, cystersi mieli zwrócić wsie. Legenda mówi, że następcy Bolesława urządzali cystersom lotne kontrole, ale lampa paliła się cały czas zgodnie z umową. Wiadomo, pamięć w zakonie jest wieczna.
   Dzięki Annie Wrocław też ma książęcą nekropolię, w kościele klasztornym Klarysek, na dzisiejszym placu bpa Nankiera. Pochowano tu nie tylko Annę, ale także jej syna, księcia wrocławskiego Henryka III, który prawdopodobnie został otruty, zanim skończył 40 lat. I wnuka czeskiej królewny, Henryka V Grubego, ofiarę rodzinnych porachunków. Twardy polityk i zdolny wódz stał się ruiną człowieka, gdy porwany przez księcia głogowskiego, spędził kilka miesięcy w skrzyni. Miała tylko dwa otwory, i to bardzo małe; jeden, by mógł przyjmować pokarm i oddychać, drugi do wypróżniania żołądka. Nie można w niej było siedzieć, stać ani leżeć; plecy i uda więźnia spływały ropą, a w ranach zalęgło się robactwo.
   Płyty nagrobne wrocławskich Piastów wiszą na ścianach kościoła, tylko prawnuk Anny, Henryk VI, zwany Dobrym, dostał okazałą tumbę. Ale nie za dobroć tak go uhonorowano. Był ostatnim piastowskim władcą Wrocławia. Przekazał miasto i księstwo praskim Luksemburgom, a ci się odwdzięczyli.

Urszulanki i klaryski jak siostry
   Anna, fundując dom klarysek, nadała zakonnicom tereny przylegające do klasztoru i kościoła Franciszkanów (dziś katedra grekokatolicka i siedziba filologów). Mnisi bez entuzjazmu przyjęli obecność sióstr, bali się, że będą musieli zatroszczyć się o ich utrzymanie. Klaryski bowiem należą do rodziny zakonów franciszkańskich, więc opieka im się należała. Ale księżna Anna umiała przeprowadzić swoją wolę, a poza tym hojnie siostry uposażyła. Pozostały we Wrocławiu ponad 500 lat. Wyrzucił je dopiero pruski dekret sekularyzacyjny, wydany w 1810 roku. Ustąpiły wtedy miejsca urszulankom.
   - Te przyjechały do Wrocławia z Bratysławy w 1686 roku, przyjaźniły się z klaryskami. W 1708 roku powstało w klasztorze Urszulanek bractwo św. Urszuli, którego celem była modlitwa o dobrą śmierć, za jej wstawiennictwem. W księdze bractwa zapisano wszystkie wrocławskie klaryski - mówi urszulanka, dr Daria Klich. - To oczywiste, że władze pruskie nie pytały urszulanek, czy chcą się przenieść na miejsce klarysek. Wydały polecenie i sprawa została zamknięta. W klasztorze została ich sędziwa opatka Jadwiga von Stensh, która zmarła kilka lat później i spoczęła w podziemiach klasztoru. Przetrwała także pamięć o wielkim duchowym i historycznym dziedzictwie klarysek.
   - Urszulanki otaczały grób księżnej Anny czcią i modlitwą. Umarła przecież w opinii świętości – tłumaczy siostra Daria.

Złota nić pamięci
   Więź z nieobecnymi klaryskami był stale wzmacniana. Gdy w 1841 roku urszulanki wyremontowały kościelną wieżę, umieściły w gałce nowego hełmu blaszaną urnę z aktem dziękczynnym: Dzięki, wieczyste dzięki, od urszulanek mieszkających obecnie w prastarym klasztorze, dla przebywających już w wieczności sióstr, które nie szczędziły nam nigdy swej gościnności. Dzięki składamy też fundatorom tego klasztoru. Was, które jesteście już u Boga, błagamy, byście uprosiły nam tę ogromną łaskę, by te klasztorne pomieszczenia, które po was zajmujemy, były zawsze dla nas wszystkich i wszystkich, które tu kiedykolwiek mieszkać będą, aż do ostatniej siostry – oazą wzrostu duchowego i cnoty".
   - Urszulanki używały w swej kaplicy szat liturgicznych wykonanych ręcznie, haftowanych złotą i jedwabną nicią z wyszytymi herbami Przemyślidów i Piastów. Zachowały się również nuty utworów, które śpiewano w klasztorze na cześć świątobliwych książęcych fundatorów, Henryka i Anny - opowiada siostra Daria Klich.
   22 listopada 1857 roku urszulanki urządziły powtórny pogrzeb Anny. Przełożona klasztoru, matka Urszula Herrmann, napisała w specjalnym oświadczeniu, że uroczystość złożenia do grobu "była cicha". Ale siostry nadały jej godną oprawę.

