Inspiracje i motywacje malarstwa Wlastimila Hofmana

Wstęp
   Nie o dziejach ani o sztuce malarstwa będzie mowa, bo nie znam się na tym. Patrzę na dzieła sztuki, na twórczość artystów z podziwem, ale jako przeciętny odbiorca wpatrujący się w znaczenie, symbolikę, piękno, duchowy wymiar i w to, co wyraża, czy w to, co chce mi powiedzieć dane dzieło.
   Do twórców kultury, artystów często przemawiał i pisał św. Jan Paweł II. Kościół bowiem doskonale wie, że tą drogą dokonuje się ewangelizacja oraz że duchowe bogactwo serca, myśli wyrażane jest właśnie w dziełach artystów. Wystarczy się trochę „rozejrzeć”, by zorientować się od razu, jak wiele wspaniałych, najwspanialszych dzieł powstało z inspiracji religijnej, z nadprzyrodzonej wiary i miłości.
   Mówimy o tym także dlatego, że siły przeciwne Kościołowi i historycznej prawdzie usilnie dbają o to, by ją umniejszyć lub całkiem o niej zamilknąć. W Szklarskiej Porębie przypadkiem podsłuchałem przewodnika oprowadzającego turystów po naszym, franciszkańskim kościele pw. Bożego Ciała, w którym znajdują się liczne obrazy Wlastimila Hofmana. Przewodnik powiedział: „Artysta był husytą, ale żona mu kazała malować takie obrazy”. To nieprawda, zarówno Hofman jak i jego żona byli katolikami, ochrzczonymi w kościele katolickim, a ich ślub odbył się w Szklarskiej Porębie.
[image]

Piękno jest Boże
   Św. Tomasz z Akwinu, geniusz średniowiecza, widział w pięknie jedną z dróg rozumowego dojścia do Boga. Najpiękniejszy jest Bóg. Wszelkie piękno jest od Boga Stwórcy. Zerwanie ze Źródłem piękna, to szpetne rzeczy, choć jest tzw. diabelskie piękno. Wtedy trzeba powiedzieć: „Nie wszystko złoto co się świeci” oraz nic nie jest piękne dlatego, że się podoba, ale dlatego podoba się, bo jest piękne. Obiektywnie, nawet, gdy mówimy: de gustibus non disputandum est. W tym powiedzeniu jest tylko stwierdzenie, że jedne rzeczy podobają się nam bardziej. Jest to jednak wybór wśród rzeczy rzeczywiście pięknych.
   Wlastimil Hofman mawiał o sobie, że jest „prostym artystą przeżyć i duszy”. Boże piękno ma charakter duchowy. Jego wyrazem jest: czystość serca, prawda, radość, pokój, dobro i wszelkie cnoty, począwszy od wiary, nadziei i miłości. Tęsknimy za prawdziwym pięknem. Piękno w nas jest łaską. Maryja „pełna łaski” jest cała piękna. Wszelką brzydotę kojarzymy z grzechem, zamazaniem piękna.
   Św. Jan Paweł Wielki tak zaadresował List do artystów: Do tych, którzy z pasją i poświęceniem poszukują nowych „epifanii” piękna, aby podarować je światu w twórczości artystycznej. Rozpoczął List biblijnym refrenem z opisu stworzenia świata: „I widział Bóg, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre”. Artyści zdumieni tajemną mocą dźwięków, słów, barw i form, dostrzegają w swych dziełach jakby cień misterium stworzenia. Boski Artysta w swej łaskawości udziela człowiekowi transcendentnej mądrości. Artysta im lepiej uświadamia sobie swój „dar”, tym bardziej zdolny jest do kontemplacji i do wdzięczności, do uwielbienia Boga. To właśnie jest szczególnym powołaniem artysty. Nadaje on formy estetyczne ideom poczętym w umyśle. Sprawność moralna i artystyczna są ze sobą powiązane. Tak samo dobroć i piękno. Rozumieli to już Grecy i ukuli słowa: „kalos – kagathos” (piękny – dobry). „Potęga Dobra schroniła się w naturze Piękna”. „Piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało”. Piękno łączy się z prawdą. Ukazuje ją. Najwyższą Prawdą jest Bóg, który stał się Człowiekiem.
   Z Pisma św. czerpała chrześcijańska kultura i sztuka. Tekst biblijny rozpalał wyobraźnię malarzy i innych twórców. Dla wszystkich dzieła sztuki inspirowane przez Pismo św. pozostają jakby odblaskiem niezgłębionej tajemnicy, która ogarnia świat.
   Każda autentyczna inspiracja artystyczna wykracza poza zmysły i przenikając rzeczywistość stara się wyjaśnić jej ukrytą tajemnicę. Ma swoje źródło w głębi ludzkiej duszy. Człowiek wierzący wie, że przez moment oglądał ów bezmiar światłości, która ma swoje źródło w Bogu. Jak dobrze to rozumiał i przeżywał św. Franciszek z Asyżu, gdy zobaczył Chrystusa Pana, co wyraził w „Pochwale stworzenia…”: Ty jesteś pięknem! (2x). Św. Bonawentura komentował to: „W rzeczach pięknych kontemplował Najpiękniejszego, a idąc śladami pozostawił On w stworzeniach, tropił wszędzie Umiłowanego”. Dzieła artystów przenoszą ludzkie dusze ze świata zmysłowego w rzeczywistość wieczną.
   Dzieła kultury i sztuki, które odznaczają się nieobecnością Boga a nawet sprzeciwem wobec Boga – jednak zawsze były wezwaniem do otwarcia się na Tajemnicę. Świat bowiem potrzebuje piękna, by nie pogrążyć się w rozpaczy. Prawdziwe, Boże piękno budzi radość w ludzkich sercach. Kościół oczywiście potrzebuje sztuki, która sprawia, że rzeczywistość duchowa, niewidzialna, Boża, staje się postrzegalna, pociągająca. Można powiedzieć też, że twórcy potrzebują Kościoła, religii, która jest „ojczyzną duszy”. Jakże uboga byłaby sztuka, gdyby oddaliła się od Boga, od Ewangelii. Uboga to kategoria piękna, gdy widzi się je tylko w fizycznym wymiarze. Piękno jest zaproszeniem w głąb. Wrażliwość na prawdziwe piękno łączy się z głosem sumienia. Od starożytnej Grecji aż do XVII w. warunkiem piękna była harmonia i blask duszy.

Wychowanie do piękna
   W świetle powyższych refleksji wychowanie do piękna jawi się jako niezmiernie ważny wymiar życia. Niebezpieczne dla godności człowieka, dla dobra wspólnego, dla Ojczyzny jest ograniczenie wychowania do konsumpcji czy do bierności. Piękno otwiera drogę do wolności, do niepodległości.
   Jak zniszczyć naród, jak osłabić ducha, podważyć? Zabrać mu kulturę, język. Jakie były rozporządzenia, działania zaborców, wrogów naszej Ojczyzny? Każdy robił po swojemu, ale im wszystkim o to samo chodziło. Caryca Katarzyna II próbuje likwidować polską kulturę. Nakazuje wywieźć z Warszawy, wówczas największą w Europie, narodową bibliotekę Załuskich (400 tys. tomów) – duszę narodu. Kolejni carowie z podbitych narodów wywozili święte ikony. Po upadku Powstania Listopadowego następuje grabież 200 tys. tomów z polskiej biblioteki. Tak samo różne Fryderyki i Wilhelmy, usiłując tworzyć po swojemu imperium europejskie, zabierali im dzieła kultury i sztuki, nie dopuszczali do rozszerzania się jej. Stąd w komunizmie szalała groźna, uzbrojona armia cenzorów. Wiedzieli, że kultura rzeczywiście budzi poczucie wolności. Naród istnieje jako wolny, niepodległy dzięki swej kulturze (kultura, język i religia). Niemcy w czasie wojny wywieźli z Polski ponad 500 tys. dzieł kultury i sztuki.
   Św. Jan Paweł II w UNESCO mówił: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, którą łączy nade wszystko kultura. Jest ona wielkim wychowawcą. Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenie dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego nacjonalizmu, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia”.

Wlastimil Hofman – od Karlina do Szklarskiej Poręby (1881-1947)
   Wlastimil Hofman urodził się 27 kwietnia 1881 r. w Karlinie pod Pragą jako syn Czecha Ferdynanda i Polki Teofili z d. Muzyk. Zaraz po urodzeniu został ochrzczony w rzymskokatolickim kościele. Od 8 roku życia mieszkał w Krakowie. Uczęszczał kolejno: do szkoły św. Barbary, do gimnazjum im. Jana Sobieskiego, do krakowskiej ASP (od 1889 r.), gdzie wówczas profesorami byli m.in.: Julian Fałat, Teodor Axentowicz, Jacek Malczewski, Jan Stanisławski, Józef Mehoffer. Po ukończeniu studiów wyjechał (1899) na studia do Paryża. Był pierwszym Polakiem, który otrzymał nominację na członka Wiedeńskiej Galerii Secesyjnej (Wienner Secession Galerie) – w 1907 r. Został przyjęty do grona członków Międzynarodowego Towarzystwa Sztuk Pięknych w Bawarii oraz powołany (1921) – jako drugi Polak (po Oldze Boznańskiej) – do Narodowego Stowarzyszenia Sztuk Pięknych w Paryżu (Société Nationale des Beaux-Arts). Jego obrazy wystawiano w galeriach Monachium, Amsterdamu, Rzymu i Berlina.
   Podczas II wojny światowej Hofmanowie musieli uciekać z Krakowa przed Niemcami, ponieważ po zajęciu Czechosłowacji przez III Rzeszę pomagali ukrywającym się czeskim patriotom. Po napaści sowieckiej na Polskę (17 września 1939 r.) Wlastimil wraz z tysiącami Polaków został wywieziony na Wschód. Wśród skazańców był Zdzisław Peszkowski, oficer II Korpusu Armii Polskiej, który – wywieziony do obozu w Kozielsku – cudem uniknął śmierci. Po wojnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, tam ukończył studia w seminarium i przyjął święcenia kapłańskie.
   Ks. dr Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich, w książce „Wspomnienia jeńca z Kozielska” opisał spotkanie z Hofmanem:

   „Dnia 17 września 1939 roku w granice Polski od wschodu weszły wojska sowieckie. Nasz szwadron 20 Pułku Ułanów zatrzymał się w pałacu w Pomorzanach. 20 września zostaliśmy otoczeni – znaleźliśmy się w niewoli rosyjskiej. Wtedy dowódca, który sam potem zginął w Katyniu, wydał rozkaz złożenia broni. Miałem szansę ucieczki w przebraniu. Nie chciałem jednak takiej decyzji podjąć. Dowódca skłonił mnie tylko, abym zdjął insygnia podchorążego i jako zwykły żołnierz wystąpił razem z ułanami.
   Musieliśmy stanąć na placu. Zostaliśmy rozdzieleni – żołnierze ułani od oficerów. Sowiecki oficer, mimo że znajdowałem się wśród żołnierzy, ubrany jak oni, zauważył mnie i kazał dołączyć do oficerów. Tak zostałem wzięty do niewoli. Większość z nas osiedlono później w Kozielsku.
   Z pobytu w Pomorzanach utrwaliło mi się w pamięci specjalnie jedno wydarzenie. Pomagałem skarbnikowi dywizjonu rozdzielać pieniądze, które wieźliśmy na wypłatę dla oficerów i żołnierzy. Była to zawrotna suma. Chodziło o to, żeby nic wpadły one teraz w ręce Sowietów. Otrzymałem kilka tysięcy złotych, co było w tym czasie dla mnie astronomiczną sumą. Takiej ilości pieniędzy nigdy w życiu nie widziałem. W jaki sposób je uratować?
   Jak dziś pamiętam, na ławeczce siedział malarz, artysta o prześlicznej głowie, z rozwianymi włosami, chyba miał pod szyją kokardę młodopolską zamiast krawata. Pociął karton na kształt kartek pocztowych i rysował żołnierzy ułanów, którzy byli w pobliżu – kilkoma' mistrzowskimi liniami robił portrety. Na drugiej stronie pisał adresy. Każdy mógł też napisać kilka słów do najbliższych. Malarz zobowiązał się, gdy będzie na wolności, przesłać pocztą te kartki pod odpowiednie adresy do matek, żon, narzeczonych. Chciał w ten sposób on, cywil, usłużyć znękanemu żołnierzowi polskiemu. Tym malarzem był Wlastimil Hofman. Obserwowałem go z daleka i podziwiałem. Pamiętam, że dałem wtedy rozkaz moim ułanom, aby jemu i jego żonie przynieśli z żołnierskiego kotła posiłek. A on niezmordowanie rysował. Widać było na twarzy jego i żony zadowolenie z tego dobrego czynu. Przyszła mi wtedy myśl, żeby im oddać te pieniądze, które trzeba było uratować przed Sowietami. I tak uczyniłem.
   Po latach przeżyłem wzruszające spotkanie z nim, już w Jerozolimie. Spotkanie było niecodzienne: patrzę, a Wlastimil maluje bazylikę Grobu Pańskiego, pełną słońca. Przyszedłem później do ich mieszkania. Kiedy zapukałem, nie przedstawiłem się. Twarz moją pamiętali, tylko trudno im było w tej zawierusze wojennej umiejscowić mnie. Prosili, abym podpowiedział chociaż słowo, które by im pomogło rozpoznać mnie. Wypowiedziałem słowo «Pomorzany». Zrobiło to na nich ogromne wrażenie. Oboje wyszli najpierw do drugiego pokoju, a po chwili wrócili i rzucili mi się do nóg. Klęcząc obejmowali mnie dziękując, że uratowałem im życie. Przez chwilę myślałem, że coś się stało, że są obłąkani, że to jest jakaś wielka pomyłka. Poprosiłem, żeby wstali, żeby się uspokoili i wyjaśnili mi, o co chodzi. Mistrz Wlastimil otworzył swoje zapiski, a w nich szkic mojej twarzy i powiedział mi, że te pieniądze, które oddałem im przed pójściem do niewoli, uratowały im życie. Zostali zatrzymani i siedzieli w więzieniu w Moskwie. Śledczy przekonany, że nie są szpiegami, w jakimś ludzkim odruchu pozwolił im opuścić Rosję. Pomógł im zamienić polskie pieniądze na czerwieńce i mogli kupić bilet z Moskwy do granicy. Znaleźli się później w Palestynie. Dobry uczynek wyświadczony polskim żołnierzom w Pomorzanach dał im w rezultacie wolność.
   Mistrz natychmiast rozwiesił duże płótno, bo chciał malować mój portret. Zacząłem prosić, aby tego nie robił, bo ja idę na wojnę. Co będę robił z tak potężnym portretem. Wyczuwając pragnienie jego serca, wyprosiłem, żeby jeśli już koniecznie chce, zrobił mi na małej deseczce nieduży portrecik. Namalował go bardzo szybko.
   Czując ciągle niedosyt wdzięczności, chciał mi ofiarować wszystkie swoje obrazy, które wtedy miał u siebie. A wśród nich wiele mistrzowskich szkiców z Ziemi Świętej. «Niech pan to wszystko weźmie! Proszę!» Wziąłem kilka najmniejszych. Miałem je później na podarunki ślubne dla przyjaciół żołnierzy.
   A ten maleńki portret zachowuję do tej pory jako serdeczną, cenną pamiątkę.
   Do końca życia mistrza miałem kontakt z nim i jego małżonką. Mieszkali potem w Polsce w Szklarskiej Porębie, gdzie dokonali życia.”


23 lata w Szklarskiej Porębie (1947-1970)
   Wlastimil Hofman miał w sobie ogromną miłość do Polski mimo, że po wojnie w Krakowie miał ogromne trudności i przykrości. Był lekceważony, odmówiono mu profesury w Akademii Sztuk Pięknych, zatrudnienia w charakterze kustosza muzeum w Sukiennicach.
   Za namową przyjaciela, poety Jana Sztaudyngera (1904-1970), który do 1951 r. mieszkał w Szklarskiej Porębie przy ul. 1 Maja 55 Hofman przybył z Krakowa do Szklarskiej Poręby Średniej i do końca życia mieszkał z żoną przy ul. Matejki 12. Już w roku przybycia (1947) miał wystawę swych obrazów w Szklarskiej Porębie Górnej. Tworzył w duchu ekspresjonizmu i symbolizmu młodopolskiego, którego był ostatnim przedstawicielem.
   Żona Wlastimila, Ada (Adela), ur. 4 listopada 1884 r. w Czechach, c. Franciszka i Katarzyny Goller, z d. Heller, ochrzczona w rzymskokatolickim kościele św. Ludmiły w Pradze, zmarła po przyjęciu sakramentów świętych w swoim domu 6 marca 1968 r. Pochowano ją na cmentarzu w Szklarskiej Porębie Górnej 8 marca. Wśród licznych wiernych w nabożeństwie żałobnym brało też udział dwóch Czechów. Była ona bardzo dobrą osobą, życzliwą dla franciszkanów. Podawała kwiaty do kościoła, przynosiła lekarstwa dla chorego zakonnika itp.
   Na kartach książki H. Muszyńskiej-Hoffmanowej „Portrety miłości” Ada opowiada o Wlastimilu:

   ,,- Urządzę ci galerię – mówię do Wlasta – jakiej w życiu nie miałeś. Przestronną, pełną światła i wysoką aż pod niebiosa.
   Pracownikowi Wydziału Kultury proponuję urządzenie wystawy ... w parku miejskim. Zobowiązuję się codziennie rano wieszać obrazy na drzewach, a w razie deszczu i na noc chować je i zamykać na klucz w pomieszczeniu, należącym do Wydziału Kultury. Ofertę z wdzięcznością przyjęto, a ja ponoć jako kustosz galerii parkowej okazałam się bez zarzutu.
   Pewnego dnia otrzymujemy z Urzędu Gminy pismo, byśmy się zdeklarowali, jakiej jesteśmy narodowości. Odpowiadamy, że polskiej, ale pan naczelnik ma wątpliwości i kręci głową. Polak, a nosi niemieckie nazwisko. Wlastimil oponuje: - Nie niemieckie, ale międzynarodowe. Są bowiem Hofmanowie Niemcy, ale są i Polacy, Francuzi, Czesi, Holendrzy, Duńczycy. Z tej racji nawet wymyśliłem maksymę: «Hofmanowie wszystkich krajów łączcie się».
   Fatalnie naraził się Wlast gminnej władzy tym dowcipem. Wkrótce listonosz wręczył nam urzędowe pismo. W ciągu miesiąca mamy nasze nazwisko zmienić na nazwisko o polskim brzmieniu. W przeciwnym razie zostaniemy wysiedleni ze Szklarskiej Poręby Średniej. Wobec tego ja wytaczam inny argument – armatę. Obrazy Wlastirnila Hofmana wiszą w galeriach malarskich w Paryżu, Wiedniu, Berlinie i w Pradze. Któż więc podejmie się misji przemalowania podpisu Hofman na Dworzak. Może obywatel naczelnik zechciałby? Obywatel naczelnik lekko się speszył. Chrząknął i orzekł, że byłoby trudno. Poruszyłam także naszych przyjaciół dziennikarzy z Krakowa, Wrocławia i Warszawy. Jakoś obeszło się bez zmiany nazwiska. Pozwolono zostać Wlastimilowi Hofmanem, a mnie panią Hofmanową.
   Zresztą właśnie w Szklarskiej Porębie zostałam prawdziwą panią Hofmanową. Pewnego dnia poprosiłam: Wlastusiu, weźmy ślub. Przytoczyłam cytat mojej ulubionej autorki, Marii Dąbrowskiej, że «Panu Bogu o sakrament, nie o czas chodzi, bo jest wieczny». Zafrasował się. - Przyznam ci się w sekrecie, że ja o ślubie w naszym kościółku wiejskim nieraz marzyłem. - To będzie zakończenie twoich cykli malarskich Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryja.
   I wzięliśmy ślub w małym kościółku w Szklarskiej Porębie Dolnej. Cieszyłam się, że odbierając listy i otwierając koperty zaadresowane do pani Hofmanowej nie odczuwałam już bolesnego ściśnięcia serca. Wlastimil kończył obraz zatytułowany Bądź wola Twoja”.

   Autorka książki „Portrety miłości” pisze: „Kiedy pani Ada z Gollerów Hofmanowa, beznadziejnie chora, znalazła się w szpitalu, jej mąż uzyskał pozwolenie przebywania z nią cały dzień w separatce. Sprowadził sztalugi, paletę i farby i malował bez wytchnienia. I tę sztukę Wlastimilową, której służyła swym życiem, zabrała pani Ada gasnącym wzrokiem do wieczności”.
   Nieoceniona była rola dobrej Ady, która umiała ukazać szeroko światu talent i piękno dzieł swego męża. Dla jej wielkiego, cichego trudu należy się uznanie.

Jestem Polakiem
   W książce pt. „Portret pamięci” Bogusława Czajkowskiego Wlastimil Hofman tak opowiada o swoim pochodzeniu:

   „Nazwisko mam niemieckie, imię czeskie. Nie jestem ani Niemcem, ani Czechem. Jestem Polakiem. Po urodzeniu się dwóch synów rodzice postanowili, że jeden będzie Czechem a drugi Polakiem. Starszy, ponieważ zawsze był dżentelmenem i dawał pierwszeństwo mamie, otrzymał imię Patrona Polski – Stanisław. Młodszy, a więc ja, miał zostać Czechem. Dlatego zostałem ochrzczony imieniem mitycznego bohatera z poematu Vaclava Hanki – Vlastimil, co oznacza miłujący ojczyznę. […] Imiona Stanisław i Vlastimil miały symbolizować na przykładzie najmniejszej, a jednocześnie najtrwalszej komórki społecznej, jaką jest rodzina, przyjaźń dwóch bratnich narodów słowiańskich. Przypominały unię polsko-czeską. Los bywa jednak przekorny, spłatał figla. Po latach Stanisław osiadł na stałe w Pradze i został Czechem […]. A ja? – wybrałem Kraków, Polskę i zostałem polskim artystą, jakkolwiek nigdy nie wyrzekłem się urodzenia w Karlinie”.

   Artysta rzeczywiście nigdy nie wyrzekł się swoich czeskich korzeni, był gorącym zwolennikiem przyjaźni polsko-czeskiej. Wyrażał to pięknie w wielu wierszach, w tym w wierszu zatytułowanym „Tryptyk”:

Boża Mateczko, módl się Ty za nami!
Święty Wacławie i święty Wojciechu,
Nam, co toniemy w złych oparach grzechu,
Podajcie dłonie, byśmy razem z Wami
Mogli uprosić Boga o cud wybawienia:
Powrót do kraju, już uwolnionego,
Byśmy nie padli w drodze ze zmęczenia,
By nas uchronił Sam od ducha złego.
Zaś tam, w ojczyznach naszych, w Polsce, Czechach,
Daj nam odnaleźć miłe, dobre twarze
Naszych Najmilszych. Tak jak w skalnych echach
Łączą się głosy, tak wspólne ołtarze
Tych naszych ofiar, połączone razem,
Utworzą łańcuch, spajający z Bogiem
Oba narody! – Wy, bądźcie obrazem
Zgody, miłości, świątyni jej progiem.


Wlastimil Hofman – malarz wewnętrznego blasku
   Wlastimil był wielkim przyjacielem i dobrodziejem franciszkanów. Jego liczne obrazy o tematyce religijnej, znajdujące się w klasztorach i kościołach, powstałe – jak sam podkreślał – z biblijnej inspiracji, świadczą o głębokim życiu duchowym i sercu artysty. Wśród obrazów ofiarowanych franciszkanom jest szczególnie przez nich lubiany obraz Spowiedź oraz Ecce homo (Oto Człowiek). W tym ostatnim widać wpływ malarza św. Alberta Adama Chmielowskiego. Obraz Spowiedź był wystawiony po raz pierwszy w Krakowie w 1905 r. Był też wystawiony w Paryżu (1921).
   W lutym 1958 r. artysta postanowił ofiarować obraz kard. Stefanowi Wyszyńskiemu – Prymasowi Polski. Obraz przedstawiał matkę z dzieckiem idącą po gruzach Warszawy. Dziewczynka trzyma w rękach znaleziony obrazek Oblicza Pana Jezusa. Tytuł obrazu: Smutne wspomnienie Powstania Warszawskiego. Tekst dedykacji: „Duchowemu Przywódcy Narodu Polskiego, z najgłębszą czcią i szacunkiem – Wlastimil Hofman. Gdy artysta otrzymał odręczny list od Księdza Prymasa, zaraz zadzwonił do klasztoru franciszkanów, by podzielić się tą radością. W liście Prymasa czytamy: „Jestem wzruszony tak miłym darem, wyrażającym polskie nadzieje wśród powstańczych popiołów. […] Z upodobaniem przyglądam się dziełom sztuki, które wychodzą z myśli i pracy Pana. Zwłaszcza oczy dziecięce zastanawiają. […] Proszę wybaczyć, że nazwisko Pana już nieraz spadło z ambony w moich kazaniach, właśnie przez te dziecięce oczy […]”.
   Natomiast abp. Antoniemu Baraniakowi przekazał obraz pt. Madonna. Arcybiskup Poznania (1957-1977), a wcześniej sekretarz Prymasa Wyszyńskiego (1949-1951) był przez trzy lata (1953-1956) więziony i torturowany przez SB (średnio co drugi dzień). Po otrzymaniu obrazu napisał on do Mistrza: „Wiele radości sprawił mi obraz przedstawiający rozmodloną Madonnę o pięknych i pociągających rysach twarzy polskiego dziewczęcia […]. Artystyczny dar Pana Profesora jest dla mnie cennym upominkiem także i z tego względu, że dla Jego przepięknych arcydzieł miałem zawsze wiele podziwu i wysoko ceniłem ich moralną wartość wewnętrzną […]”.
   O artyście mówiono, że jest przeduchowiony, że łączy wielki talent z wielką duszą. Tworzy piękno i jest piękny. Kontynuował linię symboliczno-alegoryczną, zapoczątkowaną przez Jacka Malczewskiego (należącego do III Zakonu Franciszkańskiego). Był pod dużym jego wpływem. Znał też św. Brata Alberta Chmielowskiego, który mawiał: „Trzeba żyć pod okiem Pana Jezusa. Wystarczy jedno spojrzenie duszy na Niego, jedno słowo, myśl jak błyskawica, a to już jest modlitwa.” Podobnie jak jego święty przyjaciel, namalował obraz Ecce homo. Zapytany o inspiracje, odpowiadał wprost, że natchnieniem są dzieci i Biblia.

Umiłowanie Boga i człowieka
   Nie wszystko, co wydaje się piękne, jest dobre, ale każde dobro jest piękne. Prawdziwe piękno i dobro są wartościami duchowymi, a jako takie zbliżają się do Tego, Który jest samym Dobrem i Pięknem, do Stwórcy.
   Sztuka i poezja mogą skierować na drogi życia szlachetnego i zachęcać do moralnego wysiłku ku dojrzałości. Jednak dzieje się tak tylko wtedy, gdy autor, twórca czerpie natchnienie z Najwyższej Mądrości i Miłości. Jeśli artysta czy poeta sam zachowa czystość i wolność serca, wzniesie się ku ideałom, wówczas będzie budził sumienia, refleksję nad życiem i światem oraz przyczyniał się do wspólnego dobra i pokoju. Natomiast twórca wewnętrznie pusty czy skrzywiony, popsuty, będzie niszczył zdrowe zasady moralne, zionął groźnym nihilizmem, smutkiem czy udawaniem, udziwnieniem, a nawet poniżeniem, płycizną z pozorami głębi.
   Wlastimil Hofman daje świadectwo moralnego niepokoju i duchowej radości. Widać to szczególnie w takich jego obrazach jak Spowiedź, Maria Magdalena, w licznych obrazach Matki Bożej. Głęboka tęsknota za poszanowaniem osoby ludzkiej przebija z niemal wszystkich portretów, a szczególnie mocno wyrażona jest w obrazie Ecce Homo. Z poezji Wlastimila wnosimy o pragnieniu wolności i umiłowaniu Ojczyzny.
   Niektóre dzieła naszego artysty i poety oceniane są bardzo wysoko, inne jako mniej udane, ale niewątpliwie wszystkie są przejmujące w swej wymowie.
   Nie zrozumielibyśmy Wlastimila, gdybyśmy nie zauważyli ukochania Jezusa Chrystusa. Tę inspirację widać w tak wielu obrazach. W poezji, która jest na wskroś religijna, a którą tworzył w czasie wojennej tułaczki, ujawnia prawdę swego serca. Obrazy i wiersze Wlastimila harmonizują ze sobą. Mówią o tych samych osobach: o Bogu, o Jezusie Chrystusie i Jego Matce, o Polsce, którą z własnego wyboru uznał za Ojczyznę.
   Jedyny, mało znany, bo wydany w bardzo małym nakładzie tomik poezji Hofmana, ukazał się w Jerozolimie w 1942 r. dzięki „wędrownej” drukarence wojsk Andersa. Warto dodać, że autor bardzo przeżył swój pobyt w Ziemi Świętej. W legnickim klasztorze franciszkanów znajdują się obrazy przedstawiające niektóre miejsca z Jerozolimy i okolic. Na jednym z obrazów widnieje Wlastimil w bardzo głębokim pokłonie w miejscu narodzin Zbawiciela.
[image]

Zakończenie
   Kiedy artysta nie miał już sił, by jak zwykle przyjść do kościoła, ojcowie franciszkanie przynosili mu do domu Najświętszy Sakrament. Dokładnie dwa lata po śmierci żony, 6 marca 1970 r., odszedł z tego świata. Pochowany trzy dni później, obok żony, na cmentarzu w Szklarskiej Porębie Górnej. Na pogrzeb przybyło bardzo wielu wiernych. Byli też przedstawiciele ambasady czechosłowackiej i prezydenta Pragi, ale do kościoła nie weszli. Telewizja natomiast tak relacjonowała pogrzeb, że nie było widać, że to był pogrzeb katolicki. Nie było widać ołtarza, Mszy świętej, księdza ani krzyża. Organizator szpaleru harcerzy i innej młodzieży z pochodniami od kościoła na cmentarz był przesłuchiwany i miał za to ogromne kłopoty z ówczesnymi urzędnikami.
   Na zakończenie tej opowieści, mającej na celu przybliżenia postaci Wlastimila Hofmana, warto przytoczyć niedawno znaleziony, nie mający tytułu, wiersz artysty. Jest on piękną modlitwą tego wielkiego artysty i wiele mówi o jego duszy:

Nie wiem nic więcej, tylko, że miłuję
Ciebie, Chrystusie ponad wszystkich świętych
Najszlachetniejszych, zaś gdy Cię maluję,
Należę do tych już tu wniebowziętych
Prostaczków ducha, którzy krzywdy Twoje
Tu wyczuwają ponad wszelką miarę.
Dlatego przyjmij uwielbienie moje
I utwierdź jeszcze bardziej moją wiarę,
Że stoisz przy mnie tak w dzień jak i w nocy
I wiesz o wszystkim co się w duszy dzieje.
Bądź miłosiernym, gdy wzywam pomocy,
Wyrozumiałym, gdy za dużo żądam.
Patrz jak na dziecko nie dość jeszcze mądre,
Gdy na swój sposób w ślady Twe podążam.



■ o. Józef Szańca OFMConv – wykład wygłoszony 8 marca 2018 r. w DLP ’90 w Legnicy. Tekst wykładu został opracowany z wykorzystaniem fragmentów książki autora pt. „Wlastimil Hofman – artysta, malarz i poeta” (Szklarska Poręba 1996) zawierającej m.in. wiersze (z tomiku „Przez ciernie do wolności”, Jerozolima 1942) i barwne reprodukcje siedemnastu obrazów W. Hofmana, w tym przywołane w wykładzie.
Liczne obrazy W. Hofmana można zobaczyć w internecie, np. pod linkiem.

(c) 2006-2018 http://www.dlp90.pl