Strażniczki grobów
   Była niedziela, godzina 10, szklana trumna stała w dużym refektarzu. Podniosło ją pięć zakonnic w zasłonach i wianuszkach na głowach, które tego dnia rano złożyły śluby zakonne. Matka prefekta, Maria Nepomucena, niosła na srebrnej misie książęcą koronę, wszystkie siostry szły z zapalonymi świecami, a orszak poprzedzał ksiądz kurator i akolici. W kościele udekorowanym kwiatami czekały uczennice urszulańskiej szkoły, rodzice i przyjaciele sióstr, które przyjęły święcenia, oraz duchowni.
   "Inni ludzie nie byli dopuszczeni, ponieważ Jego Ekscelencja książę Biskup życzył sobie, by to była tylko cicha uroczystość złożenia do grobowca. Niech ta nasza cicha uroczystość, obchodzona z najgłębszą miłością, czcią i wdzięcznością, podoba się Boskiemu majestatowi, księżnej Annie, fundatorce naszego klasztoru, i jej książęcym potomkom, których strażniczkami grobów stałyśmy się w roku 1811" - oświadczyła matka Urszula Herrmann (tłum. s. Daria Klich).
   - W ubiegłym roku obchodziłyśmy 750-lecie śmierci księżnej Anny. Otworzyłyśmy kryptę i po drabinie zeszłyśmy w głąb. Szklana trumna z 1857 roku jest dobrze zachowana, choć jedynym śladem po jedwabnym tiulu jest srebrna taśma – mówi siostra Daria Klich. - Grób księżnej jest cenną relikwią.

Tajemnice umarłych
   Jest też cennym obiektem badawczym dla antropologów, którzy dzięki kościom odkrywają tajemnice życia i śmierci. Wiedzą, ile lat miał zmarły, jakiej był płci, czy był wysoki czy niski, na co chorował, jak się odżywiał i jak pracował. Kości są dla nich tym, czym karta pacjenta dla lekarza. Znajdują ślady nowotworów, gruźlicy i chorób zwyrodnieniowych stawów oraz kręgosłupa, diagnozują próchnicę zębów, paradontozę i wszelkiego rodzaju urazy.
   W mauzoleum trudno jednak prowadzić takie badania, bo kości zmarłych zostały przemieszane. W czasie oblężenia Festung Breslau kościół Klarysek wraz z dobudowaną kaplicą św. Jadwigi został zbombardowany, przetrwały tylko mury obwodowe i fragment sklepienia, wyposażenie zostało całkowicie zniszczone. Odbudowa długo się ciągnęła, trudno uwierzyć, że pierwszą mszę po wojnie odprawiono tu dopiero w 1971 roku. Ale szczątki czeskiej królewny spoczywały w spokoju. - Nigdy nie były badane przez antropologów, choć chcielibyśmy dowiedzieć się, jak wyglądała - mówi siostra Daria Klich.
Czaszka księżnej Jadwigi, teściowej Anny, została poddana takiej rekonstrukcji. Okazją były obchody 750. rocznicy śmierci patronki Śląska, zadanie zlecił wrocławskim antropologom ówczesny metropolita kardynał Henryk Gulbinowicz. Wywołali sensację w Polsce i w Niemczech.
   Potwierdzili, że księżna prowadziła ascetyczny tryb życia, o czym świadczyły delikatne, cienkie, wręcz prześwitujące kości czaszki. Narośl kostna odkryta wewnątrz dołu stawowego kości skroniowej wskazywała na zmiany zwyrodnieniowo-artretyczne, będące prawdopodobnie także wynikiem umartwień: "jedną tylko suknią i prostym płaszczem okrywała ciało swoje wątłe i tak dalece wycieńczone postami, że pod skórą same tylko blade a zimne i biczowaniem schropowaciałe przeglądały w niej kości".
   Z kolei masywna żuchwa, nietypowa dla kobiet, mogła świadczyć zarówno o jej dużej ruchliwości ("dnie całe przepędzała na chwale Bożej, nie ustając w modlitwie i rozmowie z niebem"), jak i specyficznym sposobie odżywiania (jadała gruby, żytni chleb częstokroć "z popiołem zmieszany").
   Anna próbowała odwodzić Jadwigę, którą darzyła ogromnym szacunkiem, od takiej drastycznej ascezy, ale sama też prowadziła bardzo skromne życie, choć pozostawiła wielkie dzieła. Być może kiedyś ją lepiej poznamy, a nawet ujrzymy twarz królewny ze szklanej trumny. Na razie warto odwiedzić jej grób.

■ Beata Maciejewska – http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,142076,20903312,kim-jest-krolewna-w-szklanej-trumnie-maciejewska.html#ixzz4pXRx8013 (27.10.2016)

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl